Nie zazna szczęścia, kto błędy swe ukrywa;
kto je wyznaje, porzuca - ten miłosierdzia dostąpi. Prz 28,13
Czy rozmowa Lecha Wałęsy z płk. Bolesławem Klisią i płk.Hipolitem Starszakiem,
która odbyła się 14 listopada 1982 r. w Arłamowie była "wypadkiem przy pracy",
czy też była jedną z wielu rozmów, które w przyszłości zaowocowały "Okrągłym Stołem".
Czy rozmowy Jacka Kuronia i dwudziestu innych działaczy (wg. ostatnich wypowiedzi Lecha Wałęsy)
przebiegały w podobnej atmosferze?
Odtajnienie archiwów IPN, raz na zawsze oczyści atmosferę polityczną w Polsce,
skończy się czas pomówień, niedomówień, szantażu.
Polecam artykuł p.Antoniego Macierewicza "Tajna historia Solidarności",
który jest niezwykle cennym podsumowaniem rozmów Lecha Wałesy z wysłannikami ówczesnej władzy.
r.k.
Zapis rozmowy z Lechem Wałęsą
przeprowadzonej 14 listopada 1982 r. przez
płk. Bolesława Klisia i płk. Hipolita Starszaka w gmachu Naczelnej
Prokuratury Wojskowej w Warszawie(*)(1).
(*) Do druku podał i przypisy opracował A. M. (w ramach projektu badawczego
prowadzonego w IPN nad historią opozycji antykomunistycznej).
(1) Rozmowa odbyła się 14 listopada 1982 r., następnego dnia po przewiezieniu
Lecha Wałęsy z Arłamowa do Warszawy, w godzinach 11.30-14.10. Jej celem było
zapoznanie Wałęsy z przepisami stanu wojennego i zobowiązanie go do podpisania
oświadczenia akceptującego te przepisy. Wałęsa dokumentu nie podpisał, lecz
przyrzekł, że przepisów będzie się starał przestrzegać. Rozmówcami Wałęsy byli:
Bolesław Kliś naczelnik Wydziału V Naczelnej Prokuratury Wojskowej i Hipolit
Starszak dyrektor Biura Śledczego MSW. Dalej występują oni jako P. - prokurator
- Bolesław Kliś, D. - dyrektor - Hipolit Starszak i W. - Wałęsa. Tekst napisany
jest na dwu różnych maszynach do pisania. Klauzula "Tajne" dopisana
jest ręcznie. Maszynopis opatrzony jest ręcznymi podpisami obu pułkowników z
datą 16.11.1982 r. i z dekretacją "płk T. Kwiatkowski do wiadomości".
Dokumentowi towarzyszy niepodpisany tekst zobowiązania do przestrzegania praw
stanu wojennego napisany na maszynie oraz ręczny tekst stwierdzający, że Wałęsa
odmówił podpisania zobowiązania - sygnowany przez pułkowników Klisia i
Starszaka. Dalej poprawki odręczne zaznaczono literami (b), zaś część
maszynopisu napisaną na innej maszynie do pisania literami (a).
Tajne(b)
P - Jestem
prokuratorem Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Chcieliśmy trochę
porozmawiać.
W - Jako z kapralem,
czy jako z Wałęsą?
P. - Z Wałęsą.
Kapral, to jest piękny stopień. Ja należę do tych w wojsku, którzy do pułkownika
doszli będąc kapralem. Są tacy, którzy kapralem nigdy nie byli.
D. - Jestem
dyrektorem Biura Śledczego MSW.
P. - Rozmawiać
będziemy w każdym charakterze, bez względu na stopnie i jak się
nazywamy.
D. - Utył pan
trochę.
W. - Tak.
D. - Jak się Pan
czuje?
W. - Niezbyt dobrze,
po tym wczorajszym locie samolotem. Może dlatego, że po małym zrobiliśmy
wcześniej.
P. - Kiedy to
pomaga.
W. - Ale ja dość
długo w ogóle nie brałem alkoholu żadnego. Drugi raz mam taki
przypadek.
D. - Może
pogoda?
W. -
Może.
D. - Teraz jest
kwestia porządku prawnego.
W. - Nie neguję
żadnego porządku prawnego, który jest ustalony. Jednocześnie myślę, czy przy
dobrej woli z tego porządku mógłbym skorzystać. Jestem w stanie z tego
skorzystać na tyle, że coś to da. Mam nadzieje, że uda mi się usiąść na tego
konia jeszcze pędzącego, bo opozycja jest, Bujaki(2) i inne. Chcę na tego konia usiąść,
żeby go wyhamować. Mówię to oficjalnie, taki mam cel, wyhamować go w tym
kierunku, żeby nie tworzyć podziemia, żeby się wziąć za pracę i skorzystać z
tego co jest, nie negując tego co rząd już zrobił. Nie ma co dyskutować, trzeba
skorzystać z tego, co już jest. Takie mam zadanie. Dlatego się zgodziłem na
wywiad, żeby władza miała przegląd tego, co ja będę mówił i tego co zamierzam
robić. Chcę, żeby władza wiedziała wcześniej, jakie będą moje wypowiedzi. Muszą
być one takie do przełknięcia przez władze, a jednocześnie nie narażając się
drugiej stronie.
D. - Tak, ale
jednocześnie faktem jest, że zatraca pan podstawowe pryncypia, bez których
akceptowania trudno w ogóle mówić o działalności, która byłaby w Polsce do
pomyślenia.
W. - Ja je
akceptuję, tylko jednocześnie mówię, że jestem przeciw podziemiu, przeciw
strajkom, bijatyce itd. bo widzę, że są inne wyjścia. Ustawiam się tak, że nie
mogę negować tego, co rząd zrobił. Jednocześnie odcinam się od tych spraw, bo
widzę inne wyjście.
D. - Tak, tylko że
problemy nie mogą się sprowadzać tylko do negocjacji. Ale za czym pan
jest?
W. - Za tym, żeby
skorzystać z możliwości takich, jakie są. W ustawie
(3) są dwie
furtki, z których przy dobrej woli z obu stron można skorzystać. Jedna furtka to
ta, że jest w ustawie mowa o pluralizmie związkowym. Druga - to to, że Rada
Państwa(4) może w pewnych sytuacjach
przyspieszyć czy wprowadzić to co jest w
ustawie, ale wcześniej przesunąć. Jest ta furtka, która pozwoliłaby mi za zgodą
z niej skorzystać. Jednocześnie tak skorzystać, żeby to nie wywracało, nie
burzyło tego, co rząd robi. Żeby władze wprowadzały reformę gospodarczą i
opanowały sytuację.
D. - Mam dwie uwagi.
Po prostu mówi pan o pewnych mechanizmach i znowu pan mówi o tym, żeby czegoś
nie robić. Jest kwestia, za czym pan się opowiada.
W. - Chcę skorzystać
z tych małych dróg, które są możliwe, które będą zaakceptowane nawet przez tych,
którzy są w podziemiu przy moim wytłumaczeniu tego i będzie spokój
społeczny.
D. - Kiedy mówię o
pryncypiach, to mam na uwadze takie kwestie jak problemy sojuszów.(b)
W. - I znów sprawa
socjalizmu. Zarzucono mi, że przez moje gardło nigdy nie przeszło słowo
socjalizm. Oczywiście prawdą jest, że nie przeszło. Ale prawdą też jest, że ja
byłem robotnikiem i nie znałem nikogo z KC
(5), ani z rządu, ani teoretycznego
socjalizmu. Ja się spotykałem z socjalizmem przez brygadzistę, który mnie
oszukiwał, poprzez mistrza, sekretarkę. Teoretyczny socjalizm poznałem później.
Znałem inny. Władza mówi, że są to błędy i wypaczenia, że są to odstępstwa od
socjalizmu. Ja mówię, że zły socjalizm(6). Czy ja nie
mogę powiedzieć rzeczywiście, że są to błędy i wypaczenia?
D. - Ale tak pan nie
mówił.
W. - Tak
powiedziałem. Chcę jak najbardziej powrócić do spraw związkowych, bo jestem
robotnikiem. Chcę robotnikom pomóc. Nie mam żadnych pretensji do aparatu
partyjnego, ani rządowego.
P. - A kwestia
sojuszów! (b)
W. - Ta sprawa też
jest. To są sprawy wielkiej polityki i ja, jako działacz robotniczy tymi
sprawami w ogóle się nie interesuję i interesować się nie będę.
P. - A kwestia
przewodniej roli partii?
W. - Zaakceptowałem.
Mnie interesuje brygadzista, majster, kierownik. Tu chcę działać i na tym
koniec.
P. - Pamiętam także,
że podobnie pan mówił kiedyś, a potem w Radomiu - (nie kończy).
W. - Proszę, jeśli
pan chce wiedzieć o Radomiu(7), to niech weźmie całą
taśmę.
P. -
Znam.
W. - Jadąc do
Radomia spotkałem się z panem Rakowskim(8), z panem
Cioskiem(9)i prymasem Glempem
(10). Mówię -
"panowie, ja się poddaję. Do Radomia jadę, ale będę wyrzucony, albo sam
spowoduję, że odchodzę bo mi ta linia i towarzystwo nie odpowiada".
Wszyscy, z panem Rakowski(m) i Cioskiem, powiedzieli, że nie - Wałęsa musi
zostać. Gdybym został, to musiałbym cokolwiek powiedzieć. Jednocześnie
powiedziałem to w innym akcencie. Powiedziałem to, kiedy rozwalałem
Kuronia(11),
kiedy powiedziałem - co mi ty tworzysz, jakie partie
(12), że przez to będziemy musieli dostać
po szczękach, bo żadna władza się nie podda. Ja mówiłem w innym kontekście.
Jednocześnie musiałem trochę twardziej powiedzieć, ale się z tym nie zgadzałem.
Miałem zamiar co innego powiedzieć. Mój rzecznik prasowy
(13)mówił, że ja między Radomiem i Gdańskiem robię zwrot, żeby mi dano pełnomocnictwa na
prezydium. Nie dano mi, trzasnąłem drzwiami i wyszedłem. Taka jest
prawda.
D. (b)- To znaczy ze
względów taktycznych niejako pogrzebał pan tezy strategiczne. Tu powstaje
kwestia. (b)
W. - Jako jedyny
wiedziałem, że tak to się skończy, chociaż mi nikt nie powiedział. Byłem
przekonany. Myśli pan, że nie miałem informacji jaka jest sytuacja, a co ja
zrobiłem w Gdańsku. Powiedziałem - spokój, jeszcze raz spokój. Przecież
wiedziałem w czyim to jest interesie, w interesie władzy i spokoju. To nie jest
moje wybielanie. Powiedziałem w Radomiu, że teraz dochodzi do konfrontacji.
Myślałem, że dojdzie wiosną. Miałem na uwadze to, że dąży (b) do konfrontacji
(b). Mojego wojewodę, pana Kołodziejskiego poprosiłem i mu przedstawiłem, jak
będzie wyglądał Związek za 2-3 miesiące. Wyrzuciłbym prawdopodobnie
doradców(14)całkowicie tych, którzy psuliby mi.
Ustaliłbym pracę związkową tak, żeby nam nie burzyła. To wszystko przewidziałem.
Po prostu nie zdążyłem.
D. (b) - W polityce
jest zawsze problem zaufania. Z drugiej strony jest przede wszystkim problem
faktów.
W. - W sumie to w
pierwszym okresie otrzymałem pomoc od KOR-owców(15)i
innych, mimo że ich generalnie nie znałem. W tym okresie kiedy ich znałem, to do
nich nie mam najmniejszych pretensji. Nie wnikam w to o czym nie wiedziałem. Ma
pan dowody na to, że robiłem porządek. W Gdańsku wyrzuciłem wszystkich, którzy
wam się mogli nie podobać - Borusewicza(16),
Walentynowicz(17).
D. - Wiemy dlaczego
Walentynowicz.
W. - Dlaczego?
Dlatego, że za bardzo się mieszała, a jednocześnie bardzo mi przeszkadzała.
Przyznaję się do tego. Ja naprawdę nie mam ambicji przewodzenia itd. Nigdy ich
nie miałem i do dzisiaj ich nie mam.
P. - Walentynowicz
to nie jest osoba, która mogłaby przewodzić.
W. - Wiedziałem, że
to się władzy nie podoba.
P. - Mogło się nie
podobać, albo mogło podobać.
W. - Nie zarzuci pan
mi nic, że w Gdańsku miał pan jednego człowieka, który wam mógł się nie podobać.
Wyczyściłem. Nie zarzuci mi pan też, że tam gdzie miałem wpływ, to znaczy w
prezydium KK(18), które dobierałem, dobrałem jednego
człowieka, który wam nie odpowiadał. Pytałem się nawet. Myśli pan, że odsunięcie
Onyszkiewicza(19), Modzelewskiego
(20)czy Gwiazdy
(21)to była łatwa sprawa? Poradziłem sobie jednak. A że nie mogłem załatwić
pozostałych, bo nie zrobię wyborów w Warszawie, niech to robi ktoś inny. To był
demokratyczny związek, więc nie mogłem. Jednocześnie wiedziałem, że jest bardzo
leciutko, ledwie siedzi Rulewski(22), Jurczyk
(23),
Kopaczewski(24)i wielu innych. Jakieś większe
spotkania rozliczeniowe i oni spadali.
D. - Jednak zanim
spadli, to zwyciężyła linia, która jest różna od tego o czym pan
mówi.
