Wróg ludu

Będziemy się sami podsłuchiwać

"Gazeta Polska" niewiele do tej pory pomagała rządowi Donalda Tuska. Krytykujemy go za niegospodarność, złą politykę zagraniczną, nie wspominając o stosunku do mediów, który zasługuje na bajkową maksymę: lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie. Jak lustereczko pokaże buzię pytającego, to dostaje jedwabną ściereczkę, złote rameczki albo nawet własny stadion w centrum miasta. Jak buźka nie taka, to lustereczko idzie w drzazgi, a przynajmniej na przesłuchanie do ABW.

Rząd nie mógł liczyć na naszą pomoc przy prywatyzacji służby zdrowia - nie dlatego, że nie lubimy prywatyzacji. Prywatyzacja dziwnie kojarzyła nam się z kręceniem lodów. O lodziarni w swoim czasie opowiadała "Tomkowi" pewna zakochana pani. Dzisiaj, odmieniona, występuje w programach telewizyjnych: strój czarny, oczy smutne, uczciwość bijąca z twarzy.

W sprawie stoczni mamy niemal krew na rękach. Zanim CBA ogłosiło, jak wygląda przetarg, sami informowaliśmy, że inwestor jest nieznany i chyba lekko szemrany. O mały włos, a wręcz obwiniono by nas o storpedowanie kontraktu stulecia. Na szczęście dla "Gazety Polskiej" okazało się, że przetarg był od początku ustawiony i choćbyśmy pękli, nie dało się tu niczego storpedować.

Przeszkadzaliśmy, ośmieszaliśmy i ryliśmy. Nic też dziwnego, że nas nie lubią. Trochę jednak dziwi, że aż tyle czasu nam poświęcają. Dziesiątki wezwań do prokuratury, na policję i do ABW. Ingerencja w sprawy sądowe, o innych próbach wykończenia nas nie wspomnę.

W połowie rządów Tuska olśniło mnie, jak bardzo narażamy nasze państwo na koszty, jak bezczelnie angażujemy jego służby i ileż czasu tracą one na niezbyt zresztą skuteczną inwigilację dziennikarzy. Temu rządowi trzeba pomóc. Władza nie może się nieustannie ośmieszać: polując na niezbyt potężną finansowo gazetę, zwiększa tylko jej sprzedaż, raporty otrzymuje co najmniej niedokładne, a wśród zwerbowanych dominują bywalcy oddziałów psychiatrycznych. Jeden z nich zresztą naopowiadał takich rzeczy, że śledztwo objęło pół państwa.

To się musi skończyć. Nie po to płacimy podatki, żeby tuzy służb specjalnych wychodziły na kompletnych cymbałów. Przecież na nieporadność tajnej policji patrzą też spece z zagranicy. Jak mają się bać naszego kontrwywiadu, skoro chłopcy z Rakowieckiej nie potrafią sobie poradzić ze zwykłymi wywiadami prasowymi? Od miesięcy przesłuchują dziennikarzy, pytając na przykład o to, kto i kiedy wydaje "Gazetę Polską". I co? i nic. Ani jednego dziennikarza z połamanymi żebrami, nikogo na dłużej nie wsadzono. Parę rewizji wiosny nie czyni.

Panie Premierze, Panowie szefowie ABW, SKW, CBŚ, policji, prokuratury itp., możecie liczyć na nasze wsparcie. Skoro tak bardzo interesują was nasze redakcyjne zebrania, to będziemy się sami nagrywać. Zarejestrujemy je oficjalnie - posłuchacie wszystkiego bez trzeszczących mikrofonów i zidiociałych informatorów. Będzie taniej, lepiej i przyjemniej. Wystawanie o tej porze roku po nocach pod oknami domów nie jest zdrowe. Grypa murowana. Obecna w protokołach troska prokuratury o to, kto z kim w redakcji sypia, może świadczyć, że jej świńska odmiana już niektórych mocno dotknęła.

Tomasz Sakiewicz