Wróg ludu

Totalna inwigilacja

"Nie wytrzymam! Totalna inwigilacja!" - okrzyk Jerzego Stuhra z "Seksmisji" towarzyszył mi przez ostatnie miesiące niemal nieustannie. Działo się to wszystko w warunkach, gdy wolno było mówić jedynie o państwie policyjnym w czasach rządów PiS. Wprawdzie prokuratury zdążyły już umorzyć większość śledztw w sprawie inwigilowania polityków i dziennikarzy przez ekipę Jarosława Kaczyńskiego, ale pogląd na tę sprawę został raz na zawsze ustalony przez czołowe media. Nie zamierzają one niczego odwoływać ani za nic przepraszać. To jednak nie jest dzisiaj problemem. TVN i "Gazeta Wyborcza" jakie są - każdy widzi. Problemem jest trwająca przez dwa lata niemal jawna i powszechna zgoda na użycie służb specjalnych przeciwko opozycji i niewielkiej grupce zbuntowanych dziennikarzy.M

Czy to jest normalne, że redaktor naczelny opozycyjnego tygodnika jest wzywany przez policję, prokuraturę i ABW średnio dwa razy w tygodniu? Czy jest normalne, że policja przeprowadza pięciogodzinną rewizję w domu jego zastępczyni dwa dni przed walnym zgromadzeniem, które rozstrzyga o losach redakcji?

Czy to jest normalne, że szkalujące nas informacje, najwyraźniej w części pochodzące ze służb, wraz powiadomieniem o działaniach ABW wobec redakcji, ukazują się w "Gazecie Wyborczej", zanim powiadomiono nas formalnie o tych działaniach?

Czy to normalne, że akta sprawy cywilnej wytoczonej przez męża Julii Pitery zostają na kilka tygodni zarekwirowane przez prokuraturę, utrudniając nam możliwość obrony?

Czy na pewno prokuratura musi badać życie osobiste i intymne członków redakcji "Gazety Polskiej"?

Czy bezprawna rewizja osobista dziennikarzy "Misji Specjalnej" nie była już powodem do dymisji kierownictwa ABW?

Wymieniłem kilka przykładów bezczelnego łamania prawa. Wiemy o wielu więcej sprawach, w tym o niczym nieuzasadnionych podsłuchach naszych telefonów, zastraszaniu współpracowników "Gazety Polskiej" wezwaniami do ABW itp.

Może ktoś mi wytłumaczy, po co przesłuchiwano w ABW Krystynę Grzybowską, która jako zewnętrzny współpracownik nie może mieć pojęcia o publikowanych przez nas materiałach na temat komunistycznych służb specjalnych?

Po co prokuratura ciągnie jeszcze śledztwo w sprawie rzekomego wycieku tajnych materiałów z IPN, skoro żaden taki materiał nigdy się u nas nie ukazał?

Sprawa wykorzystywania podsłuchów dziennikarzy przez wiceszefa ABW nie jest ani jednostkowym wydarzeniem, ani też wybrykiem jednego funkcjonariusza. Służby specjalne działają dzisiaj bez żadnej kontroli ze strony premiera, rzucając mu jedynie ochłapy niezbędne dla sprawowania władzy.

Jeżeli czegoś szybko razem nie zrobimy, skończy się to wszystko wielkim nieszczęściem. Nie wiem, jak długo Donald Tusk zamierza rządzić, ale czas, by wylał sobie kubeł zimnej wody na głowę i zobaczył, jakie tworzy państwo. Za chwilę sam nie będzie w stanie już niczego zrobić. Stanie się bezwolnym zakładnikiem grupy smutnych panów, podobnie jak znaczna część świata politycznego i mediów.

Tomasz Sakiewicz