W. - Zgadza się. Ale
czy wy nie macie sobie nic do zarzucenia. Dam ewidentny przykład. Jadę do
Rzeszowa na strajk rolników
(25), który trwa dwa miesiące. Wszystko
rząd akceptuje. Pierwszy punkt - związki rolników. Dzwoni do mnie Rakowski i
Ciosek - związki rolników nie przejdą. Klękam i z płaczem tłumaczę ludziom - nie
będzie związków rolników indywidualnych. Za dwa tygodnie panowie jadą do
Bydgoszczy i Rulewskiemu(26)
dają bez niczego rolników
indywidualnych. Czy lepiej nie było przedzwonić do mnie i powiedzieć - Lechu,
sytuacja cholerna (b), przyjedź, żeby to było przy tobie, że to tobie dajemy,
nie jemu. Wtedy wstaje mi taki Rulewski czy inny i mówi - przez dwa miesiące nie
załatwiłeś żadnego punktu, a ja ci pokazałem jak należy załatwiać. Dziwi się
pan, że ludzie mi mówili później, że ta droga to jest zła. Pan źle te rzeczy
załatwia, bo pan jest za kompromisem, za spokojem. Dziwi się pan, że w Radomiu
miałem takie wystąpienie. Dwa tygodnie wcześniej przed Radomiem odwołałem
uchwałę, którą przyjęła KK(27).
Odwołałem ją w momencie spotkania
mojego z generałem i prymasem. Odwołałem ją sam w nocy. Czy ja się tym nie
naraziłem? Wałęsa nie chciał rozbojów w kraju.
P. -
Oczywiście.
W. - Gdyby mnie
posłuchano w tych trzech miesiącach. Dawałem to samo, co wyszło, ale nie było
rozbojów. Straty są nam niepotrzebne. Byłbym wam to samo dał, co chcecie, tylko
dałbym wam swoimi ustami. Teoretycznie jesteście świetni (b).
D. - Jak to
teoretycznie. W praktyce też.
W. - Nie. Praktykami
nie jesteście dobrymi. Głównie chodzi o to, żeby odsunąć ekspertów, tych, którzy
wam nie odpowiadają. Ja ich odsunę. Siadamy razem z ministrem Cioskiem, czy z
kimś innym i opracowujemy statut doradców. To mówiłem przed stanem wojennym
Kołodziejskiemu. W tym statucie będzie, że doradca i ekspert, to tylko
opracowuje i nawet nie wypowiada się. Opracowuje tematy, które wcześniej są
uzgodnione z Cioskiem. W ostatnim punkcie byłoby napisane, że kto na swoją rękę
jeździ i się wygłupia i tworzy, to może dostać baty, bo on nie jest Związek i
nie wykonuje poleceń związkowych. Część by się zgodziła, a część nie. Wtedy oni
sami odpowiadają. To nie ja. Jeszcze raz powtarzam - daję wam więcej, tylko
innymi metodami.
Teraz druga rzecz, co jeszcze
chcieliście - strajki. Mówimy, że sytuacja gospodarcza jest zła. Macie więc za
24 godziny uchwałę, że przez dwa lata nie ma strajków. Wy macie prawo, ale
rezygnujecie z tego prawa. Kto zrobi strajk, ten odpowiada. To nie było możliwe.
Generał(28) miał straszliwe trudności, bo w sumie, kto nam burzył. Burzyła nam ta
mała, niska kadra na szczeblu miast, gmin, do województw włącznie. Ta kadra nam
burzyła sprawę. Na nas latali do generała i mówili - uważajcie, bo oni socjalizm
rozkładają. Do nas przychodzili i podrzucali nam dokumenty na niektórych ludzi
od was i mówili - załatwcie tego. Gdyby tak było w 70 roku, a miałem
możliwości(29), tylko byłem za głupi, to by
nam się udało.
D. - Sytuacja
gospodarcza sama się nie rozkłada.
W. - Nie.
P. - Trochę się jej
pomagało, nie?
W. - My pomagaliśmy
jej.
P. - Rozkładać
oczywiście?
W. - Tak,
oczywiście. Znów, jak pan dokładnie weźmie, to skąd to wynikało. Gdy wynikało to
po 1956 czy 1970 (b), czy innych latach, to ludzie wyciągnęli wniosek, że jak
najwięcej mówić o podwyżkach, chociaż wie, że to jest nielogiczne - i innych
świadczeniach, bo potem będą ci stopniowo, chociaż nie od razu, ale będą
zabierali. Tak nam było powoli zabierane, a normy były łamane. Ludzie mieli w
świadomości to, że weź jak najwięcej, bo powoli będą ci zabierali i stąd to
wynikały podwyżki i inne rzeczy.
P. - Tak, ale jeśli
popierało się te żądania i doprowadzało do spełnienia zupełnie innych
nieracjonalnych postulatów, to można było widzieć (przerywa).
W. - Nie da rady, ja
rozumiem. Nie da rady zmienić, jak niektórzy rozumieli, tę sytuację. To
większość wychodziła z tego założenia - jak najwięcej weź, chociaż niedobrze
weź, ale weź, bo później będziesz oddawał przez 5 lat, czy przez 10. Taka była
logika mniej więcej.
D. - No tak, tylko
jak weźmiesz nagle tyle... (nie kończy)
W. - Ja się z panem
zgadzam. Ja tego nie chciałem. Ja wiedziałem, że to jest źle, tylko nie mogłem
zmienić, nie miałem możliwości, nie miałem siły. Bo te walki i to wszystko, te
strajki. Nie miałem siły do przekonania i możliwości, że nie tą drogą. A
jednocześnie jeszcze walki wewnętrzne.
P. - Z tego wynika,
że Komisja Krajowa od początku widziała bezsens tej polityki, czy też taktyki na
branie (?).
W. - Ci rozsądni
ludzie - tak.
D. - Komisja
Krajowa, czy pan to widział?
W. - Może duża nie,
ale jakaś część Komisji widziała, że to jest bezsens strajkowanie, ale w
większości to byli tylko krzykacze, hasełkowicze, jak np. Jurczyk
(30). On tego nie
wiedział. On był zdania, że szukać i zabierać, bo ktoś tam bierze.
Ja chciałem
zaznaczyć jedną rzecz, że ja niektóre rzeczy mocno skracam, ja czasami mówię nie
ja, jako przekaźnik. I dlatego nawet moje trzymanie było wielkim
nieporozumieniem. Bo ja rzeczywiście się kłóciłem i mocno stawiałem sprawy, ja
im dawałem do wiwatu, ale nie to, że to moje stanowisko było, tylko tak uważam
jako przekaźnik. I oni myląc kiedy jestem przekaźnikiem a kiedy jestem Wałęsą,
opisywali kiedy ja mówię jako przekaźnik to oni mówili, że to ja. I znów
nieporozumienie.
Tak. Mam cholerny
charakter w tym kierunku właśnie. Żeby sygnalizować, kiedy to ja to by było
łatwiej.
D. - Ma pan dobry
charakter, czy nie?
W. - Nie, niedobry.
Nie podoba mi się taki.
D. - Co, pański
charakter się panu nie podoba?
W. - Nie.
D. - To pan się z
sobą kłóci?
W. - Tak kłócę się,
bo po prostu nie zawsze zauważam, co kiedy trzeba by poprawić.
P. - Jeszcze
wracając do tej pierwszej pana myśli, która jest myślą piękną. Każda ustawa,
poza tym swoim formalnym wyrazem rozczłonkowanym na drobne artykuły, ma pewien
generalny kierunek, pewną generalną myśl. Ten kierunek, ta myśl powinny wynikać
z każdego przepisu. Z tym, że jak się będzie wyrywać przepisy z całej ustawy,
czy z dobrej czy złej woli, jak to kto chce widzieć, można dochodzić do różnych
wniosków.
Czy mamy rozumieć,
że pan chce szanować te ogólne kierunki ustawy i zakładając, uświadamiając
sobie, że ten kierunek jest taki i taki i moje działania w tym się zmieszczą,
czy też pan zakłada, że ogólny kierunek ustawy, jak to prawnicy mówią, duch
ustawy to jest jedna sprawa, a ja będę szukał wyjść takich, jakie mnie są
wygodne?
W. - Nie. Generalny
kierunek i duch całkowicie przyjmuję, bo nie mogą nie przyjąć, (2-3 sł.)
obojętny. Przecież to nie jest z eksportu Sejm, ani rząd z eksportu, to jest
nasz rząd. Możemy do ministra mieć pretensję, nawet do członka Partii, ale nie
do Partii! I tu można mieć pretensje, ale do generalnych kierunków - nie, nie. I
dlatego w tym kierunku chciałbym, chciałbym coś zrobić. Oczywiście przez
miesiąc, dwa tygodnie nic nie zrobię. Do miesiąca czasu w ogóle nie myślę nic
robić. A szczególnie instruować. Będę słuchał. Oczywiście spotykać chciałbym
się. Ale główny kierunek wiecie, jak będę się wypowiadał. Po drugie ten
Wielowieyski(31), czy Siła-Nowicki(b)
(32),
czy inni będą do mnie przyjeżdżać. Oczywiście nie będę ich instruował, tylko
słuchał. Ale nie będę działał jako ten, który nadaje i kieruje. Odcinam się
przez miesiąc czasu kompletnie. Potem myślę, że powinienem się spotkać z panem
(1 sł.) nie wiem, i powiedzieć co ja po tym zobaczeniu, przemyśleniu myślę.
Jednocześnie ja każdy mój wyjazd, czy nawet poważniejszy przyjazd po pojechaniu
do Gdańska umówię się, ponieważ ja dobrze żyłem z SB
(33)i z tymi
innymi, żeby mnie nie robili ceregieli i kłopotów, to będę im dzwonił - proszę
pana, dzisiaj jadę tu, taki i taki cel. Ponieważ nie chcę wchodzić w konflikty.
To nie znaczy, że ja rezygnuję z dobrej roboty, ale dobrej i
uczciwej.
D. - Pańskim
zdaniem, dobra robota, to są konflikty?
W. - Nie.
D. - Chciałbym panu
coś powiedzieć, że to jednak dobrze, że pan tam pobył trochę. Wie pan dlaczego?
Widać, że pan miał czas na przemyślenie sobie różnych rzeczy i to co pan mówi w
tej chwili jest rezultatem tych przemyśleń.
W. - To pan
porozmawia z tymi, którym przedstawiłem (b) tą koncepcję, oczywiście ona uległa
trochę drobnym zmianom, ale bardzo minimalnym. Ta koncepcja była od początku
znana i od początku dawałem rozwiązania; te, o tych doradcach, o działalności
naszej. Od początku, pierwszego dnia po internowaniu przedstawiłem to. Generalne
założenia. Ja to dawałem, ja tego nie zmieniłem generalnie.
(34)
D. - Ja to chciałem
tak żartobliwie powiedzieć.
Panie Lechu, nam
głównie chodzi o sprawę taką - chcielibyśmy w pewnym sensie panu pomóc. Mówię,
że w pewnym sensie, ponieważ mamy świadomość, że może pan natrafić na swojej
najbliższej drodze różne niebezpieczeństwa. Mówię w pewnym sensie o pomocy, bo
chcielibyśmy panu po prostu powiedzieć, czego pan się ze względu na obowiązujące
w Rzeczypospolitej rygory powinien wystrzegać. Temu właściwie głównemu celowi
jest poświęcona nasza rozmowa. Mamy określony porządek prawny, z którego
wynikają określone obowiązki i prawa. Ten okres pańskiego pobytu jednak w
izolacji oczywiście nie sprzyjał kontaktom z tymi, którzy poza tą izolacją
przebywają. Stąd też panu pewne rzeczy są po prostu nie znane, ale w tych
sprawach lepiej wiedzieć niż się domyślać. Albo działać bez znajomości pewnych
uwarunkowań. Stąd też i nasza prośba o rozmowę i stąd też główny temat tej
rozmowy. Chcielibyśmy panu powiedzieć, o tym, jakie w szczególności na podstawie
obowiązujących przepisów funkcjonują zakazy, których dobrze by było
przestrzegać, by nie wpaść (b) z nimi w kolizję.
W. - Z tym, żeby
między nami nie było konfliktów, a więc sprawę stawiam jasno. Tak jak od 4
lat(35), nic nie podpisywałem, mimo...
D. - Ooo, parę
podpisów widziałem.
W. - Nie, raczej
nie. To znaczy jestem gotów podpisać się pod porozumieniami każdymi,
wynegocjowanymi. Ale nie pod żadnym zobowiązaniem, żadnych druków nie
podpisuję.
D. - Panie Lechu,
jeszcze nie doszliśmy do tego etapu.
W. - Pytanie
zasadnicze, czy ja jestem zwalniany jako Lech Wałęsa, czy jako jednak jakiś tam
działacz? I jak będę traktowany? Bo to jest zasadnicza sprawa.
D. - Umówmy się tak.
Ponieważ jesteśmy tutaj prawnikami, jesteśmy obligowani do jego stosowania i
stoimy na jego straży. Z tego punktu widzenia wychodząc, po pierwsze trzeba
powiedzieć, że jest pan zwalniany z internowania jako obywatel PRL o nazwisku
Lech Wałęsa, który ma dowód osobisty o określonym numerze, jest synem ojca i
mamy, urodził się tu i tu, a mieszka tu i tu. Minister, który jest głównym
odpowiedzialnym za tę kwestię polecił, żeby pana dostarczyć do żony, by się żona
panem zajęła. I z tego punktu widzenia jest pan oczywiście zwalniany jako
obywatel - Lech Wałęsa. Natomiast obywatel Lech Wałęsa jest także obywatelem,
który w tym kraju wiele mógł i wiele może. I tej rzeczy nie możemy rozgraniczać,
jako że to w jednej osobie się mieści. Ale w szczególności, gdy chodzi o to, co
uważamy za swój obowiązek, jak idzie o to, co pan wiele może, to w szczególności
wydaje mi się, że należałoby akcentować to, że nie powinien pan poczynić takich
kroków, które by pana naraziły na kłopoty, delikatnie mówiąc. I z tego względu
ta nasza rozmowa. Bo obowiązuje w tym kraju w tej chwili jedna zasada, w tej
chwili już konsekwentnie stosowana: wszyscy są równi wobec prawa. Nie jest to
osiągnięcie tego okresu, myślę o okresie socjalistycznym, ale jest to zasada, o
której pan wie, że np. w końcu lat 70-tych tak zbyt mocno respektowana nie była.
