Taśmy Arłukowicza


Życiem politycznym wstrząsnęła informacja o przejściu Bartosza Arłukowicza do Platformy Obywatelskiej. Pojawiły się przy tym niesprawiedliwe, jakże szkalujące kierownictwo PO i samego posła przypuszczenia, że mogło przy tym dojść do korupcji politycznej. Zbieżność wydarzeń z werbowaniem niegdyś posłów Samoobrony niestety została wykorzystana przez politycznych frustratów, awanturników i oczywiście "Gazetę Polską".
Dziś musimy się uderzyć w piersi. Okazuje się, że spotkanie w sprawie zmiany partyjnych barw posła Arłukowicza zostało nagrane na taśmę, a ściślej mówiąc, utrwalone na cyfrowym dyktafonie.
Najpierw należy wyjaśnić, że nic tu w tajemnicy przed nikim nie nagrywano. Donald Tusk i Bartosz Arłukowicz umówili się, że dla pełnej klarowności sytuacji wszystko zostanie zapisane. Tylko przypadek zrządził, że zapomnieli zabrać z sejmowej restauracji dyktafonu, a przebrana za strażniczkę sejmową dziennikarka "GP" ów dyktafon wyniosła.
Przedstawiamy najistotniejsze fragmenty tego historycznego nagrania:
Arłukowicz: Cześć Donek...
Tusk: Cześć Bartosz...
A.: Przyniosłeś dyktafon...
T.: Tak jak się umówiliśmy, wszystko musi być klarowne i przejrzyste.
A.: Co pijemy?
T.: Oczywiście wodę.
A.: Muszę ci powiedzieć, że odetchnąłem, kiedy okazało się, że Miro, Zbycho i Rycho są niewinni.
T.: Mówiłem ci, że tak będzie, ale cieszy mnie, że to sprawdziłeś. Oni już dawno zaczęli pracować dla Polski i widzisz, że ta praca jest ciężka i niewolna od podejrzeń. Sam chyba miałeś tu wiele wątpliwości...
A.: Słyszę ten wyrzut w twoim głosie. Chyba rozumiesz mnie, że po tym, co ujawniono w mediach, musiałem sprawdzić, jak jest naprawdę.
T.: No pewnie i teraz wiesz, jak bardzo skrzywdzono tych uczciwych ludzi. Ale media muszą być wolne i nigdy bym nie ingerował w to, co przekazują... Tylko szkoda tego straconego czasu. Ile mogliby zrobić dobrego...
A.: Właśnie o tym chciałem z tobą porozmawiać. Muszę jakoś dobru publicznemu zadośćuczynić ten stracony czas.
T.: Co proponujesz?
A.: Chcę zostać szeregowym członkiem PO, będę tu pokutował i ciężko pracował dla kraju, bez stanowiska i pieniędzy. Mogę nawet złożyć mandat poselski.
T.: Nie rób tego, przecież twój mandat może dostać ktoś nieodpowiedni, ktoś, kto nie rozumie, ile robimy dobrego.
A.: Jeżeli tak, to zachowam mandat. Ale stanowisk żadnych nie chcę...
T.: Musisz bardziej myśleć o kraju. Zobacz, ile mógłbyś zrobić w moim rządzie.
A.: Zrozum mnie, ja nie chcę robić nic dla własnej korzyści.
T.: Rozumiem i właśnie dla dobra kraju musisz przyjąć stanowisko rządowe.
A.: A co się stanie, jeżeli komuś niegodziwemu przyjdzie do głowy, że tu było jakieś przekupstwo?
T.: Czy Mira nie posądzano, a Zbycho nie najadł się wstydu, a jak miał pod górę Rycho, Grzesio i wielu innych. Praca dla kraju nie zawsze oznacza splendor. Przyjmij to cierpienie i noś je z dumą.
A.: Dla dobra kraju - niech dzieje się wola twoja. Donek, tyś mi jak brat.
T.: Wszyscy w naszej partii jesteśmy braćmi, witaj w naszej rodzinie.
(...)
Słychać popijanie wody, a następnie uroczysty śpiew: "Oda do Radości" na dwa głosy.
No i co, łyso wam, intryganci?



Tomasz Sakiewicz