Wróg ludu

Czy tu mieszka drugi naród

Czy nie mają Państwo czasem wrażenia, że wśród Polaków zamieszkał zupełnie inny naród, trochę do nas podobny, a tak naprawdę kompletnie inny? Nie chodzi mi ani o mało liczne u nas mniejszości, ani też o jakieś środowiskowe czy regionalne odrębności. Chodzi o to, że w tych samych miejscach żyją ludzie, którzy duchowo i mentalnie są zupełnie różni. Te różnice mają tę wspólną cechę, że wszystkich obywateli naszego kraju można podzielić na dwie odrębne nacje. Jednych scharakteryzuję jako Polaków tradycyjnych, drugich jako Polaków nowych. To, że nowi Polacy i Polacy tradycyjni głosują nieco inaczej, jest oczywiste. Jednak wybór polityczny nie może być najważniejszym kryterium oceny różnic. Głosowanie jest tu jedynie skutkiem, widocznym efektem głębokich podziałów.

Czym charakteryzuje się Polak tradycyjny? Przede wszystkim przywiązaniem do swojej kultury, uczuciem darzący własny naród i szacunkiem do Kościoła. Wśród tradycyjnych Polaków są katolicy, innowiercy, a nawet wyznający zupełnie inne religie. Zdarzają się i niewierzący. Jednak bez względu na to, czy któremuś z nich Stwórca dał wiarę, czy nie, do głowy nie przyszłoby im drwić z krzyża i przeszkadzać modlącym się. Wręcz przeciwnie, widok krzyża i trwających na modlitwie wzbudza w nich stosowny respekt. Tradycyjny Polak widzi ogromne zalety swojego narodu, piętnując jednocześnie jego wady. Jest przyzwyczajony do tego, że Polska nakłada na niego obowiązki, które należy wykonywać nawet wtedy, kiedy nie motywuje go ani nagroda, ani kara. Tradycyjny Polak robi pewne rzeczy z głębokim przekonaniem, że są dobre, i powstrzymuje się od innych, bo wie, że są one okropne. Kiedy przekracza te normy, ma poczucie winy.

Nowy Polak poczucia winy nie ma. Obowiązki wyznacza mu interes. Nie widzi niczego zdrożnego w drwieniu z uczuć ludzi wierzących, chyba że za owe drwiny spotka go solidna kara. Nowy Polak w zasadzie zalet narodu swojego nie dostrzega, a wady naszej społeczności zachęcają go, by o polskości mówić wyłącznie z niechęcią. Nowy Polak nie chce być Polakiem w ogóle. Polska jest dla niego dobra tylko wtedy, gdy staje się trampoliną do osiągania celów. Postrzega on naród, zarówno ten tradycyjny, jak i nowy, jakby był kimś spoza tej przestrzeni, a sobie podobnych szuka jedynie dla usprawiedliwienia tej postawy. Kiedy widzi upokarzanie swojego kraju, upewnia się, że od upokarzanych trzeba się trzymać jak najdalej. W tym wypadku nawet dalekosiężnie pojmowany interes nie zmusi go do współpracy.

Obydwa narody wytworzyły już własny system norm. Szkoda czasu na pretensje do kogoś, kto gardzi patriotyzmem i zżyma się na wierzących. Można mu jedynie zabronić prezentowania takiej postawy, przynajmniej wtedy, gdy swoim zachowaniem robi przykrość innym ludziom. By jednak czegoś zabronić, trzeba mieć aparat państwa. Mam nieodparte wrażenie, że ten aparat opanowali Polacy nowi. Teraz to oni nam narzucają swoje normy i karzą nas za to, że jesteśmy sobą. Robimy im przykrość przez sam fakt swojego istnienia. Jest ich niestety dużo. Cała nadzieja w tym, że niektórzy z nich po prostu się pogubili. Na nasze szczęście nie są oni zdolni do jakichkolwiek poświęceń. Nowy Polak widząc siłę, może nawet zostać patriotą.

Tomasz Sakiewicz