Tak, że ja myślę tutaj o takim aspekcie, który może nie jest powszechnie
głoszony, ale myślę także o sposobie podchodzenia do osób, np. Kuronia,
Michnika(36)i innych, którzy dopuszczali się
przestępstw, a przed sądem nie stawali. Takiej zasady nie będzie. Ona dotyczy
wszystkich obywateli, czy nazywają się tak czy inaczej.
P. - I przy tym (1
sł.), jakiś wycinek tu reprezentujemy, nie może dekretować tego, kim pan dalej
będzie. To zależy od pana. I trudno nam dzisiaj powiedzieć, kim pan będzie za
rok, za lat dziesięć. Będzie pan tym, co pan sobie wybierze i co pan będzie
realizować. Nie możemy powiedzieć, czy pan będzie działaczem, czy nie. Nie wiemy
tego. To sobie pan wybierze dalszą drogą i pójdzie po tej drodze
konsekwentnie.
D. - Czyli inaczej
mówiąc, chcemy powiedzieć o tym, co ogranicza swobodę, czy wolność bardzo
idealistycznie pojętą każdego obywatela. Ogranicza w sposób wąski, ale ogranicza
każdego.
W. - Proszę panów,
mając przegląd sytuacji, moją działalność i moją chęć pomocy, trochę większej,
jak normalny obywatel...
D. - ... bo ma pan
inne możliwości.
W. - Tak. Na ile mi
pozwalacie te moje możliwości mądrze wykorzystać.
D. - Przejdźmy do
konkretów.
P. - No właśnie. W
każdym praworządnym państwie każdy obywatel jest wolny. Ja używam świadomie
wielkich słów, ale ich nie nadużywam. Po prostu tak myślimy. Obywatel jest wolny
i wolno mu wszystko, co nie zostało zakazane. I chciałbym, żeby pan widział ten
problem. Nie to, że wiąże się ręce maksymalnie, tylko, że ręce wiąże się tylko w
pewnych zakresach, w których ręce być związane muszą, dlatego, że
doprowadzilibyśmy do chaosu, do kompletnego bałaganu i w konsekwencji
unicestwienia państwa, to znaczy do podcięcia tej gałęzi, na której wszyscy
jedziemy, do unicestwienia tego konia, na którym wszyscy jedziemy.
D. - I który, jak
pan mówił cwałuje.
P. - Jest taka
książeczka, którą mam tu przed sobą i tam są pewne reguły. To są już te wycinki,
które są bezwzględnie zakazane. Bezwzględnie w tym sensie, że za wykroczenie
przeciwko nim grozi kara. I powtarzam to, o czym już tu mówiliśmy - grozi
wszystkim i jest sprawą władzy państwowej, żeby to "wszystkim" było
traktowane dosłownie. Nie można sobie pozwolić na jakiekolwiek odstępstwa od tej
reguły. Dotyczy to tak samo mnie, jak dotyczy pana. Bez względu na to kim
jesteśmy i kim będziemy. Jeśli pan zatem pozwoli, pozwolę sobie zwrócić uwagę na
parę spraw. To są te czyny, czy zagrożenie tych czynów, z którymi mieliśmy do
czynienia i z którymi niestety mieć jeszcze będziemy. Pierwsza rzecz, o której
chcę powiedzieć, to jest ta sprawa natury zasadniczej - nie wolno podejmować
działań określonych w Kodeksie, a zatem działań przestępczych, które zagrażają
istocie ustroju i istocie państwa. Kodeks Karny ujmuje to w ten sposób, że nie
można dążyć do obalenia przemocą ustroju, pozbawienia niepodległości, oderwania
terytorium. To jest przestępstwo to natury zasadniczej. Kiedyś to się nazywało i
nazywa w teorii nadal zdradą stanu. Z tym, że chcę panu zwrócić uwagę i na to,
że obalenie przemocą ustroju, czy próba obalenia przemocą ustroju, to nie tylko
organizowanie wojska, granatów, karabinów maszynowych i czołgów, no bo to już
jest ta postać, po której zaczynają się już rzeczy w największym wymiarze
tragiczne.
Obalenie przemocą
ustroju, a w każdym razie przygotowywanie, bo karalne jest również
przygotowywanie, niekoniecznie podjęcie konkretnych już działań - w Kodeksie tak
jest, że w niektórych przypadkach przestępstw najgroźniejszych karalne jest już
samo przygotowanie, czynienie przygotowań - a te przygotowania mogą mieć postać
totalnej propagandy antypaństwowej. Jest takie orzeczenie, niech się pan nie
martwi, (1sł.) przedwojenny, podobny przepis był w kodeksie karnym przed wojną i
jeszcze wcześniej, a zatem totalne organizowanie propagandy antypaństwowej,
przygotowywanie struktur, które na wypadek przystąpienia do konkretnego
działania będą mogły te cele realizować, to już jest przestępstwo. A zatem jest
to wymiar dość szeroki, no ale pan obronić się musi. To jest ten 123 artykuł.
Już nie będę mówił, bo jeszcze pan sobie pomyśli, że chcemy pana przestraszyć. I
w ogóle niech pan tej naszej rozmowy nie traktuje jako próby
straszenia...
W. - ... pan wie, że
mnie nikt nie przestraszy.
P. - Właśnie, ale
niech pan tego tak nie rozumie. Ze straszeniem mamy do czynienia wtedy, kiedy
chcemy u kogoś wywołać przerażenie i do podporządkowania się na każdą ze spraw.
Nie o to chodzi. Chodzi o zwykłe uświadomienie, żeby pan po prostu wiedział, że
tak to jest, Zagrożenia są te najwyższe, trudno się dziwić, bo chodzi
rzeczywiście o najważniejsze dobra w państwie. Tyle ja miałbym, chyba że
dyrektor chce coś dorzucić. A może pan ma jeszcze w związku z tym
pytania?
W. - To są sprawy,
tak jak pan powiedział, niesprecyzowane. Pod to pan może wszystko podpiąć -
nawet uśmiech czy jakieś spojrzenie. Na przykład ja się śmiałem politycznie,
chodziłem politycznie itp. Uważam, że pan jest Polakiem i ja, i mamy
przekształcać kraj, nie burzyć go, ale mamy obowiązek przekształcać go tak, aby
służył nam wszystkim, a nie grupie ludzi. Mam zamiar bronić go. Stanowiska są
różne, odpowiedzialności są różne, ale to jest moja ojczyzna. Ja nie będę
burzył, ale nie ze wszystkim będę się zgadzał.
P. - To nie tak z
tym podpinaniem. Wie pan przecież, że sam przepis art. 123 był za czasów
obowiązywania Kodeksu zastosowany parę razy. To najlepiej świadczy o podejściu
prokuratury do tych problemów niesłychanie ostrożnym. Bo nie chodzi o to, żeby
eliminować przeciwnika, tylko eliminować przestępcę. To jest zasadnicza różnica
i chcę, żeby pan tak to widział. Nie będziemy narzędziami prawnymi rozstrzygać
problemów pozaprawnych. Nie będziemy podpinać, ale będziemy, przepraszam,
bezwzględni w sytuacjach gdy mamy do czynienia z przestępcą. Mam taką
książeczkę. W czasach wojennych (b) było wielokrotnie publikowane mnóstwo
orzeczeń Sądu Najwyższego, które powiadały, że przynależność do partii
komunistycznej(37)jest
zbrodnią z art. 90 K
K.
W. - I partia w
końcu też się utrzymała.
P. - Ale ile to
kosztowało?! Ten, kto należał do partii przed wojną był już skazany. Myśmy do
tego nie doszli.
W. - Podobnie, bo
wszystko co by mogło świadczyć o tym, to już to by mogło być uważane i podpięte,
np. wolne związki.
P. - Nie, nie. To
nie to. Tu trzeba udowodnić, że podjął działanie mające na celu itd. Ktoś będzie
odpowiadał za próbę obalenia ustroju, jeżeli organizuje strajk po to, aby
sparaliżować całą gospodarkę. Jeżeli chodzi o art. 127 - przepis o sabotażu,
który może być zastosowany. Nie wiem, czy kiedykolwiek był stosowany. Przykład,
że władzy nie zależy na sięganiu po siekierę. W tym artykule na początku mówi
się o celu - celu wywołania trudności w rządzeniu państwem. Przepis ten może być
stosowany, kiedy się ten cel udowodni. Drugi ustęp artykułu może mieć
zastosowanie wtedy, kiedy paraliżuje się gospodarkę - strajk w celu osłabienia
władzy. To znaczy nie cel wywalczenia czegoś tylko zniszczenia struktur
państwowych. Karalne są też przygotowania do tego. Artykuł 130 - to jest ten w
stosunkach międzynarodowych. Póki pan nie będzie ambasadorem, to nie będzie pan
miał nawet okazji popełnienia takiego przestępstwa. Opuszczę te wszystkie inne,
o których byłoby w tym gronie mówić nieprzyzwoicie. Z rozdziału XIX - to chyba
wszystko. Bo przecież nie będziemy mówić o zamachu na życie funkcjonariusza -
nie w tym rzecz.
D. - Nie ma pan
takich zamiarów?
W. - Nigdy nie
miałem, nie rzucałem kamieniami, nie biłem się. Nie zgadzam się i nie zgadzałem
się z niektórymi rzeczami, ale uważam, że środki i metody są inne, aby ten sam
cel osiągnąć. Przekonał mnie Borusewicz, że to nie są metody. Udowodnij, a jak
nie potrafisz, to znaczy jesteś słaby. Temu KOR-owcowi najwięcej
zawdzięczam.
D. - Ja o nim nie
myślę tak dobrze, ale rozumiem.
W. - On mnie
przekonał, że te metody są skuteczniejsze.
D. - Metody
metodami, ale chodzi o cel.
P. - Właśnie.
Słuszna uwaga, bo działanie w określonym celu jest zawsze ostrzej
kwalifikowane.
W. - Nie neguję
teoretycznego socjalizmu, władzy i kierowniczej roli partii. Jednocześnie
uważam, że musimy starać się w praktyce dążyć do osiągnięcia celów, które są
piękne. Poprawiać błędy.
D. - Mamy też
socjalizm realny, wymagający ciągłych poprawek. Wbrew niektórym tezom jest on
reformowalny.
W. - Ja nie wierzę,
że przez zmiany osobowe można coś osiągnąć.
D. - To tylko jedna
z metod.
W. - Uważam, że
zmiany strukturalne, które nie zagrażają systemowi wyeliminują te
błędy.
D. - Chodzi o to,
żebyśmy sprawy nie spłaszczali. Mamy do czynienia nie tylko z wielkimi celami,
ale także z pewną próbą ich urzeczywistnienia. Przy tym wszystkim nie trzeba
bagatelizować zmian personalnych. Gdybyśmy zawsze mieli właściwych ludzi na
właściwych stanowiskach, to zasadnicze rzeczy mogłyby inaczej
wyglądać.
W. - Ja też
krzyczałem pomożemy.(38)
D. - A kto nie
krzyczał?
W. - Problem polega
na tym, że ja nie wierzę w osobowość.
P. - No dobrze, to
byśmy poszli troszkę dalej. Mamy ten XXXVI rozdział w Kodeksie Karnym - to jest
rozdział o przestępstwach przeciwko porządkowi publicznemu. I tu wchodzimy na
płaszczyznę z którą niestety mamy do czynienia w wymiarze nieco szerszym. Mówiąc
o tym mamy nie to na celu, żeby samego pana powstrzymywać, tylko to, żeby pan
swoim autorytetem powstrzymywał innych. Artykuł 270 mówi o lżeniu publicznym,
wyszydzaniu lub ośmieszaniu narodu polskiego, PRL, jej ustroju lub naczelnych
organów. Mamy z tym do czynienia - ulotki, napisy, plakaty. Czasem to poniża
tego, który to robi. To były zawsze w historii najpoważniejsze przestępstwa. I
tu są bardzo surowe zagrożenia. Następny przepis mówi o rozpowszechnianiu
wiadomości mogących wyrządzić największą szkodę interesom PRL. Najnowsza
historia dostarcza nam przykładów, które jeżą włosy na głowie. Nikt nikogo nie
przekona, że wszyscy jesteśmy święci, ale co innego sensowna krytyka a co innego
malowanie na płotach, że w "Wujku" zginęło 900 ludzi
(39), a nie
9-ciu, że jesteśmy systematycznie okradani przez wszystkich wokoło. Trzeba tępić
każde przestępstwo. Na tym polega działanie prawa.
D. - Warto zwrócić
uwagę na przepis, który mówi o rozpowszechnianiu tego rodzaju wiadomości za
granicą. Będzie pan napastowany przez dziennikarzy. Może pan nie tylko coś
chlapnąć, ale jest kwestia co oni napiszą w związku z tym co pan powie. Z
pańskiej wypowiedzi wyrwie się trzy zdania i wychodzi coś co dyskwalifikowałoby
pana jako polityka. Pamięta pan te zdjęcia w "Playboyu" z tymi
dziewczynami, co papież palpitacji serca o mało nie dostał?
W. - Ale to była
podpucha.
D. - Oczywiście,
fotomontaż.
W. - Ja za to nie
odpowiadam.
D. - Karnie - nie,
ale odpowiedzialność w szerszym tego słowa znaczeniu jest. Dlatego trzeba
uważać.
