Moje warunki

Ostatnio znany z dyplomatycznych talentów polityk PiS Adam Lipiński przekonywał mnie, że wyborcy nie mają wyjścia i muszą poprzeć jego partię i wyznaczonego przez nich kandydata na prezydenta: bez względu na to, co PiS zrobi i z kim się zbrata. Nawet jeżeli partia wejdzie w głębszy sojusz z SLD.

Nie znam każdego wyborcy PiS-u i mało ufam też badaniom, które tych wyborców opisują. Wiem jednak sporo o czytelnikach "Gazety Polskiej". Każdy numer naszego tygodnika czyta 50-60 tys. osób. Na współpracującym z nami portalu Niezalezna.pl zarejestrowanych jest około 150 tys. stałych użytkowników. Pewna grupa odbiorców czyta nas także na innych portalach. Można powiedzieć, że środowisko "Gazety Polskiej" to około 200 tys. czytelników. Łatwo policzyć, że to około 2 proc. wszystkich biorących udział w wyborach. Dla partii, która chce zdobyć ponad 30 proc., to już 6 proc. jej wyborców. Nie do przecenienia jest też to, że czytelnicy "GP" to ludzie bardzo aktywni w swoich środowiskach, często mocno wpływający na opinię przyjaciół i znajomych. Większość z nich przeżyła przygodę działalności w antykomunistycznej opozycji, swoje poglądy wyrabiała na podstawie znajomości historii Polski i tradycji odziedziczonej po rodzicach, nierzadko żołnierzach AK, NSZ, WiN itp. Wśród nich jest wielu takich, którzy niezależność i wolność myślenia przypłacili w PRL więzieniem albo jakimś rodzajem wykluczenia już po 1989 r. Czytelnicy "GP" nie są wojskiem i choćbyśmy ich błagali, nie zrobią czegoś wbrew sobie. To raczej my musimy rozumieć, czego oni chcą.

Jeżeli więc czasem zdarza mi się występować w Państwa imieniu, to dlatego, że wydaje mi się, iż dobrze się znamy.

Gdybym dziś miał z całą wiedzą o czytelnikach "GP" postawić warunki kandydatom do najwyższych stanowisk, to sądzę, że brzmiałyby tak:

- Żadnych głębszych sojuszy z obozem postkomunistycznym. Szczególnie z politykami wywodzącymi się z komunistycznego reżimu. Współpraca z lewicą jest możliwa tylko wtedy, gdy wyrzeka się ona PRL-owskiej przeszłości;

- Żadnej taryfy ulgowej dla komunistycznych zbrodniarzy;

- Pełne zaangażowanie w odkłamywanie naszej historii, obrona IPN i możliwie szerokie otwarcie archiwów bezpieki;

- Walka o suwerenność Polski zarówno wobec zakusów Moskwy, jak i paneuropejskich zapędów do likwidowania państw narodowych;

- Budowanie sojuszu politycznego i wojskowego z USA, o ile nie zagraża to wyżej wymienionym celom;

- Przeciwstawianie się oligarchizacji życia politycznego, społecznego i gospodarczego oraz kulturalnego. Dopuszczenie jak najszerszej części społeczeństwa do możliwości rozwoju, dóbr gospodarczych i kultury;

- Opieka nad rodziną w jej tradycyjnym rozumieniu;

- Ochrona polskich tradycji, przyjęcie chrześcijaństwa jako podstawy naszej kultury;

- Walka z korupcją;

- Odrzucenie wszystkiego, co polskość kaleczy: pogardy dla innych narodów, religii i kultur.

Może niektóre z tych punktów należało by poszerzyć, inne są bardziej szczegółowe. W wielu sprawach spieraliśmy się, szczególnie jeżeli chodzi o gospodarkę - zawsze starałem się dopuszczać różne głosy, dając prywatnie fory konserwatystom.

Dziesięć wymienionych postulatów mocno rozpalało publicystykę gazety i definiuje to środowisko. Sądzę, że akurat ta problematyka jest bliska nie tylko naszym czytelnikom, ale ma też kluczowe znaczenie dla elektoratu PiS-u, mniejszych partii prawicowych i konserwatywnej części PO. Nie żądam więc gruszek na wierzbie, chcę tylko, by politycy robili to, czego od nich oczekują wyborcy. Ich liczba jest na tyle duża, że wystarczy nawet do wygrania wyborów prezydenckich.


Tomasz Sakiewicz