Węgierski scenariusz


Scenariusz dla rządu Donalda Tuska jest obecnie fatalny. Gwałtownie drożeje żywność, Władimir Putin przystąpił do montowania własnego bloku politycznego w Polsce w oparciu o prezydenta Bronisława Komorowskiego, oligarchowie są wściekli na próbę zabrania im pieniędzy z OFE. To natychmiast przekłada się na odpływ poparcia w mainstreamie dziennikarskim. Donald Tusk rzeczywiście nie ma swoich mediów. Nie jest w stanie opanować też całej TVP, mimo koalicji w tej sprawie z postkomunistami. Media, które strzepywały pył z butów premiera, teraz go kopią i wyśmiewają. Łaska (Putina) mainstreamu jeździ na pstrym koniu.
Niezadowolenie społeczne dochodzi do zenitu, a zbliża się właśnie 10 kwietnia, kiedy to ludzie w sposób naturalny wyjdą na ulicę. Jeżeli Tusk będzie przeszkadzał w niezależnych obchodach, zrobi sobie polski dzień gniewu. Protesty pod rosyjską ambasadą i pod pałacem prezydenckim uderzą zarówno w rząd, jak i w Komorowskiego. Społeczeństwo będzie w innym miejscu niż władza. Nie wierzę, że Tuskowi w znacznym stopniu pomoże polska prezydencja w UE. Polityka zagraniczna zawsze miała mniejszy wpływ na poparcie rządu niż wydarzenia w kraju. Co z tego wszystkiego wynika? Donald Tusk straci władzę najpóźniej jesienią, chyba że przerażeni koledzy zrobią wcześniej rząd techniczny, być może z kimś takim jak Jerzy Buzek. Były premier płynnie zamieniłby wtedy tekę przewodniczącego Parlamentu Europejskiego na szefa rządu - w czasie naszej prezydencji. Ale to wszystko są zabiegi kosmetyczne. Czeka nas potężny wstrząs polityczny z drastycznym spadkiem notowań PO, i jeżeli PSL będzie dalej kojarzony z rządem, to również z malejącym poparciem ludowców. Władza, przy rosnącej społecznej niechęci i braku medialnego parasola, zostanie po prostu rozjechana. Tego procesu zatrzymać się już nie da.
PiS ma szansę uzyskać wtedy poparcie 6-7 mln wyborców, tyle już udawało mu się osiągnąć w poprzednich wyborach. Przy frekwencji nieprzekraczającej 50 proc. może to oznaczać samodzielne rządy.
Jeżeli zdobędzie poniżej 40 proc. głosów, zostanie wtedy, przy udziale prezydenta, utworzona koalicja wszyscy przeciw PiS. Oznaczałoby to chwiejny, skłócony rząd, który najdalej za dwa lata odda całą władzę, tak jak to było na Węgrzech. Tak czy inaczej, PiS o koalicjantów martwić się na razie nie musi.
Musi się natomiast martwić o własny elektorat i ewentualne obrzeża. Dla ok. 8 mln Polaków sprawa katastrofy smoleńskiej jest na tyle ważna, że determinuje ich głosowanie. Tylko niewielka część tej grupy jest niechętna PiS. Drugą sprawą, która w tym elektoracie powoduje wrzenie, jest poziom życia. Święty spokój, europejskość, poparcie mediów ma tu niewielkie znaczenie. PiS musi więc odwoływać się do dwóch problemów: do wyjaśnienia tragedii smoleńskiej wraz ze stawianiem problemu suwerenności państwa i do tego, jak zapobiec ubożeniu ludzi. To dzisiaj naprawdę wystarczy, by wygrać wybory, a poza tym motywuje rządzących do zajmowania się sprawą.
Politycy tej formacji muszą być jednak uczuleni na próby wewnętrznego skłócenia zarówno w samej partii, jak i w środowiskach im sprzyjających, a przynajmniej w tych jeszcze nie wrogich. Ostatnio dowiedziałem się, że przygotowujemy jakiś paszkwil na znanego polityka z prawej strony. To oczywiście kompletna bzdura, ale bardzo szkodliwa, bo tworzy ferment.
Takich prób mieszania w tym kotle będzie więcej. My robimy swoje. Dla nas najważniejsze pozostaje wyjaśnienie tragedii z 10 kwietnia i nie angażujemy się w żadne partyjne rozróby. Czasem je opisujemy, ale to już inna sprawa. Nasi czytelnicy to w większości zwolennicy PiS, choć oczywiście są też zwolennicy mniejszych partii prawicowych. Łączy nas chęć mówienia prawdy, szczególnie tej zakazanej, i dobro Polski.
Będą Państwo świadkami nawracania się dziennikarzy i powstawania mediów, które zaczynają mówić to samo, co "Gazeta Polska". Ten proces jest w zasadzie naturalny. Proszę jednak pamiętać, że my żadnego zwrotu nie musieliśmy robić i nie narażamy Państwa na to, że przy następnym zakręcie go zrobimy. Dlatego neofici nie lubią nas najbardziej. Uwieramy jak sumienie w grzesznym ciele.


Tomasz Sakiewicz