P. - Bez względu na
to, co Wałęsa powiedział, to jeżeli go się zmontuje to określona szkoda dla
państwa jest. Dlatego my wszyscy boimy się prasy. Ze względu na to, że w pewnym
momencie traci się wszelką kontrolę nad tym, co oni powiedzą.
W. - Dlatego się
zgodziłem na wywiad - godzinny warszawski, bo ja to tak utrzymam. Wszystkie moje
wywiady będą, dlatego miałem się nie zgodzić.
D. - Ale w związku z
tym wywiadem chciałem tę sprawę skrócić. Mianowicie płk Kuca
(40), który z
panem rozmawiał, przekazał pańską niechęć do tego wywiadu.
W. - Tak.
D. - Że woli pan,
żeby tego nawet nie było. W związku z tym generał Kiszczak
(41),
uwzględniając pańską prośbę, polecił to zdjąć i nie publikować. Cytuję jego
słowa, podkreśla pan zawsze, że gramy czysto. I mówi, w związku z tym: nie damy
tego, niech to będzie dowód na to, że gramy czysto.
W. - Jednocześnie ja
miałem drugi cel, żebyście mniej więcej wiedzieli wcześniej jak będą moje
wypowiedzi brzmiały, bo oczywiście jakieś słowo może być inne, ale jak ja będę
wychodził z tego wszystkiego żebyście mogli wcześniej mi zasygnalizować, że tu,
bracie, musisz to inaczej. Po to ja to dałem, żeby władze wcześniej miały to i
wiedziały jak ja będę się wypowiadał. Ja tam wszystkie główne postulaty
powiedziałem. Jeżeli pan będzie przekazywał, to pan powie, że ja mam prośbę,
żeby zwrócono mi uwagę, że w takim i takim temacie to tak powinienem zrobić, bo
to jest za bardzo niekorzystne dla władz. Po to ja to dałem, ale muszę trochę
poprawić, bo to nie jest takie, jak powinno być. Po to ja ten wywiad dałem.
Jeden cel już mi się sprawdza, że władza nie chce tak bardzo tu mi
przeszkadzać.
D. - Co znaczy tak
bardzo?
W. - Bo mogą mnie
urządzić, rozumie pan, bo gdyby wycięto to - (nie kończy).
D. - I puścić po
pierwsze?
W. - Nie. Gdyby
puszczono cały temat, to wyszedłem tak.
D. - Nie, nie puścić
pana z tej rezydencji.
W. - Tak, że pan
zaznaczy, że proszę o to, żeby mi przekazano na piśmie uwagi w jakich tematach w
swoich wywiadach zmienił na korzyść władz.
D. - Dobrze, notuję
tę myśl.
W. - Ja nie chcę
konfliktowych sytuacji. Ja chcę budować, a nie rozwalać.
P. - Jeśli idzie o
to rozpowszechnianie fałszywych wiadomości, to chcę panu powiedzieć, że mieliśmy
do czynienia z takimi sytuacjami, że przywozili z zagranicy - Francji, R F N -
jakiś tam artykuł, tu go drukowali w którymś z tych nielegalnych wydawnictw i
wtedy on był już publiczny. No to go wtedy dopiero oficjalnie przedrukowywano,
że w Polsce się o takich sprawach tak i tak.
W. - Wiecie
przecież, że gram fair; z mojej strony tylko wyszły dwie rzeczy z internowania.
Jedna to wyraźnie do Cywińskiego(42), żeby mnie reprezentował w
Genewie(43). Ale też zagrałem fair, bo był u mnie pan Chocholak, dyrektor gabinetu
Cioska, i powiedział - proszę pana, ja nie chcę żeby Polską wycierał sobie ktoś
nos. Powiedziałem - oczywiście, uzgodnimy nawet wystąpienie. Ja powinienem w
Genewie być, żeby odpalić, by oni odwalili się od nas. Względnie uzgodnimy i ten
tekst mój pójdzie, a jak nie, to ja i tak w Genewie będę. Tak powiedziałem przed
tym zanim upoważniłem tego Cywińskiego.
D. - Co to znaczy
jak się mówi- ja też w Genewie będę, to znaczy, że co?
W. - To mówię mu, że
wystąpienie moje będzie. Proszę pana, bo nie chcę żeby nikt przycierał nosa na
mnie, bo co jest to jest, a nawet możemy się tu prać, ale to my. A wara
komukolwiek.
D. - Tu ma pan
rację.
W. - I dlatego do
końca nie wiedzieli nic. Oczywiście teraz trochę wyszedł ten konflikt z żoną,
ale to już nie moja wina. Ja pisałem o tym do was. Proszę panów, przecież można
było zawsze to samo inaczej powiedzieć. Powiedzieć mi - słuchaj, mamy obowiązek
zrobić żonie rewizję. Wtedy bym przygotował żonę i byłoby wszystko pięknie i nie
byłoby żadnych tych, a tak żonę ciągną, dzieci płaczą i cholerna
sytuacja.
D. - Dzieci nie
płakały.
W. - Z tego co ja
wiem, to tak. Trzeba było powiedzieć, że będzie rewidowana żona i - (nie
kończy).
D. - To by pan nie
dawał.
W. - To bym nie
dawał nawet. Zawsze żonie mówię - nie konfliktowo. Ja zawsze zmuszony
odpowiadam, bo bronię się po prostu. Tak będę robił zawsze. No to jedziemy, bo
już - (nie kończy).
D. - Gdzie się pan
tak spieszy?
W. - Ja się nie
spieszę, tylko znowu ceregiele, bo do domu przyłażą kamerzyści, to wszystko, a
ona nie wie kiedy i znowu może coś chlapnąć.
Następnie prokurator
omawiał artykuły 272 i 274.
W. - Mnie nie będzie
wolno nic jak mi pan wszystko przeczyta. Prawie wszystko wiem. To może mi pan
powie, co mi wolno będzie. Wypada mi tylko do domu iść i nawet z żoną nie
rozmawiać, bo podsłuch jest.
P. - Ja się nie
podejmuję określić co panu wolno, bo się pan spieszy.
W. - Ale pan mi
powie co mi wolno w tej sytuacji, to by mi naprawdę pomogło.
D. - Po to panu
dajemy prawo karne w pigułce, żeby się pan orientował, że rzeczywiście pewnych
rzeczy nie wolno.
P. - Pan wie, że
jeden z pańskich działaczy pozwolił sobie na taki bardzo niesympatyczny wyskok
pod adresem grupy, no przecież nie tak licznej, ale wiadomo czym to pachnie w
tym świecie jaki jest. No niestety zdarzyło się.
W. - Pan mi powie co
mam zrobić - stoi 500 osób i krzyczy: Lechu wyjdź do okna, bo tak będzie. Od
razu panu mówię, że ja wyjdę do okna i powiem to, co powiedziałem mniej więcej w
TV. Dlatego dałem wam wcześniej, żebyście reagowali. Powiem tak, bo nie mam
innego wyboru. Przez pierwsze trzy dni na pewno będą wiece. Oczywiście
natychmiast będę hamował, tylko nie powiem, że popieram, bo nie mogę powiedzieć,
że popieram. Powiem, że widzę inne rozwiązania, bo nigdy kamieniami nie rzucałem
i nie będę rzucał. Mogę nawet oberwać, ale powiem im to.
D. - Jest przepis,
który mówi o tym, że nie wolno publicznie nawoływać do przeciwstawiania się
ustawie.
W. - My mówiliśmy w
ustawie "Solidarności"(44),
że nigdy nie będziemy przeszkadzać
w nowych związkach. My walczyliśmy o to, żeby nie przeszkadzać powstającym nowym
związkom.
P. - Tylko, że to
pan odnosi do przeszłości.
W. - Ja nie mogę
negować tych nowych związków, bo to byłoby niezgodne z demokracją
Następnie dyrektor
przeczytał art. 282. Po czym powiedział: "Tak, że w tej formule niech się
pan mieści".
W. - Ja mogę tak
powiedzieć, ale jednocześnie mogę dopowiedzieć jeszcze, że ja do tych związków
się nie zapiszę.
D. - Przecież nie ma
przymusu do wstąpienia, ani przynależności.
Następnie prokurator
wyjaśnił przepisy, które mówią o organizowaniu związków nielegalnych.
W. - Mam argumenty
obronne, bo jeżeli już pierwszego dnia i przez miesiąc czasu prosiłem -
zabierzcie do więzienia, tam gdzie siedzi prezydium, to odwołałem tę głupią
uchwałę, żeby ludzi nie wciągać w bagno, więc trzeba szukać nowych dróg.
Podjąłem głupią uchwałę, mimo że głosowałem przeciw niej, ale jestem w tym
gronie. Podjęliśmy głupią uchwałę i chciałem ją odwołać.
D. - Takie działanie
nie sądzę by mogło być kwalifikowane jako przestępstwo z tego przepisu, o którym
mówimy. Natomiast jeżeli pan by zechciał wejść w jakąś konspirację, to może być
przestępstwo w określonych warunkach. Jeśliby pan stanął w rzędzie z Bujakami, z
małej litery,...
W. - Ten problem
jest załatwiony.
D. - Problem nie
jest załatwiony, bo ciągle jest pewna grupa osób, która udaje
"Solidarność".
Dalej prokurator
wyjaśniał przepisy mówiące o nawoływaniu do przestępstwa.
W: - List otwarty
też.
P: - Jeżeli list
otwarty nie nawołuje do popełnienia przestępstwa to rzecz oczywista
przestępstwem nie jest. Jeżeli nawołuje, to jest.
D: - Jeżeli nie
zawiera fałszywych wiadomości mogących wyrządzić istotną szkodę.
W: - Proszę pana,
jedna rzecz: w mojej sytuacji, w której się znajduję, jestem jak by nie było
tym, który wciągnął ludzi w ten ruch i ludzie ode mnie oczekują, a jednocześnie
wiem, że mi nic nie wolno.
D: - Nie wolno panu
tego co nie wolno.
P: - My cały czas
mówimy o tym, co jest napisane, że nie wolno. Nie dziwmy się. Kodeks Karny z 69
r. obowiązuje już 13 lat.
W: - Komuniści nie
wygraliby w tamtym czasie gdyby ten kodeks był.
P: - Taki sam był.
Mogę udowodnić bo go tu mam. Nawet mam oryginalny, taki stary z 33 r. Tu się nic
nie zmieniło.
W: - Proszę pana,
nic się nie zmieniło? A krótkofalówki, obstawy itd.
P: - A nie, od tej
strony to się zmieniło, środki techniczne, to poszło wszystko do przodu,
oczywiście, że tak. No i jest ten 282, który już sygnalizowaliśmy. (prokurator
cytuje ww. artykuł). No, jeżeli jest zakaz czegoś, to nie można do tego
nawoływać. To jest chyba logiczne. Powtarzam. Te nawoływania zawsze są
niebezpieczne, bo dotyczą różnych grup ludzi, no i ten który nawołuje wie co z
tego może wyniknąć, a ten który to robi nie zawsze. To jest ten instrument
czuły, którym można pokierować czasem dla rzeczy bardzo dobrych, a czasem dla
zupełnej destrukcji. I stąd to się wszystko znajduje w kodeksie.
D: - I tak wracając
do tego przykładu z pańskim balkonem. Wychodzi pan na balkon i woła do
zgromadzonych tam ludzi, "że ja jestem (b) przeciwny Ustawie o związkach
zawodowych. Do niczego jest ta Ustawa. Trzeba to skreślić. A ten Sejm taki jaki
jest". To już dwa przestępstwa pan dokonał.
W: - Pan wie dobrze,
że ja tego nie zrobię.
D: - Wiem, ale mówię
o przykładzie.
P: - I dlatego jak
nas pan tu pyta - co mi wolno, to my to traktujemy jako żart.
W: - Ja naprawdę
potrafię to i pan dobrze wie. Było 100 tys. ludzi. Stawałem i sobie poradziłem.
Nawet broniłem tych dokumentów, które były fałszywe.
D: - Tylko tu jest
kwestia - czy cel uświęca środki.
W: - Jak ja panu,
czy komuś, obiecam, że ciągniemy ten wóz, to ja nigdy go nie zdradzę. Czy będę
dobrze robił? Nie wiem. Ale będę robił.
P: - Miejmy
nadzieję, że wszystko to będzie się mieścić w ramach prawa. W każdym razie, że
to nie naruszy prawa karnego.
W: - Będzie bardzo
ciężko, ale ja sobie poradzę, w to wierzę.
P: - Tu sobie
opuścimy te przestępstwa, które dotyczą napaści na uwierzytelnionego
przedstawiciela państwa obcego.
D: - Na konsulat nie
wolno.
W: - Wiecie panowie
o tym? Wysłałem listy kiedy to się robiło, że ja to rozpieprzyłem.
(45)
D: - Co pan przez to
rozumie?
W: - To znaczy te
sytuacje, które nie wierzę, że tak było. Na drugi dzień zaraz wysłałem. Chciałem
się błyskawicznie odciąć, żeby to nie było na nas. I ewentualnie objechać go
telefonicznie, powiedzieć - odpieprzcie się, nie szargajcie imienia
Polski
P: - Kto znieważa,
uszkadza lub usuwa wystawione publicznie godło, sztandar, chorągiew, flagę. Były
te, tylko to jest takie poniżające, bo jak ktoś wyrywa naszą biało-czerwoną
flagę i ją depcze, to to jest (nie kończy).
W: - Miałem taki
wypadek: stałem na bramie, ludzi dużo stoi, ja mówię coś i w pewnym momencie
flaga wpadła mi w oko. I co ja zrobiłem? Nie zastanawiałem się, ale zrobiłem:
pocałowałem ją. Ludzie - brawo. Było zaskoczenie, ale zrobiło dobrze.
