Bój to będzie ich ostatni czyli dokończyć dekomunizację

Anitę Gargas wyrzucono z TVP nie dlatego, że podjęła decyzję o emisji filmu "Towarzysz Generał". Nie miała nic wspólnego z tym pomysłem. Cała sprawa nosi wręcz znamiona prowokacji: SLD i co najmniej jednego polityka PiS-u, a przede wszystkim kilku starych telewizyjnych graczy. Postanowili pozbyć się Anity, bo im przeszkadzała w dogadywaniu się - samą swoją obecnością. To oczywiste draństwo, ale może jeszcze z tego powodu nie rozdzierałbym szat. Szlag mnie trafił, kiedy zrozumiałem, że pretekstem do wyrzucenia kogoś z pracy może być krytyka generała Jaruzelskiego. Z niesmakiem godziłem się na medialną koalicję PiS-u z SLD. Rozumiałem, że to jedyny sposób, by osoby o innych niż obowiązujące poglądach miały możliwość prezentowania swoich racji, a wielomilionowa rzesza widzów i słuchaczy - szansę na spotkanie z ulubionymi publicystami. Ale przez koalicję z SLD rozumiałem sojusz z Napieralskim, Olejniczakiem czy w najgorszym razie Kwaśniewskim. Młodych, cynicznych karierowiczów można spotkać w każdej partii i prawdę mówiąc, chyba jest ich dzisiaj więcej w PO niż w SLD. Do głowy mi nie przyszło, że koalicja została tak zdefiniowana, iż atak na Jaruzelskiego to atak na koalicjanta.

Jeżeli Jaruzelski jest patronem tego sojuszu, to po cholerę było krytykować Adama Michnika? On w końcu nie chciał niczego więcej niż chronić dwóch najważniejszych twórców stanu wojennego.

PiS albo musi się wycofać z tej koalicji, albo zażądać jej całkowitej zmiany. Wolę zostawić swój program w TVP niż zatykać sobie usta w sprawie mordercy i zdrajcy.

Politycy zawsze mają problemy z dystansem i tracą duszę powoli, w sposób dla siebie niemal bezbolesny. Nie widzą, że przekraczają barierę, za którą polityka istnieje już tylko dla siebie samej. Z dystansu ostatnie wydarzenia wyglądają fatalnie. Jeżeli w Polsce istnieje poważna partia polityczna, dla której bożyszczem jest Wojciech Jaruzelski, to znaczy, że znajdujemy się w bardzo złym miejscu naszej historii. Od tego, kto wygra najbliższe wybory prezydenckie, czy też od tego, kto będzie rządził Polską przez kilka najbliższych lat, ważniejsze jest, by ludzie mieli absolutne minimum rozgraniczenia dobra i zła.

Uważam, że partie solidarnościowe powinny przynajmniej częściowo zawiesić bieżący spór polityczny i dokończyć dekomunizację. Należy doprowadzić do odebrania specjalnych emerytur wojskowej bezpiece na równi z bezpieką cywilną. Trzeba ponownie przyjrzeć się procesom uwłaszczania nomenklatury i doprowadzić do odebrania zrabowanych skarbowi państwa majątków, a tam, gdzie jest to trudne - opodatkować dochody z nieznanych źródeł. Należy przyłożyć większą wagę do ścigania zbrodni komunistycznych i wesprzeć IPN w pracach nad ujawnianiem historii najnowszej.

Do życia publicznego, pod skrzydłami SLD, wracają ludzie znani z głośnych afer, gorszych od hazardowej, podejrzewani o szpiegostwo na rzecz Rosji, a nawet osoby znane w przeszłości z antysemickich ekscesów. Tych ostatnich szczególnie dużo w TVP. Jeżeli teraz chcą jeszcze wyświęcić "towarzysza generała", to nie może być dla nich żadnych taryf ulgowych.

W najbliższych tygodniach "Gazeta Polska" skoncentruje się na ujawnianiu i przypominaniu dorobku postkomunistów. Zapewniam, że wybuchnie kilka głośnych skandali. Będziemy również ujawniać nadużycia i osoby za to odpowiedzialne w mediach publicznych. Apeluję do klubów "Gazety Polskiej" i wszystkich czytelników o aktywny udział w zwalczaniu wszelkich przejawów gloryfikowania komunizmu. Zabijmy tę hydrę, zanim znowu oblezie nam kraj i zapuka do naszych drzwi.

Cenię Jarosława Kaczyńskiego i uważam, że zrobił w ostatnich latach dla Polski więcej niż dziesiątki tych, których pokazują nam w mediach jako autorytety. Uważam, że PiS, mimo wielu mankamentów, popchnął Polskę w rozwoju i nawet dzisiaj z tego korzystamy. Rozumiem, że dla każdego polityka chęć powrotu do władzy jest jak oddech dla płetwonurka.

Jednak nie każde środki można podjąć dla osiągnięcia celu. Nie zawsze zdobyta władza jest warta tego, co się dla niej poświęciło.

Tego, co się właśnie dzieje, Polacy nie zaakceptują.

Lepiej stracić telewizję, oddając ją sejmowej większości, niż unurzać się w błocie stanu wojennego. Jeżeli SLD chce lub musi ryzykować, niech straci całą pulę. PiS zachowa chociaż honor i ludzi, którzy rozumieją, co to słowo znaczy.


Tomasz Sakiewicz