Antykomunizm 2010

Pojęcia "antykomunizm" czy "antykomunista" kojarzą się dzisiaj z działaczami ROP, KPN przełomu lat 80. i 90., "Solidarnością Walczącą", częścią dawnego PC. W tej optyce antykomuniści są widoczni jako grupa starych działaczy podziemia chodzących na coraz mniej liczne demonstracje, dobrze czująca się w swoim gronie. Ta grupa to bardzo często nasi czytelnicy i nierzadko zwolennicy PiS.

Tymczasem w ostatnich latach powstało zupełnie nowe zjawisko naturalnego antykomunizmu ogarniającego większość społeczeństwa. Nowi antykomuniści uważają formacje postpeerelowskie za czysty obciach i nie chcą mieć nic wspólnego z czymkolwiek, co zalatuje swądem dawnego systemu.

Obecnie stosunek większości Polaków do komunizmu jest taki jak Niemców do nazizmu. Tylko niewielka grupa Niemców pójdzie na demonstrację przeciwko nazistom, ale ponad 90 proc. nigdy nie zagłosuje na partię, która niedostatecznie mocno odcina się od hitlerowskiego systemu. Czy to oznacza, że Niemcy są antynazistami? Formalnie nie, w praktyce jednak - tak. Niemcy przeszli silny proces denazyfikacji i ich wysiłki fałszowania historii (poprzez przerzucanie winy choćby na Polaków) wynikają z tego, że nazizm jest uważany za coś okropnego.

Polacy nie mieli po 1989 r. ustawy dekomunizacyjnej podobnej do niemieckiej denazyfikacji. Jednak faktycznie proces dekomunizacji rozpoczął się w drugiej połowie lat 90. i trwa do dziś. Zmienia się świadomość młodych Polaków, którzy wprawdzie są zupełnie nieaktywni politycznie, ale PRL uważają za coś, co kojarzy się fatalnie. Skąd ta zmiana świadomości Polaków?

Sprawy Katynia, mordów na podziemiu niepodległościowym i istnienia cenzury wydawały się w 1989 r. oczywiste dla każdego dorosłego Polaka. To niestety był tylko miraż elitarnych środowisk obracających się w swoim własnym sosie. Jeżeli ktoś nie dostał odpowiedniego przekazu od rodziców, nie słuchał "Wolnej Europy" albo nie czytał bibuły, miał na ogół w tej sprawie w głowie czystą papkę. Sytuacja zmieniła się w momencie, gdy zbrodnie komunistyczne znalazły się w podręcznikach szkolnych. Dopiero wtedy wiedza o najnowszej historii stała się naprawdę powszechna. Przy całym moim krytycyzmie do systemu oświaty nie sposób nie zauważyć, że dzieci i młodzież mają szansę przeczytać, co się stało 17 września 1939 r., kto zabił polskich oficerów w Katyniu, a nawet - kto mordował księży pod koniec lat 80. Stosunek ucznia do takiej wiedzy pewnie jest taki sam jak do wkuwania wzorów matematycznych. Jednak w głowie dziecka ta wiedza staje się pewnikiem tej samej kategorii co dwa razy dwa. Mętna publicystyka "Gazety Wyborczej" nie jest w stanie tu niczego zmienić.

Drugim niezwykle ważnym wydarzeniem było utworzenie 10 lat temu IPN. Setki młodych historyków znalazło pracę i miało szansę na niezależne badania naukowe, w tym na publikacje książkowe niedostępne na uniwersytetach. Mozolna, ale zakrojona na ogromną skalę działalność edukacyjna i badawcza zaczyna właśnie przynosić trwałe rezultaty.

Kolejnym ważnym, mało docenianym wydarzeniem było odsunięcie w 2004 r. od TVP postkomunistów. Nowy prezes TVP Jan Dworak pozwolił na robienie innej publicystyki niż do tej pory. Pojawiła się wtedy m.in. "Misja Specjalna". Jeszcze szerzej drzwi otworzył Bronisław Wildstein, a mimo jego odwołania linię tę, choć już z pewnymi wyjątkami (przyjęcie Tomasza Lisa), kontynuowano za czasów Andrzeja Urbańskiego. Jego następca Piotr Farfał wprawdzie wyrzucił z przyczyn politycznych wielu dziennikarzy, ale programy historyczne dalej realizował. Ta linia TVP, początkowo wspierana przez obecny zarząd, zaowocowała emisją filmu "Towarzysz Generał". Dopiero po nim zaczęły się zmiany w mediach publicznych, które mają doprowadzić do wyczyszczenia ich z nurtu jawnie dekomunizacyjnego. Jednak sześć lat działalności TVP wspieranej przez niektóre media prywatne: "Gazetę Polską", "Rzeczpospolitą" i przez kilka ostatnich lat tygodnik "Wprost" oraz wiele mniejszych doprowadziły do realnej zmiany stanu umysłów Polaków. Okres intensywnej aktywności historyków i dziennikarzy zbuntowanych przeciwko utrzymywaniu Polaków w kłamstwie przypadł na czas ekspansji internetu. Tu o cenzurę było najtrudniej. Choć w sprawach lustracyjnych media katolickie nie zawsze potrafiły stanąć na wysokości zadania, włączyły się stanowczo w nurt popularyzacji historii Polski. Ze szczelnego konglomeratu medialnego lat 90., którego ojcem ideowym był Adam Michnik, pozostała już dziś tylko tracąca siły "Gazeta Wyborcza". Potępienie dla komunizmu stało się w większości mediów dzisiaj powszechne. Nie należy tego oczywiście kojarzyć z poparciem dla PiS. Dzisiaj młodzi dziennikarze nie chcą mieć nic wspólnego z PRL-owską przeszłością, i o ile nie muszą inaczej, przedstawiają ją we właściwym świetle. Dla milionów młodych wyborców problem komunizmu przestał istnieć, ponieważ system ten jest już potępiony. Nigdy jednak nie zagłosują na kogoś, kto chciałby dzisiaj odwracać koło historii. Nie dziwię się Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, który chciałby dogadywać się z antykomunistami. Dziwię się jednak partiom prawicowym, które nie widzą zmiany nastrojów społecznych. To tak, jakby w lecie w 1945 r. zmęczeni wojną żołnierze amerykańscy chcieli odpocząć sobie w centrum Hiroszimy.


Tomasz Sakiewicz