D: - No tak, ale to
nie o to chodzi.
P: - Przestępstwo to
jest poza wszystkim innym czyn, który jest społecznie niebezpieczny. Mamy
przecież cały czas do czynienia z sytuacjami, w których stało się coś złego, ale
powiadamy: od strony winy, od strony świadomości człowieka w tych wszystkich
okolicznościach towarzyszących nie chciał źle, nie miał zamiaru czynić źle i
wtedy nie ma przestępstwa. Tak to prostym językiem mówiąc. Przestępstwo zachodzi
wtedy kiedy ktoś chce czynić źle, w rozumieniu prawa karnego oczywiście. I
dopiero wszystkie te rzeczy odruchowe, przypadkowe, nawet czasem czynione
świadomie, ale bez tego podtekstu czynienia źle to to nie jest przestępstwo.
Niech pan nie będzie taki przeczulony. Nie w tym rzecz. To samo z tymi
pomnikami. To są przecież poniżające nas wszystkich czyny. Oblewanie farbą
radzieckiego pomnika. Można sobie mieć rozmaite pomysły, ale ostatecznie na
naszej ziemi leży ich 600 tys. To Wojtyła - papież, kiedy pojechał do
Oświęcimia, uznał za konieczne podejść do tej kwatery jeńców - obywateli
radzieckich i powiedzieć to co powiedział. Jeśli już co innego do nas nie
przemawia, to przynajmniej niech to przemówi.
W: - Czegoś takiego
nie pochwalam i nie podlega to dyskusji.
P: - Niestety,
przepraszam, że to mówię, ale mamy z tym do czynienia, a to jest
hańba.
W: - Hańba. Zgadzam
się.
P: - Zresztą, o ile
wiem, pan to kiedyś też potępił.
W: - Są rzeczy,
których nie wolno robić.
P: - No, nielegalne
posiadanie broni, wiadomo. No i karalne jest wyrabianie, lub posiadanie aparatu
nadawczego. Pan wie, że co rusz to się odzywa to Radio
"Solidarność"(46),
a to tu, a to tam. A to jakiegoś
wytwórcy, a nawet z Belgii podrzucono piękny komplecik. A weźmy te szkalujące i
jątrzące audycje nadawane przez radio.
W: - Tu jest pewna
luka. Jest luka w tym przepisie.
P: - Dlaczego
luka?
W: - Proszę pana,
nawet taśma z tej rozmowy, ona jest korzystna dla władz a dla mnie nie. Pan daje
do Radia "Solidarność" i co wtedy?
P: - Wtedy popełniłbym przestępstwo ja, a nie pan.
W: - Pan wie jak to
można interpretować. Wycięte moje słowa nagrane z różnych rzeczy i puszczone
przez Radio "Solidarność".
D: -Gdyby tak było
to by ten ktoś dopuścił się przestępstwa.
W: - Czy taśma jest
dowodem?
D: - Oczywiście, że
jest dowodem.
P: - W tej rozmowie
są tylko słowa, ale apeluję do pana o zaufanie do władzy państwowej.
W: - Pan mnie nie
zrozumiał.
P: -
Zrozumiałem.
W: - Chodzi o to, że
oni zrobią to.
P: - A ja
odpowiadam.
W: - Tak, ale oni mi
to zrobią, ci z podziemia, nagrają i opowiedzą - Wałęsa nam to
przekazał.
D: - Będziemy razem
z panem to ścigać.
P: - Proszę pana, w
dzisiejszych czasach nie da się taśmy zmontować. To znaczy, da się ją zmontować,
tylko pierwszy lepszy kto ma ucho i odpowiednią aparaturę montaż wykryje
natychmiast.
W: - Nawet jak
udowodnię, że to nie ja, to i tak będę ja.
P: - Nie, nie. I tu
wracam do mojej myśli: uratuje nas tylko zaufanie. Nie o to chodzi żeby
koniecznie każdego kto chodzi po ulicy jakoś tam stuknąć. Doprawdy nie o to nam
chodzi. Zupełnie inny jest nasz cel. Niech wszyscy spokojnie chodzą ulicach. I
im spokojniej, tym dla władzy przede wszystkim lepiej. A taśmy zmontować się nie
da. Można sobie wpaść na taki pomysł, że z rozmowy która trwa dwie godziny
powycinać różne słowa, potem je zmontować, ale to się da zrobić dla tego kto się
na tym nie zna. Każde zdanie ma swój akcent, każde słowo ma swój akcent. Inaczej
się akcentuje słowo w długim zdaniu, inaczej w krótkim. Specjalista to wyłapie w
przeciągu pierwszych 15 min. No i wreszcie to już jest koniec - przekroczenie
granicy, ale tego nie będziemy omawiać.
To już jest
wszystko. Widzi pan, wcale tak dużo dzisiaj tego nie było.
D: - Z Kodeksu
Karnego, ale mamy jeszcze inne ustawy o których krótko.
P: - Mamy właściwie
tylko dwie. Mamy to ustawodawstwo szczególne. Wszyscy jesteśmy zainteresowani, z
najróżniejszych powodów. Zeby przepisy stanu wojennego obowiązywały jak
najkrócej.
W: - Jak tu pomóc
żeby jak najkrócej?
P: - O to apelują
wszyscy do pana i do każdego obywatela, który cokolwiek zrobić może, a pan zdaje
sobie sprawę z tego, że pan może zrobić więcej.
W: -
Chciałbym.
P: - Jakie to są te
z Dekretu Stanu Wojennego(47)?
46 to jest zakaz organizowania
strajków i akcji protestacyjnych. Z tym, że chcę panu uwagę zwrócić na jedną
rzecz, mianowicie Dekret o Stanie Wojennym obowiązuje przed wszystkimi ustawami,
bo to jest ustawa szczególna. Czyli jak długo obowiązuje ten dekret, te
przepisy, które są o strajkach w Ustawie o Związkach Zawodowych nie obowiązują.
Obowiązuje Dekret o Stanie Wojennym. Czyli jak długo ten Dekret obowiązuje, tak
długo za organizowanie strajku i akcji protestacyjnych grozi kara pozbawienia
wolności do lat 5-ciu. Z tym, że karani są organizatorzy, nie
uczestnicy.
W: - Akcja
protestacyjna to jest za wielkie słowo. Bo wie pan, w moim wydaniu, znaczy w
logice, te strajki inne mogłyby być.
P: - Na
przykład?
W: - Zaraz po stanie
wojennym. Nawet na bluzie roboczej, ale bym napisał - "jestem za
kierowniczą rolą partii i natychmiast przywieźcie mi tych działaczy, którzy
chcieli przewrócić władzę". To jest akcja protestacyjna.
D: - To jest akcja
protestacyjna, tylko przeciwko czemu? I tego rodzaju akcja protestacyjna nie
byłaby kwalifikowana z tego przepisu. To jest niesporne. Tu chodzi o akcję
protestacyjną, która jest społecznie niebezpieczna.
W: - Ale właściwie
dekret temu daje miejsce.
P: - Nie.
W: - Bo ja jestem za
socjalizmem, a jednoznacznie uważam, że wprowadzono w błąd naszych ludzi. Może
mnie pan nie zrozumiał. W sumie to ona popiera i mówi co władza mówi, a
jednocześnie chce rozwiązania, które w danym momencie jest korzystne.
D: - W praktyce
chodzi o co innego.
W: - Ja rozumiem,
ale (nie kończy).
P: - Proszę pana, na
co chcę jeszcze raz zwrócić dobitnie uwagę? Wśród czynów bezprawnych i wśród
czynów nawet szkodliwych społecznie, przestępstwa wyróżniają się tym, że ta ich
szkodliwość musi mieć pewien określony pułap, pewną granicę. Formalnie nie ma
czego podciągać pod żaden przepis bo to nie jest przestępstwo.
W: - Daje panu
przykład. Znów piszę - ustawa o związkach tak, "Solidarność" też tak.
Proszę bardzo, gdzie ja pasuję?
D: - To już jest
akcja protestacyjna. Może nie akcja. To jest protest. I powiedzmy, że jeżeli pan
z takim hasłem, transparentem, czy plakatem idzie i organizuje innych ludzi (b)
wokół tego hasła, to to może być zakwalifikowane z tego właśnie
przepisu.
W: - Właśnie o to mi
chodzi. Nie wymierza się, że tu popieram władzę, a jednocześnie (nie
kończy).
D: - Nie, dlatego,
że (nie kończy).
W: - Ja tak
powiedziałem: znaczy "Solidarność" tak radzi w zakładzie pracy żeby
kompletnie Uchwałę poprzeć, to znaczy Ustawę o związkach. Mówię - Ustawa o
związkach tak, ale "Solidarność" w zakładach pracy tylko.
D: - Związki
zawodowe w zakładach pracy, tak?
W: - Tak. 90%
popiera władzę, a 10% włącza się do akcji protestacyjnej.
P: - Nie traktujmy
tej sprawy jako poparcie władzy, czy też nie poparcie władzy.
W: - Pan mnie nie
zrozumiał. Ja nie mówię, że tak będę robił. Tylko powtarzam, to są takie
elementy w życiu, które można ładnie przekręcić i w jedną i w drugą stronę.
Takie kalkulacje.
D: - Tu nie ma
dowolności.
P: - Tu nie ma
dowolności. My jesteśmy przede wszystkim od tego żeby osłaniać w pierwszej linii
ustrój, bo od niego wszystko zależy, jesteśmy od tego żeby oceniać co jest
niebezpieczne, a co nie. I może się tak zdarzyć, że ktoś (b) ma te 90% na tak i
te 10% na nie, a odbiór społeczny może być 90% na nie, a 10% na tak.
W: - To chciałem
panu powiedzieć.
P: - I my wtedy na
to zamknąć oczu nie możemy.
D: - I ten który
działa musi to wkalkulować.
P: - Musi
wkalkulować i musi wiedzieć. Ja im tak tu coś podrzucę i oni złapią, a naprawdę
to mi chodzi całkiem o co innego. I tak to wygląda. A więc mamy za sobą tę akcję
protestacyjną. Jest tylko jeszcze ten ustęp pierwszy. Mianowicie w ustępie
pierwszym 46 było: - "Kto kontynuuje działalność zawieszonego
związku".
D: - Dotyczy to
wszystkich organizacji.
P: - Wszystkich
związków, wszystkich stowarzyszeń, tych które zostały zawieszone. Z tym, że
"Solidarność" nie jest już związkiem zawieszonym. Jest
rozwiązana.
W: - Widzi pan, i
znów moja sytuacja jest tragiczna. Bo przyjeżdża mi doradca, który jest na
wolności, Wielowieyski czy ktoś, a pan mi podszywa, że ja kontynuuję działalność
związkową.
D: - Nie. Ten
przepis już nie ma zastosowania dlatego, że nie ma już związków zawodowych,
które są zawieszone. Nie ma takiego związku, który jest zawieszony. Natomiast
ten przepis dotyczy osób działają w takich zawieszonych związkach, a raczej w
stowarzyszeniach. Jest zawieszony Związek Literatów, Stowarzyszenie Filmowców
Polskich, Towarzystwo Kultury Moralnej. Kluby Inteligencji Katolickiej są
zawieszone. Żeby ten zakaz czy zawieszenie można było egzekwować, to jest
przepis karny, który powiada, nie rób tego, bo za to grozi kara.
W: - Działają nowe
związki.
P: - Tak. One nie są
zawieszone. Ich przepis nie dotyczy. Natomiast jest Ustawa o Związkach
Zawodowych. Żeby postawić kropkę nad "i" oraz wykończyć ten temat, kto
próbuje organizować podziemne struktury "Solidarności" w tej chwili,
ten popełnia przestępstwo, to o którym mówiliśmy, że zakłada nielegalny
związek.
W: - Jak się ustrzec
od tego, że jest to nielegalne?
P: - Trzeba to
zrobić na płaszczyźnie nowej Ustawy.
W: - Tylko, że
związek będzie się nazywał "Solidność". Tylko tam są luki.
P: - Problem chyba
nie leży w szukaniu luk. Problem leży w oparciu się na prawie. Myślę, że jest ta
płaszczyzna.
D: - Jest taka
dziedzina, w której można działać i trzeba, i jest taki kawałek w którym nie
wolno.
W: - W zakładzie
tylko jeden związek.
D: - To wynika już z
trybu, który jest ustalony w ustawie o związkach zawodowych. To już jest inny
problem.
P: - Zresztą ten
jeden związek w zakładzie pracy, to jest przecież sytuacja przejściowa. To nie
jest sytuacja na zawsze. Karalne jest używanie pojazdów mechanicznych do
organizowania strajków, tak jak było na rondzie w Warszawie.
D: - Podobno był pan
częściowo przeciwny.
W: - Nic nie mogłem
na to poradzić. Przecież nie powiem nie, bo by mnie wyrzucili.
P: - Karany jest
również ten kto przymusza innych do strajku, lub przeszkadza
pracować.
W: - Mówię (b) panu
o normalnych warunkach. Niektóre strajki to nawet ze względu na bezpieczeństwo,
niektóry by poszedł pracować ale nie może bo by zniszczył itd. To jest życiowe,
ale to już nie na dzisiaj. (a)
P. - To też jest na
dzisiaj. Jest pojęcie stanu wyższej konieczności czy obrony koniecznej. Na to są
reguły. Nie jest tak nigdy, żeby bez winy się odpowiadało.
D. - Co innego
odpowiedzialność polityczna.
P. - Ja się tym nie
chcę zajmować, tylko odpowiedzialnością prawną. Musi być wina. Przepis 48,
wielki, ale z nim na szczęście nie ma wiele kłopotów. Jednak kto rozpowszechnia
fałszywe wiadomości mogące wywołać rozruchy podlega karze.
