Wróg ludu

Byle polska wieś spokojna...

"Za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa", "Niech na całym świecie wojna byle... polska wieś spokojna" - te powiedzonka stały się linią programową polskiej polityki wewnętrznej i zagranicznej.

Grypa? Jaka grypa? Zdrowiu szkodzi jedynie niebezpieczny zamęt i szczepionki, które złośliwie od czasu Ludwika Pasteura wybijają ludzkość gorzej niż niejedna zaraza. A kryzys? Nie ma, nie było i nie będzie!

Kryzys wywołują jedynie panikarze, którzy nie chcą tu zielonej wyspy, drugiej Irlandii (ta, co była pierwszą, trochę zdziadziała) i psują obraz Polski w świecie. Budżet trzeba tak skroić, jakby kryzysu nie było.

Pożyczą mu najwyżej emeryci, renciści, szpitale i policjanci, którzy dla zdrowia przesiądą się z samochodów na rowery. W zimie w sumie bezpieczniej niż jazda na łysych, letnich oponach - na inne i tak nigdy nie było pieniędzy.

Jeżeli w Polsce jest dobrze, to wokół nas jeszcze lepiej. Pomogliśmy nowej administracji amerykańskiej wycofać się z awanturniczych projektów budowy tarczy przeciwko terrorystom, która nie wiedzieć czemu najbardziej zaniepokoiła Moskwę. Zamiast tarczy mamy całą tacę obietnic, a te ostatecznie w telewizji wyglądają równie dobrze jak same rakiety.

Zresztą rakiety chowa się do silosów, a obietnice nadaje w CNN, TVN, a czasem nawet TVP. A tak z ręką na sercu: czy widz nie czuje się bezpieczniej, gdy zamiast obcych wojsk ma na ekranie uśmiechniętych polityków?

Gazu nam nie zabraknie. Kupiliśmy go ostatnio od Rosji tyle, że skroplony z Kataru będziemy mogli sobie trzymać w ziemi aż zamieni się w stały z okolic Świnoujścia. Tam zresztą i tak byłoby go trudno w większych ilościach dowieźć. Dno w okolicy płytkie, a tuż obok przez morze przebiegać będzie ruska gazrura. Podobno łatwo o kolizję na dnie.

Rozwiązano też problem tranzytu na Zachód. Polska już nigdy nie stanie okoniem, bo dzięki niezdecydowanej polityce rządu w razie czego Rosjanie puszczą gaz przez Bałtyk, a nam zakręcą. Narzekania na drogie paliwo z Kataru szybko ustaną. Lepsze drogie niż żadne. Wicepremier Waldemar Pawlak dokonał przy okazji negocjacji w Moskwie kolejnego cudu: zawożąc Putinowi głowę Gudzowatego, uczynił tego ostatniego największym przeciwnikiem rosyjskiego imperializmu gazowego. Premier Rosji dobrze zrozumiał sytuację: po co płacić pośrednikom, skoro polski rząd stara się od nich dużo bardziej.

Kolejne dymisje generałów potwierdzają tezę premiera, że dziś wydatki na armię nie są potrzebne, bo nikt przecież nie zamierza na nas napadać.

Kto nie wierzy Tuskowi, niech zapyta Putina. Cały rosyjski sztab jest w stanie przysiąc, że nie ma takiego zamiaru. Zresztą Rosja nigdy w swoich dziejach jako pierwsza wojny nam nie wypowiedziała. Same ruchy wojsk to jeszcze nie dowód na inwazję, Gruzini i Czeczeni wiedzą to najlepiej.

Ponieważ kołem tocząca się historia nie jest dokładnie taka sama, należy zauważyć też różnice pomiędzy okresem saskim a tuskim. Niemieckie korzenie Sasów i prorosyjska polityka dużej części elit różnią (chyba) tamten dwór od dzisiejszego. Po pierwsze, dzisiaj o korzeniach się nie mówi, a po drugie, elity nie są ani prorosyjskie, ani proeuropejskie, tylko nijakie.

Czekają, skąd wieje wiatr i gdzie ich przedmucha. Co do wsi spokojnej, to jest ona wskutek rosnącej biedy coraz bardziej wkurzona. Nikt na ostatnich rządach nie dostał dużo bardziej po... szynce. Chociaż oczywiście chłopaki z WSI naprawdę się uspokoiły. Zresztą to oni nam gwarantują, że nikt na nas nie napadnie. I to prawda. Wystarczy, że zmienią mundury na te, które nosili w akademii GRU czy na Woroszyłówce.

Wtedy zamiast dnia niepodległości będziemy razem z Putinem obchodzić święto wyzwolenia Moskwy od Polaków. Bądź co bądź, wtedy zaszliśmy dalej niż za Piłsudskiego.

Tomasz Sakiewicz