Wiatr od Wschodu

Mroźna zima przypomniała wielu Polakom, że leżymy nie tak strasznie daleko od trzaskających mrozem ziem Rosji. Polska klimatycznie znajduje się gdzieś między Syberią a Morzem śródziemnym, co zawsze dawało nam poczucie umiaru i jednocześnie powodowało stałą zmienność pogody. Czasem dominowały ciężkie zimy, czasem przychodziły ciepłe i dżdżyste lata trwające od wiosny aż do późnej jesieni. Prorocy globalnego ocieplenia i wieszczący zlodowacenie mieli tutaj tyle samo racji. Pogoda powinna utrzymywać nas raczej w przekonaniu o stałej zmienności losu i konieczności przygotowania się na różne warianty zdarzeń. Wygrywali tylko ci, którzy byli gotowi i na lato, i na zimę.

Dwadzieścia lat temu rozpadł się ZSRR. Biadolenia ludzi małego ducha o niezniszczalnej potędze Moskwy okazały się po prostu śmieszne. Dziesięć lat temu rosyjskie czołgi rozjechały marzenia Czeczenów o wolności. Rojenia o zdemokratyzowaniu postsowieckiego molocha szybko legły w gruzach. Pięć lat temu Ukraina zaczęła się wyrywać spod moskiewskiej dominacji. Półtora roku temu do Gruzji wjechali Rosjanie i zatrzymali się, widząc rajd prezydentów niepodległych państw. W tym roku Ukraina znowu zaczęła się osuwać w ramiona Kremla. Wiele wskazuje na to, że za chwilę w tych ramionach zacznie się wiercić i szamotać.

Twierdzenia o wszechpotężnej, niezniszczalnej Rosji, której nie można podskoczyć, albo Rosji pokojowej, która niczym nam nie zagraża, są równie pożyteczne w bieżącej polityce, jak uwzględnianie przy zakupach ubrań sprawy globalnego ocieplenia lub ewentualnego zlodowacenia. Przez kilkadziesiąt lat PRL elity wychowane w tamtym systemie nie podjęły próby gry z Rosją o niepodległość, albo przynajmniej o ograniczoną suwerenność kraju. Przespały moment upadku ZSRR. Przypominały przechodnia, który na ciepły wiosenny spacer wybrał się w kożuchu i walonkach. Nie minęło wiele lat i uwierzyły w wieczny pokój i brak zagrożeń ze strony Rosji. Tym razem wyglądają jak skaut w letnim stroju na stoku narciarskim. Od połowy zeszłego wieku nasz sposób postrzegania polityki charakteryzuje brak zrozumienia mentalności i celów politycznych Moskwy oraz nieumiejętność dostrzegania nadchodzących zmian. Rosja konsekwentnie dąży do budowy imperium. Jej największym ograniczeniem jest słabość strukturalna tego państwa. Gdy za bardzo się rozwinie, imploduje. Dzieje się to zwykle bez jakiegokolwiek poważnego zagrożenia z zewnątrz. Z kolei nie widząc oporu sąsiadów, podbija każdy naród. Nie zatrzymywały jej w podporządkowywaniu ościennych państw cywilizacyjne powiewy Zachodu. Największym problemem w tych dążeniach były braki żywności, środków transportu, kiepskie drogi i fatalna koordynacja działań. Żeby analizować Rosję, trzeba uwzględniać wiele czynników, żeby zrozumieć, należy zacząć właśnie od tej prawidłowości.

Ukraina na własne życzenie, ale też w wyniku błędów popełnionych między innymi przez nasze państwo, wytraca prozachodni kurs. Tylko czy borykająca się z kryzysem Rosja jest w stanie utrzymać biedną Ukrainę?

Moskwa ukraińskimi rękami i biernością polskiego rządu skompromitowała ostatecznie "pomarańczową rewolucję". Własnej rewolty jednak tam nie zrobi. Może wręcz zainfekować się dodatkowymi problemami płynącymi z Kijowa. Putin próbuje połknąć kęs, który stanie mu w gardle. Nie ma więc co załamywać rąk, trzeba raczej przygotować się na kolejną wiosnę, tym razem dużo cieplejszą i dłuższą niż ostatnio.


Tomasz Sakiewicz