Nie można się tu
zasłaniać nieświadomością. Surowiej zagrożone jest działanie przy użyciu druku,
pisma itp. Karane jest też samo przygotowanie i składanie w celu
rozpowszechniania. To byłoby wszystko z zagrożeń kodeksowych i
ustawowych.
D. - Warto (b)
zwrócić uwagę na art. 50 o stanie wojennym. Przed sądem odpowiada ten, kto
organizuje lub kieruje akcją lub strajkiem. Przed kolegium może odpowiadać
uczestnik akcji lub strajku. Czy pan wie, panie Lechu, że pan przez cały czas
dopuszcza się wykroczenia?
W. -
Jakiego?
P. - Jest taki
przepis 61 w Kodeksie Wykroczeń (odczytał tekst o noszeniu odznaki bez
zezwolenia) Chodzi o tę odznakę(48),
którą pan nosi pod Matką
Boską.
W. - Przyzwyczaiłem
się.
D. - To jest
wykroczenie, ale jeżeli nastąpi zmiana przepisu to to nie będzie wykroczenie.
Niech pan z tego stanu zagrożenia wyjdzie, jeżeli można panu radzić.
W. - Zrobię
to.
D. - Pan będzie
szczegółowo przez ludzi obserwowany i naśladowany i istnieje groźba, że inni
wejdą w stan zagrożenia. Wie pan, że istnieje teraz tryb doraźny ścigania
niektórych przestępstw. (Wyjaśnił na czym polega tryb doraźny). Najniższa kara w
trybie doraźnym - 3 lata pozbawienia wolności.
W. - Wiem co można,
a co nie można. Bardzo mało mi można.
D. - Wolno wszystko,
co nie jest zabronione.
W. - Niech się pan
teraz pokusi wejść w moją sytuację, chyba nie znajdzie pan gorszej.
D. - Nie podzielam
tego zdania.
W. - Kiedy jest
społeczne oczekiwanie, mniejsze czy większe, ja chcę na tego konia
wsiąść.
P. - Jeszcze na parę
rzeczy pan musi zwrócić uwagę: na to co się mówi, jak się mówi, komu się mówi.
Jak się mówi do dziennikarzy i do tłumu. Co jeszcze zostało?
W. - Najważniejsze
rzeczy.
P. - Jak pan
przestudiuje uważnie, w spokoju sprawę związku zawodowego, to zobaczy pan pole
działania.
W. - Mam pretensję,
bo kompromisowo załatwiliśmy wiele spraw. Trochę to uderzyło w tych ludzi,
którzy tworzyli.(49)
P. - Czy ja wiem,
czy uderzono. Czy tak można stawiać sprawę?
W. - Ja się
zgadzam.
P. - Ciągle
uczestniczymy w tworzeniu.
W. - Zostaje pewien
niesmak.
P. - Sam pan wie, że
tworzenie ustaw, a właściwie ostateczny ich kształt wymaga pewnego kompromisu
między poglądami. Ktoś musi zwyciężyć. Ostatnio uchwalono ustawę antyalkoholową
Jeden z posłów głosował przeciw ustawie, w moim przekonaniu tylko dlatego, że
kiedy doszło do ustalenia, jaki procent zysku ze sprzedaży alkoholu ma iść na
akcję przeciwalkoholową był niezadowolony.
W. - O jedno się
boję. Trzy miesiące i co? Do roboty pójdę?
P. - Pan mówi o
ustawie antypasożytnicznej.(50)
D. - Niech pan
zwróci uwagę na to, co myślą robotnicy.
W. - Generalnie się
zgadzam z nią, ale w takim przypadku... (nie kończy).
D. - Zdecydowana
większość opozycji przeciwko tej ustawie wychodziła z kręgów naukowych,
natomiast było zdecydowane poparcie przedstawicieli środowisk robotniczych. Nic
bardziej robotnika nie denerwuje, jak ten łobuz, który nigdzie nie pracuje i nie
wiadomo z czego, czasami nawet dobrze, żyje.
W. - Robotnik wie,
że będzie ciągle musiał być robotnikiem i dlatego go czasami denerwuje, że ktoś
chodzi i nic nie robi. Generalnie się zgadzam, że do roboty należy gonić, tylko
widzę niebezpieczeństwo np. w moim przypadku. Po trzech miesiącach mogę być
skierowany do pracy i to nie tam, gdzie będę chciał, bo praca której szukam może
mi z takich czy innych względów nie odpowiadać.
P. - W pana
przypadku nic nie mogę powiedzieć. Myślę jednak, że może nastąpić nadużywanie
tej ustawy dla celów innych, niż ta ustawa stanowi.
W. - Znam życie.
Pracowałem wcześniej w tych opozycjach, więc często dyrektor nie chce mnie
przyjąć do pracy, bo nie chce żebym go opieprzał.
D. - Panie Lechu,
jeżeli pan przychodził do pracy ze skierowaniem i jednocześnie targał
kilkadziesiąt ulotek, to kto pana lubił. Przychodzi pan do kierownika kadr, a
sekretarce daje kilkadziesiąt ulotek.
W. - Przejdę przez
kilkadziesiąt zakładów i podejmę pracę, która mi będzie odpowiadać.
P. - Podejdźmy do
problemu inaczej. Istnieje taki przepis prawny, którego by nie można nadużyć,
ale musimy przyjmować za regułę, że przepisy będą uczciwie stosowane.
D. - Są na to środki
kontroli, żeby tego przestrzegać.
P. - Nie naprawimy
naszej ojczyzny tak długo, jak długo nie podejdziemy uczciwie do całego prawa.
Jak ktoś będzie nastawiony, żeby prawo naginać do własnego interesu, to nigdzie
nie zajedziemy.
W. - Trzeba do tego
jeszcze dołożyć, że prawo będzie dobre.
D. - Oczywiście.
Prawo należy więc doskonalić i to się robi.
P. - Jest ono nie
najgorsze.
W. - Przed 80 rokiem
było ono bardzo dobre.
P. - Po tym 80
jeszcze lepsze.
W. - Było dobre ale
stosowanie było złe. Byłem często zwalniany.
P. - Z jakiegoś
paragrafu
W. - Nie, a z reguły
pisano mi, że reorganizacja.
P. - Prawa musimy
się uczyć dobrze stosować.
D. - Aby być zgodnie
z prawem napisaliśmy taki dokument, który będzie dowodem przeprowadzenia naszej
rozmowy. Napisaliśmy coś co się nazywa oświadczenie. W tym dokumencie jest taki
projekt: "Niniejszym oświadczam, że w dniu dzisiejszym zapoznany zostałem z
treścią przepisów karnych obowiązujących w PRL dotyczących w szczególności
zakazu organizowania, kierowania albo uczestnictwa w strajku, akcji
protestacyjnej lub w nielegalnym zgromadzeniu publicznym. Zakazu
rozpowszechniania fałszywych wiadomości mogących wywołać niepokój publiczny lub
rozruchy, lub albo rozpowszechniania wiadomości mogących osłabić gotowość
obronną PRL. Zakazu udziału w związku mającym na celu przestępstwo lub którego
istnienie zagraża ustrojowi, a którego istnienie ma pozostać tajemnicą wobec
władzy państwowej. Zakazu publicznego nawoływania lub pochwalania przestępstwa.
Zakazu publicznego nawoływania do nieposłuszeństwa lub przeciwdziałania ustawie
lub prawnemu rozporządzeniu organu państwowego. Zapoznany zostałem również z
przepisami dotyczącymi postępowania doraźnego przed sądami powszechnymi i
wojskowymi. Stwierdzam jednocześnie, że zostałem uprzedzony, że w przypadku
podjęcia działalności naruszającej obowiązujący porządek prawny zostanę
pociągnięty do odpowiedzialności zgodnie z przepisami prawa. Tak brzmi ten
dokument. O wszystkim tym został pan uprzedzony i z tym wszystkim został pan
zapoznany.
W. - Brak
podpisu.
D. - Pytałem się
najpierw, czy to prawda.
W. - Do przyjęcia
jest tylko formułka taka, że w obecności pułkownika odczytam, ale nie podpiszę.
Nie podpiszę, bo przez 3 lata nic nie podpisywałem. Nie zależy mi absolutnie na
niczym. Jednocześnie dla panów zostaje jedna formalność, że panowie w mojej
obecności podpisują.
P. - Zgoda,
rozumiem, że pan nie chce tego podpisać.
W. - Jednocześnie
będę się starał do tego maksymalnie całkowicie stosować. Jednocześnie powiem - z
reguły nie podpisuję niczego.
D. - Rozumiem
pańskie stanowisko.
P. - Niech pan
zwróci uwagę, że my nie dajemy panu nachalnego oświadczenia.
W. - Ja się z tym
generalnie i całkowicie zgadzam, ale w tych warunkach i w tych okolicznościach
tak to przyjmuję, a jednocześnie nie mam nic przeciwko temu.
D. - Dla nas ważną
kwestią jest to, że został pan zapoznany, czego pan nie neguje i, że
uprzedziliśmy pana, czego pan też nie neguje.
W. - Będę się starał
maksymalnie nie wejść w konflikt.
D. - Co to znaczy
będę się starał? Nie wejdę.
W. - Trudno to
powiedzieć. Oczywiście jestem na tyle rozsądny, że wiem i będę robił wszystko,
ale te przepisy są tak wielkie, że mogę czegoś nie zauważyć. Nie tak istotnego.
Oczywiście nie będę miał powodów do - (nie kończy). Nie będę w nie wchodził.
Oczywiście deklarowałem publicznie, a jednocześnie nie wszystko mogę
zauważyć.
P. - My naprawdę nie
jesteśmy zainteresowani.
W. - Oczywiście,
pewna niewiadoma istnieje w tym wszystkim. Ja panów rozumiem. Będę robił
wszystko, żeby był spokój, a jednocześnie jestem robotnikiem, dlatego na drobne
rzeczy nie patrzcie. Dotrzymuję słowa i dotrzymam.
D. - Mam jeszcze
jedną sprawę odnośnie pańskiej wczorajszej rozmowy z płk. Kucą. Pan tam
wspomniał o kontakcie przez pana Wachowskiego(51).
Mam prośbę do pana, żeby pana Wachowskiego
z tego kontaktu wyłączyć.
W. - Bezpośrednio
nie mogę. Oczywiście nie będę go brał, żeby dzwonił do gen. Kiszczaka, czy pana
Kuca.
D. - Mam inną
prośbę. Myślę o panu Wachowskim w tym kontekście, że on jest
plotkarz.
W. - Zgadzam
się.
D. - Po co niektóre
sprawy mają mieć więcej uczestników niż to jest potrzebne.
Dlatego mam prośbę,
że gdyby te sytuacje, o których pan wspomniał zachodziły, to żeby pan
bezpośrednio zadzwonił do generała Andrzejewskiego
(52) albo
do jego zastępcy płka Paszkiewicza
(53).
W. - Chciałbym mieć
bezpośredniego kuratora, z którym będę pewne rzeczy uzgadniał, aby nie wchodzić
w konflikt. Mam dużą rodzinę. Będę chciał na przykład jechać do Krakowa czy do
Bydgoszczy do brata(54), więc gdy pewnego dnia nie będę mógł
wyjechać, to te rzeczy będę chciał uzgadniać, żeby nie wchodzić w konflikt.
Kiedy będę musiał wejść w konflikt, to wtedy będzie inna sytuacja, ale nie będę
tego robił, więc chcę z nim dobrze żyć i dlatego chciałbym go poznać. Na
przykład, że jadę tu i tu i, że do mnie przychodzi Siła-Nowicki i żeby nie robił
mi nalotów.
D. -
Rozumiem.
W. - Chcę grać
czysto. Nie chcę, żeby za mną ganiali niepotrzebnie.
Następnie dyrektor
podał Wałęsie numery telefonów do Andrzejewskiego i Paszkiewicza. Ustalono, że
numer telefonu do kontaktów roboczych zostanie uzgodniony w terminie
późniejszym.
Na tym rozmowę
zakończono.
Źródło:
IPN,
sygn. IPN 01255/462,
mf.
Przypisy:
(*) Do druku podał i przypisy opracował A. M. (w ramach projektu
badawczego prowadzonego w IPN nad historią opozycji
antykomunistycznej).
(1) Rozmowa odbyła się 14 listopada 1982 r., następnego dnia po
przewiezieniu Lecha Wałęsy z Arłamowa do Warszawy, w godzinach 11.30-14.10. Jej
celem było zapoznanie Wałęsy z przepisami stanu wojennego i zobowiązanie go do
podpisania oświadczenia akceptującego te przepisy. Wałęsa dokumentu nie
podpisał, lecz przyrzekł, że przepisów będzie się starał przestrzegać.
Rozmówcami Wałęsy byli: Bolesław Kliś naczelnik Wydziału V Naczelnej Prokuratury
Wojskowej i Hipolit Starszak dyrektor Biura Śledczego MSW. Dalej występują oni
jako P. - prokurator - Bolesław Kliś, D. - dyrektor - Hipolit Starszak i W. -
Wałęsa. Tekst napisany jest na dwu różnych maszynach do pisania. Klauzula
"Tajne" dopisana jest ręcznie. Maszynopis opatrzony jest ręcznymi
podpisami obu pułkowników z datą 16.11.1982 r. i z dekretacją "płk T.
