Ze wzgórza pod Krakowem

Trzeba mieć honor


Wypowiedzi bp. Tadeusza Pieronka i ks. Kazimierza Sowy pokazują, jak bardzo poprawność polityczna zagnieździła się w Kościele

Hillary Clinton czasami przypomina Robocopa z amerykańskiego filmu. Wyćwiczone gesty, lodowate oczy i oczywiście zero ciepłych uczuć. Widać to było szczególnie w czasie jej niedawnej wizyty w Krakowie. Niektórzy spodziewali się, że uczucia te jednak nasz gość okaże, choćby poprzez odwiedzenie grobu Tadeusza Kościuszki, który przecież za wolność Ameryki walczył, lub poprzez złożenie wieńca na sarkofagu Lecha Kaczyńskiego, wiernego sojusznik USA. Niestety, Clinton na taki gest się nie zdobyła. Cała sprawa została zbyła króciutkim postojem po Krzyżem Katyńskim. Co więcej, na spotkanie z rodzinami poległych pod Smoleńskiem nie zaproszono ani rodziny śp. Janusza Kurtyki, ani bliskich śp. Zbigniewa Wassermanna, choć to rodziny krakowskie. Nie zaproszono także - co szokuje jeszcze bardziej - nikogo z krewnych śp. Pary Prezydenckiej. No cóż, wdzięczność nie jest typową cechą amerykańską. Poza tym nie wszyscy wielcy politycy chcą pamiętać, że kiedyś będą oceniani przez historię nie tylko za skuteczność, lecz także za to, czy postępowali z honorem.
Innym wydarzeniami w Krakowie, niestety też niehonorowymi, były wypowiedzi dwóch duchownych: bp. Tadeusza Pieronka i ks. Kazimierza Sowy. Pierwszy z nich nie jest biskupem krakowski, choć od lat mieszka na Wawelu. Swego czasu został posłany do robotniczego Zagłębia, ale praktycznie nigdy tam posługi duszpasterskiej nie podjął. Za niskie progi na tak ważne nogi. W 1998 r. sam przerwał tę fikcję i złożył rezygnację z funkcji sosnowieckiego biskupa pomocniczego. Pozostał biskupem "bez ziemi", co jest unikatem w polskim Kościele. Od lat jest ściśle związany Unią Wolności i "Gazetą Wyborczą". Jego krzyż biskupi jest listkiem figowym dla tych środowisk. Niedawno głosił laudację na cześć Władysława Bartoszewskiego, który został człowiekiem roku tejże gazety. Trudno o bardziej upolitycznioną postać. Tenże biskup na łamach "Rzeczypospolitej"w wywiadzie pod znamiennym tytułem "Księży agitatorów trzeba dyscyplinować"nie tylko dał upust swojej ideologii, ale i przekonywał, aby duchownymi, którzy mają inne poglądy, zajęli się zarówno biskupi, jak i państwo. Przypominają się lata 50., kiedy to tzw. księża-patrioci współpracujący z władzami państwowymi tępili "reakcyjny kler"i "agitatorów w sutannach". Tajemnicą poliszynela jest fakt, że owa wściekłość Pieronka wynika z tego, iż pięciu księży profesorów Papieskiej Akademii Teologicznej (dziś uniwersytetu), której on był rektorem, wstąpiło do komitetu poparcia Jarosława Kaczyńskiego. I jak teraz "postępowy"hierarcha może pokazać się na swoich ukochanych salonach? Wypowiedzi biskupa są może groteskowe, ale trzeba uważnie śledzić, co teraz będzie się działo, bo sankcje mogą rzeczywiście dotknąć niepokornych duchownych.
Drugi z duchownych, ks. Kazimierz Sowa, kapłan archidiecezji krakowskiej, a zarazem szef niszowej TVN Religia, był łaskaw udzielić wywiadu, którego stenogram zamieszczono w internecie pod tytułem "Krzyż przy Pałacu Prezydenckim to zły pomysł". Wywiad jest pełen umizgów do poprawnych politycznie środowisk, co w wypadku owego duchownego akurat nie dziwi. Jeżeli jednak coś naprawdę szokuje, to wypowiedzi negujące obecności krzyża na Krakowski Przedmieściu. Ks. Sowa nie jest ani stałym mieszkańcem Warszawy, ani nie pełni żadnych funkcji w tamtejszej archidiecezji. Powinien więc pozostawić tę sprawę stołecznym władzom świeckim i kościelnym. Poza tym kapłan niezależnie od poglądów politycznych jest świadkiem Krzyża Chrystusowego i dlatego też swoimi wypowiedziami nie powinien gorszyć maluczkich. Nawet wtedy, gdy jemu jako bywalcowi salonów na maluczkich po prostu może nie zależeć.
Na szczęście pod Wawelem miały miejsce także honorowe wydarzenia. Do takich należy rezolucja rady miasta, skierowana do radnych zaprzyjaźnionego Lwowa, sprzeciwiająca się gloryfikacji Bandery i zbrodniarzy z UPA. Tylko dwóch radnych (z PO) głosowało przeciw. W rezolucji, która powstała w dużej mierze dzięki inspiracji Mirosława Gilarskiego, czytamy m.in.: "We współczesnym świecie nie ma zgody na akceptację ideologii, które usprawiedliwiają ludobójstwo, a żaden naród nie ma prawa budować swojej tożsamości na krwi i cierpieniach bezbronnej ludności cywilnej.
Odezwę tę kierujemy z ufnością, wierząc, że mądrość naszych przyjaciół ze Lwowa pozwoli oddzielić to, co chwalebne i godne pamięci w historii zmagań o niezależną państwowość ukraińską, od tego, co poprzez swoją niegodziwość buduje pomiędzy naszymi narodami otchłań wrogości".
W podobny sposób w tym samy czasie wypowiedział się Sejmik Lubelski, który po Dolnośląskim, Opolskim, Podkarpackim i Lubuskim jest piątym, który potępił ludobójstwo na Kresach.
Niezwykle udanymi wydarzeniami z ostatnich tygodni był cykl spotkań i uroczystości kresowych, które rozpoczęła sesja naukowawe Wschowie pod patronatem burmistrza Krzysztofa Grabki i w Prabutach pod patronatem burmistrza Bogdana Pawłowskiego oraz VII Dzień Kresowy w Kędzierzynie-Koźlu, zakończony pochodem przez miasto ze sztandarami, orkiestrą wojskową i kompania honorową. Szczególnie interesujące były referaty Ewy Siemaszko, dr Lucyny Kulińskiej, prof. dr hab. Czesława Partacza i dr. Leona Popka. Wielkie słowa uznania dla prezesów stowarzyszeń kresowych Małgorzaty Koli, Bogdana Mosiejczyka i Witolda Listowskiego. Reszta relacji w następnym felietonie.


ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski