Henryka spod krzyża


Czy włączając telewizję, nie mają państwo uczucia duszności? Mnie przechodzi to już w fazę wymiotną. Nie ma kretynizmu, którego nie próbują nam wcisnąć na ekranie. Bzdury powtarzane przez celebrytów, podpierane kłamstwami wynajętych autorytetów i uwiarygodniane przez dyżurnych ekspertów, rozlewają się bardziej niż wszystkie cztery fale potopu. Niemal każda informacja podawana jest w tej samej konwencji: dobra, walcząca z przeciwnościami władza i skłócona, nieobliczalna opozycja. Ja to już wszystko kiedyś przeżyłem. Widziałem też, jak ludzie "dobrą władzę" pogonili.

Skala cenzury i represji wobec innowierców zaczyna zdumiewać nawet kogoś tak nieokrzesanego jak niżej podpisany. Ostatnio napiętnowana została Janina Jankowska. Ta sama Jankowska, jeszcze niedawno chwalona za potępienie Jerzego Targalskiego, który twardą ręką dokonywał zmian w Polskim Radiu. Pani Janina okazała się też PiS-owskim dziennikarzem. Może za to nawet stracić prawo do wykładania w prywatnej szkole. Oczywiście Jankowska jest tyleż osobą PiS-owską, co zwolenniczką partii zielonych. Nie znam jej poglądów politycznych, ale pewne jest jedno: zamiast powtarzać kłamstwa TVN i "Gazety Wyborczej", mówi, co myśli. W moim emitowanym jeszcze programie w "Trójce" zwróciła uwagę, że niejaka pani Henryka Krzywonos to wcale nie druga Anna Walentynowicz. Chwilę później obejrzałem na Niezaleznej.pl wywiad z Anną Walentynowicz, która kazała pani Krzywonos przyznać się do kłamstwa w sprawie rzekomych zasług w zatrzymaniu strajkujących w stoczni. Ten wywiad powinien zostać wyemitowany we wszystkich telewizjach. Ludzie mają prawo zobaczyć, jaki kit nam serwowano przez ostatnie dni. Oczywiście w mediach zamiast historycznego dokumentu mamy historiozoficzne peany na temat byłej działaczki Unii Wolności, czyli pani Krzywonos. W jednej z telewizyjnych stacji próbowano wręcz nazwać ją suwnicową (suwnicową w Stoczni była Walentynowicz). I żeby nie było już wątpliwości, najnowsza okładka "Wprost", kierowanego przez Tomasza Lisa, bez ogródek oddaje rolę Walentynowicz mitomance używanej dzisiaj do zwalczania opozycji. Nie wiem, jaka była rzeczywista rola pani Krzywonos, z całą pewnością nie ona zachęciła strajkujących do zostania w stoczni i to nie ona pierwsza zatrzymała w Trójmieście komunikację. Czy kłamcy nie boją się, że to wszystko kiedyś wyjdzie na wierzch? Boją się, dlatego muszą tępić każdego, kto kłamstwo może zdemaskować.

Dzisiaj jednak kłamstwo służy nie tylko ustalaniu historycznych zasług. Spełnia rolę dużo ważniejszą. Ma utwierdzać system polityczny, którego ważnym regulatorem są ościenne mocarstwa. Rafał Ziemkiewicz podzielił scenę polityczną na PiS-owską sektę i mafijną Platformę. Ja mam inne skojarzenia. Zwolennicy PiS-u to zwolennicy insurekcji, wyklęci w swoich środowiskach, otoczeni przez medialne hufce zawodowych kłamców. Dlatego potrzebują zdecydowanego wodza. Zwolennicy PO nie są zwolennikami mafii. O jej istnieniu nawet nie mają pojęcia. Zresztą niejedna solidna mafia za takie porównanie by się obraziła. Jakiekolwiek kaprawe towarzystwo łączyłoby sycylijskie organizacje przestępcze, to jednak działały one samodzielnie, bez oglądania się na inne mafijne rodziny. Mafia platformiana żadnej samodzielności nie potrzebuje. Wystarczy, że ktoś zaoferuje za jej usługi odpowiednią cenę. Tą ceną jest dzisiaj władza i bezkarność. Nie da się tego wszystkiego utrzymać bez totalnego kłamstwa. Każdy, kto przejrzy na oczy, od razu skończy jako PiS-owiec. Spotkało to Jankowską, spotka ostatecznie Ziemkiewicza. Dystans nikogo tu nie uratuje. Tak będzie się działo do czasu, aż obecna władza pójdzie tam, gdzie jej protoplaści, czyli w diabły. Na wszelki wypadek zapamiętajmy, kto co dzisiaj robił i mówił, bo przy następnym zakręcie historii może się okazać, że rzecznikiem prasowym Jarosława Kaczyńskiego był Tomasz Lis, a Henryka Krzywonos to jedyna obrończyni krzyża na Krakowskim Przedmieściu.

Tomasz Sakiewicz