Kwiatkowski do wiadomości". Dokumentowi towarzyszy niepodpisany tekst
zobowiązania do przestrzegania praw stanu wojennego napisany na maszynie oraz
ręczny tekst stwierdzający, że Wałęsa odmówił podpisania zobowiązania -
sygnowany przez pułkowników Klisia i Starszaka. Dalej poprawki odręczne
zaznaczono literami (b), zaś część maszynopisu napisaną na innej maszynie do
pisania literami (a). Powrót
(2) Zbigniew Bujak, działacz NSZZ "S" wówczas
przewodniczący Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej, najbardziej znanej struktury
podziemnej NSZZ "S". Powrót
(3) Ustawa o związkach zawodowych - przyjęta przez komunistyczne
władze w czasie stanu wojennego 8.10.1982 r. zlikwidowała pluralizm związków
zawodowych wywalczony w sierpniu 1980 r.; rozwiązano NSZZ "S", której
działalność dotychczas była zawieszona. Jednocześnie zapowiedziano powrót do
pluralizmu związkowego po dwu latach. Powrót
(4) Rada Państwa - w komunistycznym systemie władzy kolektywny
odpowiednik urzędu prezydenta państwa. Powrót
(5) KC - skrót od: Komitet Centralny Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej,
czyli partii komunistycznej totalitarnie rządzącej Polską w imieniu Związku
Sowieckiego. Po grudniu 1981 r. rola partii komunistycznej zeszła na drugi plan.
Pełnię władzy przejęła Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego (WRON), powołana na
żądanie Moskwy przez Wojciecha Jaruzelskiego. Jaruzelski był równocześnie
przewodniczącym WRON, I sekretarzem KC PZPR oraz premierem rządu Polskiej
Rzeczypospolitej Ludowej (z czego później zrezygnował). Powrót
(6) Socjalizm - wówczas oficjalna podstawa struktury państwowej,
społecznej, gospodarczej oraz ideowej. Socjalizm, kierownicza rola partii
komunistycznej w państwie oraz sojusz z ZSRS były zasadami ujętymi w konstytucji
PRL, a ich kwestionowanie było zakazane. Powrót
(7) Chodzi o obrady Komisji Krajowej i przewodniczących regionów w
Radomiu w dniu 3 grudnia 1981 r., gdzie podjęto decyzję o strajku generalnym w
razie dalszej presji władz na "S". Nagrania z obrad zostały przekazane
przez agentów SB i były wykorzystywane w propagandzie przeciw
"S". Powrót
(8) Mieczysław F. Rakowski, działacz komunistyczny, wówczas
wicepremier PRL. Powrót
(9) Stanisław Ciosek, działacz komunistyczny, wówczas
minister ds. związków zawodowych w rządzie PRL Powrót
(10) Ks. Arcybiskup Józef Glemp, wówczas Metropolita
Warszawsko-Gnieźnieński, Prymas Polski. Powrót
(11) Jacek Kuroń, były działacz partii komunistycznej, później
rewizjonista i opozycjonista, więziony w PRL, działacz KOR, doradca NSZZ
"S". Wówczas uwięziony. Wałęsa przywołuje tu konflikt z Kuroniem i
jego zwolennikami, który najostrzej wystąpił podczas tzw. kryzysu bydgoskiego
30.03.1981 r., a następnie w związku z wyborami w "Solidarności".
Politycy związani z Kuroniem, którzy kandydowali wówczas do władz związku (m.in.
Bronisław Geremek i Adam Michnik) nie zostali wybrani, a ich linia polityczna
traciła poparcie. Powrót
(12) Jesienią 1981 r. powstały dwie główne partie działające w NSZZ
"S": Kluby Służby Niepodległości o orientacji niepodległościowej i
katolickiej założone m.in. przez Wojciecha Ziembińskiego, Antoniego Macierewicza
i Aleksandra Halla oraz Kluby Samorządnej Rzeczpospolitej "Wolność,
Sprawiedliwość, Niepodległość" o orientacji lewicowej inicjowana przez
Jacka Kuronia, Jana Józefa Lipskiego, Adama Michnika i Karola
Modzelewskiego. Powrót
(13) Marek Brune, który zastąpił w tej roli Karola
Modzelewskiego. Powrót
(14) Doradcy - grupa polityków, naukowców i intelektualistów
wspierająca Związek, a czasem także aspirująca do roli politycznej. Historycznie
ciało to wywodziło się z grupy intelektualistów i polityków, którzy
uczestniczyli w strajku gdańskim w sierpniu 1980 r. Ostatecznie utworzono
Ośrodek Prac Społeczno-Zawodowych, w skład którego weszli doradcy Związku (m.in.
Ryszard Bugaj, Wiesław Chrzanowski, Bohdan Cywiński, Bronisław Geremek, Andrzej
Grabiński, Jacek Kurczewski,Jacek Kuroń, Stefan Kurowski, Antoni Macierewicz,
Tadeusz Mazowiecki, Jan Olszewski, Władysław Siła-Nowicki, Jan Strzelecki,
Andrzej Tymowski, Andrzej Wielowieyski). Istniały także regionalne zespoły
doradców. Powrót
(15) Komitet Obrony Robotników powstał 23 września 1976 r., po
strajkach z czerwca tego roku, z inicjatywy instruktorów harcerskich z 1
Warszawskiej Drużyny Harcerzy „Czarnej Jedynki" im. Romualda
Traugutta. KOR początkowo skupiał się na organizowaniu finansowej, prawnej i
lekarskiej pomocy prześladowanym robotnikom i ich rodzinom. Następnie podjął
szerszą działalność odbudowy niezależnych instytucji społecznych, związków
zawodowych, niezależnego szkolnictwa, pism, partii politycznych. W końcu lat 70.
w KOR, przekształconym w 1977 r. w Komitet Samoobrony Społecznej
"KOR", zaczęło dominować środowisko lewicowe, wywodzące się z PZPR a
związane z Jackiem Kuroniem i Adamem Michnikiem. Powrót
(16) Bogdan Borusewicz, działacz KOR i Wolnych Związków Zawodowych
Wybrzeża, członek władz NSZZ "S" Regionu Gdańskiego, wówczas
przewodniczący podziemnego kierownictwa "S" w Gdańsku. Powrót
(17) Anna Walentynowicz, działaczka Wolnych Związków Zawodowych
Wybrzeża, organizatorka strajku sierpniowego w Stoczni Gdańskiej, członek władz
NSZZ "S" Regionu Gdańskiego. Wówczas uwięziona. Powrót
(18) KomisjaKrajowa NSZZ "S" najwyższa władza wykonawcza
Związku powołana na I Krajowym Zjeździe Delegatów "S" w 1981
r. Powrót
(19) Janusz Onyszkiewicz, matematyk, polityk związany z Jackiem
Kuroniem, członek władz Związku, wówczas uwięziony. Powrót
(20) Karol Modzelewski, historyk, działacz komunistyczny, następnie
rewizjonistyczny i opozycyjny, więziony w PRL. Rzecznik prasowy NSZZ
"S" i jeden z przywódców Związku. Wówczas uwięziony. Powrót
(21) Andrzej Gwiazda, współtwórca Wolnych Związków Zawodowych
Wybrzeża, organizator i przywódca strajku sierpniowego Stoczni Gdańskiej,
wiceprzewodniczący NSZZ "S". Wówczas uwięziony. Powrót
(22) Jan Rulewski, działacz NSZZ"S", przewodniczący Regionu
Bydgoskiego. Powrót
(23) Marian Jurczyk, przewodniczący komitetu Strajkowego Stoczni
Szczecińskiej w sierpniu 1980 r., wiceprzewodniczący Związku. Wówczas uwięziony.
Sprawa jego związków z SB została najpełniej opisana w pracy Piotra Gontarczyka
"Tajny współpracownik `Święty`. Dokumenty archiwalne sprawy Mariana
Jurczyka". Powrót
(24) Antoni Kopaczewski, przewodniczący Regionu Rzeszowskiego NSZZ
"S". Powrót
(25) Strajk okupacyjny rolników w Ustrzykach zakończył się po dwu
miesiącach, w lutym 1981 r., podpisaniem porozumienia zapewniającego rolnikom
m.in. gwarancje posiadania gospodarstw, ale bez prawa organizowania związków
zawodowych. Powrót
(26) Sprawę rolników podjęła "Solidarność" bydgoska, a
okupacja budynku Wojewódzkiej Rady Narodowej przekształciła się w ogólnopolski
kryzys, w trakcie którego "S" zagroziła strajkiem generalnym a
komuniści inwazją sowiecką. Dzięki mediacji Ks. Prymasa Stefana Wyszyńskiego i
Papieża Jana Pawła II doszło do kompromisu, którego częścią była rejestracja
NSZZ "S" Rolników Indywidualnych. Powrót
(27) Chodzi o uchwałę z listopada 1981 r., domagającą się powołania
Społecznej Rady Gospodarki Narodowej z udziałem ekonomistów i polityków Związku
i mającej pewne kompetencje kontrolne. Powrót
(28) Wałęsa mówi tu o Wojciechu Jaruzelskim, generale LWP, tajnym
współpracowniku Informacji Wojskowej ps. Wolski, w tym czasie przewodniczącym
WRON i I sekretarzu KC PZPR. Powrót
(29) W grudniu 1970 r., po strajkach, demonstracjach i walkach na
Wybrzeżu, Lech Wałęsa - który był członkiem Komitetu Strajkowego Stoczni
Gdańskiej - został powołany na funkcję społecznego inspektora pracy na Wydziale
W4. Powrót
(30) Marian Jurczyk, przewodniczący komitetu Strajkowego Stoczni
Szczecińskiej w sierpniu 1980 r., wiceprzewodniczący "S". Wówczas
uwięziony. Sprawa jego związków z SB została najpełniej opisana w pracy Piotra
Gontarczyka "Tajny współpracownik `Święty`. Dokumenty archiwalne sprawy
Mariana Jurczyka". Powrót
(31) Andrzej Wielowieyski, działacz warszawskiego Klubu Inteligencji
Katolickiej, redaktor miesięcznika "Więź", doradca "S". Powrót
(32) Władysław Siła-Nowicki, żołnierz AK i WiN, polityk, adwokat,
doradca "S". Powrót
(33) Służba Bezpieczeństwa - tajna policja polityczna, w pełni
zależna od sowieckiego KGB. Powrót
(34) Wałęsa nawiązuje tu do swych propozycji, przekazywanych władzom stanu
wojennego w pierwszych dniach internowania. Między innymi w rozmowach z ks.
Alojzym Orszulikiem Wałęsa mówił, że stan wojenny powinien trwać co najmniej
rok, a doradców i radykalnych działaczy "S" trzeba usunąć: "Chcę
pomóc generałowi. (...) Stan wojenny musi być utrzymany, bo nie można przejść z
ciepłego w zimne. Stan wojenny musi być znoszony stopniowo. Członkom KK chcę
przypomnieć to przed czym ich ostrzegałem. Będę domagał się, aby niektórzy
zrezygnowali ze swoich funkcji . Jeśli tego nie uczynią odwołam się do opinii
robotników, żeby ich zwolnili. (...) jeszcze raz powtarzam, że jestem za
utrzymaniem nawet przez rok stanu wojennego. Ludzie się rozdemokratyzowali i
potrzebna jest dyscyplina. (...)". W innym miejscu Lech Wałęsa, nawiązując
do konieczności zmian personalnych w "Solidarności", nazywa tych,
których chce usunąć trockistami: "Wałęsa obawia się ataku ze strony
trockistów, głównie na zachodzie, zarówno przeciwko sobie jak i przeciw
Kościołowi. Powiedział, trzeba z nimi rozmawiać i przekonywać ich, że muszą
zrezygnować z działalności w Związku, ponieważ nie można na razie inaczej myśleć
o odbudowie Związku. Trzeba im powiedzieć, że jeśli łódź tonie, to wtedy muszą
ją niektórzy opuścić - jeśli wszyscy nie mamy zginąć.". Zob.: Alojzy
Orszulik, Czas przełomu, Warszawa-Ząbki, 2006, ss. 61-62, 78. Powrót
(35) Wałęsa najprawdopodobniej nawiązuje tu do swej rozmowy z funkcjonariuszami
SB z 1978 r., gdy odmówił ponownego podjęcia współpracy z SB. Sprawa współpracy
Lecha Wałąsy z SB ma już poważną literaturę. Zob. Sławomir Cenckiewicz, Oczami
bezpieki, m.in. ss. 320-325. W kontekście zwolnienia Wałęsy z internowania
opisuje ją także archiwista wywiadu KGB Wasilij Mitrochin: "Archiwa KGB
oglądane przez Mitrochina nie ujawniały zakresu współpracy Wałęsy z SB w latach
siedemdziesiątych. Była w nich jednak notatka, że po internowaniu SB usiłowała
zastraszyć Wałęsę, `przypominając mu, że pobierał pieniądze i dostarczał
informacji`. Jeśli Wałęsa rzeczywiście pracował kiedyś jako płatny informator
SB, to łatwo sobie wyobrazić rozmiar presji, jaką wywarto na niego, żeby się
zgodził zostać jednym z milionów donosicieli organów bezpieczeństwa państw bloku
sowieckiego. Kiszczak powiedział KGB, że Wałęsę skonfrontowano z jednym z jego
byłych oficerów prowadzących SB i rozmowa została nagrana.". Zob.
Christopher Andrew, Wasilij Mitrochion, Archiwum Mitrochina, Warszawa 2001, s.
