Ze wzgórza pod Krakowem

Spór o intronizację

Problemy w Kościele polskim lepiej rozwiązywać poprzez dialog niż za pomocą sankcji karnych

2 marca br. władze archidiecezji krakowskiej na swoich stronach internetowych zamieściły urzędowy dokument, noszący tytuł "Komunikat Kurii Krakowskiej w sprawie działalności ks. dr. hab. Piotra Natanka". Informuje on o sankcjach dyscyplinarnych nałożonych na owego kapłana, który jest historykiem i pracownikiem Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie. Sankcje są surowe, wśród nich jest m.in. cofnięcie zgody na prowadzenie pracy naukowej na uczelniach katolickich, a także "na publiczne wystąpienia, publikowanie tekstów, rozprowadzanie własnych publikacji (w tym także nagrań wideo i audio) oraz udostępnianie ich do rozprowadzania przez inne osoby". W komunikacie czytamy także, że metropolita krakowski polecił "zamknięcie prowadzonych przez ks. Piotra Natanka, lub za jego zgodą przez inne osoby, stron internetowych ze szkodliwymi treściami oraz doprowadzenie do wycofania wszystkich materiałów, które już są udostępnione w internecie przez wyraźne wycofanie zgody na ich upublicznianie". Jednak komunikat, którego autorem jest ks. kanclerz Piotr Majer, ani jednym słowem nie wyjaśnia, o jaki rodzaj działalności ks. Natanka chodzi oraz co jest bezpośrednią przyczyną konfliktu. Jest to niestety typowe urzędnicze omijanie istoty sprawy. O co więc w tym wszystkim chodzi?

Ks. Piotr Natanek urodził się w tych samych stronach co Rozalia Celakówna, polska mistyczka, która przez wiele lat doznała wielu wizji. Miał się jej ukazywać sam Chrystus, który domagał się od niej, by wpłynęła na władze państwowe, by przeprowadziły intronizację Najświętszego Serca Jezusowego i uznały Go jako Króla i Pana w Polsce. Ta intronizacja miała uratować od zagłady zarówno nasz kraj, jak i wszystkie inne państwa, które poszłyby za przykładem Polski. Jedna z wizji głosiła: "Ostoją się tylko te państwa, w których będzie Chrystus królował. Jeżeli chcecie ratować świat, trzeba przeprowadzić Intronizację Najświętszego Serca Jezusowego we wszystkich państwach i narodach na całym świecie. Tu i jedynie tu jest ratunek. Które państwa i narody jej nie przyjmą i nie poddadzą się pod panowanie słodkiej miłości Jezusowej, zginą bezpowrotnie z powierzchni ziemi i już nigdy nie powstaną". Do wizji tych wielu teologów jest nastawionych bardzo sceptycznie. Niemniej jednak po śmierci Celakównej, która zmarła w 1944 r., jej kult mocno się rozwinął, a jej grób w Krakowie stał się miejscem pielgrzymek. W 1996 r. rozpoczął się proces beatyfikacyjny mistyczki, a w 2007 r. akta trafiły do Watykanu.

Ks. Natanek, przejęty wizjami swojej rodaczki, zaczął propagować jej kult. Głosił kazania po całej Polsce, odpowiadając na zaproszenia wielu proboszczów, którzy go popierali. Słuchałem w internecie kilku jego homilii. Mnie one nie odpowiadały ze względu na ich formę, ale doceniałem gorliwość duszpasterską kaznodziei. Jeśli chodzi o treść, też budziły wiele wątpliwości, bo uważam - jak wiele innych osób, - że intronizacja Chrystusa powinna być aktem indywidualnym, a nie urzędowym, np. poprzez głosowanie w Sejmie. Czy można bowiem dopuścić do takiej sytuacji, że o intronizacji będą decydować ateiści i lewacy, których wśród posłów nie brakuje? Równocześnie zaskoczyła mnie krytyka niektórych postaci historycznych, np. marszałka Józefa Piłsudskiego. Kropką nad "i" w całej tej sprawie stał się list otwarty ks. Natanka skierowany 13 lutego br. do biskupów polskich, prezydenta i premiera zatytułowany "Przebudźcie się i podejmijcie dziejowe wyzwanie". List ten zawiera m.in. następujące wezwanie: "Przestańcie służyć dwóm bogom. W imieniu Boga proszę Was, którzy macie coś jeszcze do powiedzenia na polu podejmowania jakichkolwiek decyzji, zastanówcie się, gdyż macie jeszcze czas do naprawienia sytuacji politycznej, gospodarczej, społecznej i w wymiarze duchowym, tej ziemi, polskiej ziemi". List podpisało prawie dwa tysiące osób świeckich.

Wymieniony komunikat kurialny niczego nie rozwiązał, a konflikt ze zwolennikami intronizacji jeszcze bardziej się zaognił. Trzeba też dodać, że z powodu sporów o intronizację zakon jezuitów usunął ze swoich szeregów ks. Tadeusza Kiersztyna, też gorliwego kapłana, który od lat stara się wprowadzać w życie ideały Celakówny. Do rozwiązania nabrzmiałej sytuacji trzeba więc tym bardziej dialogu, a nie urzędniczych dekretów.

Na koniec muszę wyrazić dezaprobatę dla stwierdzenia, które znalazło się w tekście Marcina Wolskiego w ostatniej "GP". Napisał on "pragnę zauważyć, że rzeź w Rwandzie była normalną wojną domową, opartą na waśniach etnicznych, jakich w XX w. nie brakowało. (Choćby rzezie wołyńskie!)". Nie wiem, co autor miał na myśli, pisząc o Rwandzie, ale określenie "rzezie wołyńskie" jest fałszywym eufemizmem, lansowanym głównie przez neobanderowców i "Gazetę Wyborczą". Wydarzenia zaś na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej były odgórnie sterowanym przez dowództwo UPA ludobójstwem, takim samym jak Zagłada Żydów czy Zbrodnia Katyńska.

Zapraszam na promocje mojej najnowszej książki. 18 bm. o g. 16 w Miejskiej Bibliotece przy ul. Sobieskiego 1 w Bytomiu, 19 bm. o g. 18 w restauracji "Amaro" w Orzesze, 21 bm. o g. 16 w Towarzystwie "Sokół" przy ul. Piłsudskiego 27 w Krakowie, 23 bm. o g. 15 w auli Wydziału Prawa Uniwersytetu Gdańskiego, 24 bm. na Uniwersytecie Trzeciego Wieku w Malborku, 25 bm. o g. 18 w Bibliotece Publicznej przy ul. Wolności 2 w Ostrowie Wlkp.


ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski