Iluminacja abp. Życińskiego


Z dużym zainteresowaniem wysłuchałem wypowiedzi abp. lubelskiego Józefa Życińskiego na temat roli krzyża w życiu publicznym. Komentując ostatni spór o upamiętnienie ofiar katastrofy pod Smoleńskiem, stwierdził, że krzyża nie wolno przemalowywać na biało-czerwono. Pomijam fakt, że w wypowiedzi arcybiskupa nie znalazło się żadne odniesienie do pomysłów prezentacji krzyża np. z puszek piwa Lech i wielu innych celowo obrażających katolików gestów. Mam wrażenie, że wykład biskupa lubelskiego tym razem wcale nie był doraźną oceną konkretnego wydarzenia, lecz włączeniem się w dyskusję na temat roli religii w sferze publicznej.

Od kilku wieków lansowana jest tendencja, by w imię świeckości państwa wypreparować ideologię chrześcijańską z życia społecznego i pozostawić jej obszar zamknięty murami Kościoła. Wszystko, co tu piszę, mnie samego wprawia w konsternację, bo jestem ostatnim, który powinien pouczać jakiegokolwiek biskupa. Sądzę jednak, że akurat ten, znany z tolerancji, mi to wybaczy.

Po wypowiedzi abp. Życińskiego zwolennicy poglądu o konieczności separacji religii z życia publicznego zyskali bardzo silne wsparcie dla tego sposobu myślenia. Polska konstytucja przewiduje wzajemną neutralność Kościoła i państwa. Powszechnie rozumiano przez to, że państwo nie ma wpływu na obsadę stanowisk kościelnych, a Kościół nie wyznacza stanowisk państwowych. Jest to zresztą zgodne z obowiązującym kodeksem kanonicznym. Jednak to nie oznacza, że Kościół, pojmowany zarówno jako urząd nauczycielski, jak i zgromadzenie wiernych, nie wpływa na losy państwa. Przykładem złego rozumienia tych relacji jest żądanie dymisji Elżbiety Radziszewskiej za to, że przedstawiła przepisy prawne do konsultacji kompetentnym osobom w Kościele. Można je konsultować z górnikami, lekarzami, a nie można z księżmi? Pomijam to, że istnieje wiele zapisów interesujących wprost duchowieństwo, np. leczenie czy sprawy emerytalne. Ale są też przepisy, w których Kościół jest wyrazicielem opinii ludzi wierzących w dużo większym stopniu niż jakakolwiek inna instytucja. Nie twierdzę, że zawsze i w każdej sprawie opinia duchowieństwa i grup wyznaniowych musi mieć moc sprawczą, ale nieuwzględnianie jej w ogóle jest oczywistym lekceważeniem zasad demokratycznych i normalnego współżycia społecznego. Symbolem zaangażowania chrześcijaństwa w przestrzeń publiczną są właśnie krzyże. To rodzaj wypowiedzi ludzi wierzących wobec otaczającego świata. W podobnie czytelny sposób wypowiadają się też inne religie. Jednak nie można dzisiaj traktować chrześcijaństwa w Polsce jak nowej religii będącej wysepką w morzu innowierców i ateistów. Szczególna rola religii Chrystusa polega na tym, że zorganizowała ona nasze życie społeczne, kulturalne i państwowe. Nie da się dyskutować o kodeksie karnym, cywilnym czy rodzinnym bez uwzględnienia ponadtysiącletniej tradycji przenikania się zasad płynących z tej nauki. Czym kierujemy się, wspierając monogamię w rodzinach albo chroniąc życie ludzkie? Dlaczego w ślad za Spartanami nie strącamy w przepaść chorych dzieci, a potrzebującym udzielamy pomocy, w którą angażujemy państwo? Skąd bierze się nasz szacunek do ludzi starszych? Mało jest istotnych miejsc naszego życia, w które by nie wpisano chrześcijańskich wzorców. Nie zawsze wiąże się to z życiem pobożnym. System proponowany przez kulturę chrześcijańską dobrze funkcjonował i chronił nas od nieszczęść, które wykwitały tam, gdzie eksperymentowano z ideologiami totalnymi: szczególnie komunizmem i nazizmem. Krzyż stał się więc też rodzajem wypowiedzi ludzi, którzy chcą, by tradycyjny system pozostał podstawą rozwiązań społecznych. Zarówno głęboko wierzący, jak i ci, którym wiara nie została dana, ale uznawali jej ogromną wartość, spotykają się dzisiaj pod tym samym krzyżem.

Od XVIII wieku w Europie tworzą się prądy i ośrodki proponujące, by tradycyjny system zastąpić nowymi wzorami. Chcą narzucić wartości podyktowane potrzebami jednostek, czasem grup społecznych. Twórcy nowych systemów, doznający iluminacji na temat ostatecznej roli człowieka w tworzeniu praw moralnych, sprowokowali już kilka krwawych rewolucji, których jednym z celów była jak najdalej idąca eliminacja religii z życia społeczeństw.

Awantura o krzyż na Krakowskim Przedmieściu przestała mieć wyłącznie charakter gorącej debaty o uczczeniu poległych w Smoleńsku. Ma dziś zupełnie nową treść. Rozumiem sytuację wielu duchownych, którzy nie zorientowali się, co się tu naprawdę święci (albo raczej diabli). Trudno zrozumieć jednak biskupa, który szermuje argumentami typowymi dla oświeconych.


Tomasz Sakiewicz