928. Powrót
(36) Starszak nawiązuje tu do polityki stosowanej przez SB wobec
tej części opozycji, którą zwalczano propagandowo, ale nie zamykano do
więzienia. Powrót
(37) Chodzi o działającą do 1938 r. Komunistyczną Partię Polski,
która była częścią światowego ruchu komunistycznego z centralą w Moskwie i
dążyła do likwidacji Państwa Polskiego. Powrót
(38) Wałęsa nawiązuje tu do propagandowego poparcia zorganizowanego dla
wzmocnienia Edwarda Gierka jako I sekretarza KC PZPR w pierwszych dniach po
obaleniu Władysława Gomułki w zamachu pałacowym 1970 r. Powrót
(39) Tostwierdzenie jest klasycznym kłamstwem propagandowym stosowanym
przez przesłuchujących. Nieznana jest żadna publikacja podająca tak wysoką
liczbę zabitych podczas walk w kopalni "Wujek". Powrót
(40) Władysław Kuca, funkcjonariusz UB i SB, w tym czasie kierował Biurem Studiów
SB, specjalną jednostką rozpracowującą kierownictwo "S". Powrót
(41) CzesławKiszczak, funkcjonariusz Informacji Wojskowej, w tym
czasie minister spraw wewnętrznych PRL, członek WRON, najbliższy współpracownik
Wojciecha Jaruzelskiego. Powrót
(42) Bohdan Cywiński, filozof, historyk, publicysta katolicki,
redaktor naczelny "Znaku", uczestnik strajku sierpniowego w Stoczni
Gdańskiej, doradca "S", bliski współpracownik Jana Pawła
II. Powrót
(43) Chodzi o sesję Międzynarodowej Organizacji Pracy, której
członkiem był NSZZ "S" wówczas zakazany w Polsce. Wystąpienie w
imieniu "S" na forum międzynarodowym było bardzo ważnym aktem
potwierdzającym nieprzerwane i legalne działanie
"Solidarności". Powrót
(44) Chodzi zapewne o ustawę o związkach zawodowych przygotowywaną w
1981 r. we współpracy z "S". W 1982 r. została ona zastąpiona przez
reżim stanu wojennego przez ustawę likwidującą dotychczasowe związki,
zawieszającą pluralizm związkowy na dwa lata i pozwalającą na tworzenie
organizacji związkowych wyłącznie na poziomie zakładu pracy. Powrót
(45) Chodzi zapewne o reakcję władz "S" na prowokacje SB
wobec konsulatów, cmentarzy i pomników sowieckich (malowanie napisów) jesienią
1981 r. Powrót
(46) Radio Solidarność, podziemna rozgłośnia założona przez Zofię i
Zbigniewa Romaszewskich, członków KOR i działaczy "S". Powrót
(47) Dekret o stanie wojennym, wprowadzony na terenie całego kraju
faktycznie 12 grudnia 1981 r., formalnie uchwalony przez Radę Państwa 13 grudnia
1981 r., a zatwierdzony przez sejm PRL w styczniu 1982 r. Zawieszał działalność
związków i stowarzyszeń oraz większości gazet, wprowadzał stałą kontrolę
telefoniczną, godzinę policyjną, sądy wojenne i tryb przyspieszony w
postępowaniu karnym oraz zasadnicze zaostrzenie w orzekaniu kar za opór
polityczny (od 3 lat do kary śmierci włącznie), likwidował prawo do strajków i
zgromadzeń, przewidywał też internowanie przeciwników politycznych bez sądu. Do
dziś nie sporządzono pełnego bilansu represji stanu wojennego i polskich strat
będących jego skutkiem. Przez same obozy internowania przeszło co najmniej 10
tysięcy osób. Powrót
(48) Mowa o odznace NSZZ "S", noszonej wówczas
demonstracyjnie przez wielu działaczy Związku. Z chwilą zakazania noszenia
odznak "S" zaczęto nosić oporniki elektroniczne - na znak oporu wobec
władz komunistycznych. Powrót
(49) Wałęsa wyraźnie ma świadomość, iż w rozmowie zobowiązał się do
działań uderzających w twórców i działaczy "Solidarności". Powrót
(50) Ustawa wprowadzona przez sejm PRL w czasie stanu wojennego,
nakazująca podjęcie urzędowo zarejestrowanej pracy pod groźbą
więzienia. Powrót
(51) Mieczysław Wachowski, kierowca, przyjaciel i najbliższy
współpracownik Lecha Wałęsy. Powrót
(52) Jerzy Andrzejewski, funkcjonariusz UB i SB, w tym czasie
komendant MO i WUSW w Gdańsku. Powrót
(53) Andrzej Paszkiewicz, funkcjonariusz UB i SB, w tym czasie
zastępca komendanta MO ds. SB w Gdańsku. Powrót
(54) Stanisław Wałęsa, brat Lecha, mieszkający w
Bydgoszczy. Powrót
Antoni Macierewicz
Lech Wałęsa obiecał Jaruzelskiemu wszystko, czego ten chciał
Tajna historia Solidarności
1400 lat temu rzymski historyk napisał tajną historię cesarstwa rzymskiego. Była to cienka
książeczka, która jednak miała siłę dynamitu. Opisywała bowiem zakulisowe wydarzenia na dworze
cesarza Justyniana, pokazywała rzeczywisty mechanizm działania rodziny i kamaryli cesarskiej.
A przede wszystkim ukazywała tajone przed światem zbrodnie popełniane przez Justyniana.
Drukowany powyżej dokument nie mówi o zbrodniach sensu stricto. Ale pokazuje tajną,
zakulisową historię 16 miesięcy trwania NSZZ "Solidarność" ze szczegółami, których nie
powstydziłby się pisarz, autor political fiction. Niestety, ta historia jest tak prawdziwa,
jak stan wojenny, okrągły stół i powstająca później PRL-bis. Rozmowa z pułkownikami14 listopada
1982 roku, dwa dni po formalnym zwolnieniu z internowania, z Lechem Wałęsą przeprowadzono rozmowę
w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej. Rozmówcami byli prokurator płk Bolesław Kliś i płk Hipolit
Starszak, szef Biura Śledczego MSW. Jej celem miało być "zapoznanie" Wałęsy z realiami stanu
wojennego, pokazanie mu co mu - według rządzących - wolno, a czego nie wolno, a wreszcie: uzyskanie
jego podpisu pod zgodą na przestrzeganie tych przepisów. Wałęsa zgody takiej nie podpisał, tłumacząc,
że "już od czterech lat nic wam nie podpisuję", ale przyrzekł, że przepisy PRL będzie starał się
respektować.
Nie była to zresztą jedyna rozmowa, jaką prowadził w dniach poprzedzających wyjście na wolność.
Poprzedniego dnia, być może jeszcze w Arłamowie, rozmawiał - jak wynika ze stenogramu - z płk.
Kucą, szefem Biura Studiów MSW, wyodrębnionej jednostki zajmującej się rozpracowywaniem
kierownictwa podziemnej Solidarności. Wcześniej nagrał telewizyjny wywiad, w którym -
jak sam mówi - chciał zapowiedzieć to, co będzie w przyszłości robił - tak, aby nie
było dla władzy zaskoczeń. Wywiad ten nie został wyemitowany, co było gestem "dobrej woli"
ze strony Czesława Kiszczaka. Kiszczak przychylił się do prośby Wałęsy i wstrzymał emisję
wywiadu. Czego zaś dotyczyła rozmowa z Kucą, można się tylko domyślać, pamiętając o
szczególnej pozycji tego funkcjonariusza.
Od socjalizmu do Wachowskiego
Sama rozmowa ma kilka wątków. Po pierwsze, ten związany z ustaleniem podstaw wzajemnych
stosunków. Mówi się tu o relacji między "władzą" a Wałęsą, ale przede wszystkim pułkownicy
starają się zmusić rozmówcę do deklaracji lojalności wobec władzy, socjalizmu i sojuszy -
czyli: do ZSRR. Ciekawe, że o ile Wałęsa bardzo łatwo podporządkowuje się obowiązkowi akceptacji
władzy, a także deklaruje zgodę na podporządkowanie ZSRR, próbuje uniknąć akceptacji socjalizmu
i ostatecznie socjalizm popiera, "byle bez wypaczeń". Ale też ciekawym jest to, że specjalnie
rozmówcy na to nie naciskają.
Wątek drugi jest związany z przepisami stanu wojennego, których Wałęsa powinien przestrzegać.
Tu próbuje on negocjować, wynajduje "furtki" w ustawach, wskazuje luki, które chciałby
wykorzystać dla swojej działalności, stara się znaleźć przestrzeń legalnego porozumienia.
Nie jest ta przestrzeń zbyt wielka, skoro rozmówcy na wszelki wypadek przypominają mu, że
przede wszystkim musi zdjąć znaczek "Solidarności", który jest zakazany, a jego noszenie
narazi go na areszt i grzywnę. Ale najciekawszy jest wątek trzeci, gdy rozmówcy dokonują
bilansu swojej wzajemnej współpracy z przeszłości i ustalają zasady działania na przyszłość.
Dowiadujemy się więc, że Wałęsa licząc się ze stanowiskiem władz robił czystki w "Solidarności"
i usuwał poszczególnych działaczy - m.in. Annę Walentynowicz, Bogdana Borusewicza i Karola
Modzelewskiego. Z tego też punktu widzenia, jak twierdzi, dobierał członków kierownictwa
Związku tak, aby byli to ludzie odpowiadający władzom. Na każdym z członków "Solidarności"
musi zrobić wrażenie deklaracja jej Przewodniczącego, że w gdańskim Zarządzie Regionu nie
pozostawił nikogo, kto by się władzom komunistycznym nie podobał...
Podobny charakter mają deklaracje na przyszłość: obietnica usunięcia niewygodnych
dla władz ekspertów i ograniczenia swobody działań pozostałych; zapowiedź ustalania
wszystkich decyzji i dokumentów ze Stanisławem Cioskiem, a wreszcie - szczególna umowa
ze Służbą Bezpieczeństwa, mająca gwarantować mu swobodę poruszania się po kraju tak,
by obie strony czuły się pewnie. W ramach tej umowy SB zrezygnuje z dotychczasowego
pośrednictwa Mieczysława Wachowskiego (bo zbyt gadatliwy!) i zostaje ustalony bezpośredni
kontakt Wałęsy z Andrzejewskim - szefem SB w Gdańsku. Ciekawe, że Wałęsa, choć chwali się,
że "rozwalił Kuronia", równocześnie podkreśla korzyści płynące ze współpracy z "KOR-owcami",
póki nie zaczęli "tworzyć partii". W ogóle sprawa doradców i KOR-u stanowi niedopowiedziane
tło całej rozmowy, która często przybiera charakter swoistego układu - umowy zawieranej
między Wałęsą a pułkownikami."Dawałem to samo co wyszło, ale nie było rozbojów..."
Patrząc z dzisiejszej perspektywy, widać jak wiele spraw - istotnych dla nas po
dziś dzień - już wówczas przesądzono. Ale nie one robią największe wrażenie. Wstrząsające
wrażenie robi opis wzajemnych stosunków między Wałęsą a władzami w okresie 16 miesięcy
działania legalnej Solidarności. Okazuje się, że część znanych nam wydarzeń, jak np.
rejestracji NSZZ "S" Rolników Indywidualnych, miała zupełnie inny przebieg, niż się
to wydawało na podstawie powszechnie znanych informacji. Wałęsa postrzegał tę rejestrację
jako rodzaj "prezentu" - sukcesu, którego odmówiono mu, by obdarować nim innych przywódców
Związku. Z tego punktu widzenia konflikty, strajki o negocjacje - a zwłaszcza te najważniejsze,
związane z tzw. kryzysem bydgoskim - jawią się jako fasada dla zakulisowej gry, w której
chodziło przede wszystkim o kształtowanie elity władzy i o układ sił, a w najmniejszej
stopniu o "Solidarność".
Na koniec jeszcze jedna uwaga w związku z kwestią, która przez lata była przedmiotem
istotnej dyskusji w Związku i nadal się do niej powraca. Otóż latem 1981 roku zostały
przeprowadzone w "Solidarności" demokratyczne wybory. Liczni przeciwnicy tej instytucjonalizacji
działań Związku wskazywali, że w ten sposób Związek stracił charakter spontanicznego
ruchu społecznego. Tezy takie podnosiła przede wszystkim lewica laicka. Prawica zaś
podkreślała, że dzięki temu po raz pierwszy od dziesiątków lat przeprowadzono w Polsce
wolne wybory i że poprzez 10-milionowy Związek demokracja wkracza z powrotem do Polski.
Czytając rozmowę Wałęsy z Klisiem i Starszakiem znajdujemy potwierdzenie tego stanowiska.
Wałęsa wyliczając swoje zasługi dla władz, polegające m.in. na wyrzucaniu radykalnych
działaczy, żali się, że nie mógł tak swobodnie jak w Gdańsku działać w innych regionach,
bo "Solidarność" była "Związkiem demokratycznym" i nawet on nie mógł wszystkiego zrobić.
Podkreśla jednak, że robił to, czego władza chciała, ba - że robił to lepiej, niż potrafiła
to zrobić władza, i że współpraca, którą oferuje teraz, także gwarantuje lepsze efekty niż
te, jakie mogą osiągnąć komuniści przemocą wojskową. "Ja wam daję wszystko, to czego chcecie,
tylko taniej..." - zdawał się mówić. Trudno z perspektywy czasu nie uznać, iż było to
główne motto okrągłego stołu, które po dzień dzisiejszy ciąży nad Polską.
* * *
Materiał powyższy zachował się w archiwum IPN w dwojakiej formie. Po pierwsze
istnieje oryginał akt przejętych po dyrektorze Biura Śledczego Zbigniewie Pudyszu,
dołączony do zbioru internowanych "vipów". W 1991 roku były one przeglądane przez
szefa Zarządu Śledczego UOP płk. Wiktora Fonfarę, który pismem do szefa BEiA płk.
Mroziewicza wycofał zastrzeżenie udostępniania tych materiałów. Istnieje też mikrofilm
tych akt. Drukowany tu zapis dokumentu został dokonany z mikrofilmu.
ANTONI MACIEREWICZ
Artykuł został napisany w ramach projektu badawczego prowadzonego w IPN nad historią
opozycji antykomunistycznej.
Żródło: Tygodnik GŁOS
|