Ze wzgórza pod Krakowem

Zerwali flagę, wyrzekli się tradycji


Skandal na meczu piłkarskim w Łodzi jest tylko przedsmakiem tego, co może się dziać w czasie Euro 2012


4 września br. na stadionie Widzewa rozegrany został mecz towarzyski Polska-Ukraina, zakończony remisem. Spotkanie piłkarskie przebiegało w dobrej atmosferze, bez awantur, a kibice obu drużyn narodowych siedzieli spokojnie między sobą. Na trybunach pojawili się m.in. Lech Wałęsa, Grzegorz Lato i minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski. Na mecz przyjechali także kibice Unii Tarnów. Zabrali oni ze sobą 13-metrową flagę, którą powiesili w centralnym miejscu płotu okalającego boisko. Na fladze widniały biało-czerwone barwy i godło państwowe z orłem w koronie, a także herby trzech najstarszych polskich klubów piłkarskich Lechii Lwów, Czarnych Lwów i Pogoni Lwów, pięciokrotnego mistrza kraju. Na fladze dodatkowo umieszczony został napis "Lwów kolebką polskiego piłkarstwa".

Flaga ta wisiała spokojnie przez dwie i pół godziny. Jednak na pięć minut przed rozpoczęciem meczu ochroniarze zerwali flagę, rzucili na ziemię i zabrali mimo protestów ze strony kibiców z Tarnowa. Ci ostatni tak to relacjonują: "Ta bezczelna kradzież połączona z profanacją barw narodowych na oczach tysięcy ludzi i obiektywów telewizyjnych kamer przeszła praktycznie bez echa. Zszokowani rozmawialiśmy z kibicami Widzewa, którzy zobowiązali się odzyskać flagę. Okazało się, że możliwe to będzie dopiero po meczu, a zerwanie flagi odbyło się na żądanie PZPN-u, gdyż cytuję: "Ukraińcy zagrozili, że nie wyjdą na boisko"(!). Chcemy podkreślić, że flaga powstała, żeby upamiętnić kluby, które dały początek polskiej piłce nożnej, a więc także PZPN-owi oraz reprezentacji, na której mecz przyjechaliśmy. Flaga nikogo nie obraża i nie zawiera żadnych treści czy znaków, które mogłyby stać się pretekstem do waśni, nienawiści czy innych negatywnych emocji. Czy to samo można powiedzieć o akcji ochrony na polecenie PZPN-u? Czy polski związek może współuczestniczyć w profanacji barw narodowych Polski w imię podlizywania się sąsiadowi?(...) Czy po to człowiek wydał 70 zł na bilet i jechał cały dzień przez pół Polski, żeby zostać bezczelnie okradzionym ze swojej własności i godności?".

Na znieważenie barw narodowych i godła państwowego nikt z oficjalnych gości nie zareagował, choć wszyscy cały incydent widzieli doskonale. Po Lechu Wałęsie i Grzegorzu Lacie (b. senatorze SLD) trudno jest się spodziewać, by stanęli w obronie flagi, zwłaszcza że o historii Lwowa wiedzą zapewne niewiele. Jednak minister Kwiatkowski (b. sekretarz premiera Jerzego Buzka, skądinąd znany mi osobiście ze szlachetnej pracy społecznej na rzecz osób niepełnosprawnych) z racji sprawowanej funkcji nie może nie reagować. Jego milczenie jest bowiem zarówno akceptacją zniewagi, jak i zielonym światłem dla podobnych tego typu wydarzeń, które za dwa lata mogą dziać się na stadionach.

Na ten skandal zareagowali jedynie kibice odrodzonej w zeszłym roku Pogoni Lwów. W swoim oświadczeniu napisali "W przypadku niemożności wykrycia winnych przez władze PZPN zastrzegamy sobie prawo do wystąpienia do prokuratury o wszczęcie postępowania wyjaśniającego możliwość popełnienia przestępstwa przez firmę zabezpieczającą obiekt. Odpowiedzialność karna za naruszenie zasady poszanowania państwowych symboli wynika z kodeksu karnego. Za publiczne znieważenie, zniszczenie, uszkodzenie lub usunięcie godła, sztandaru, chorągwi, bandery, flagi lub innego znaku państwowego grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. W związku z tym prosimy wszystkie osoby posiadające jakiekolwiek materiały, które mogą pomóc w wykryciu sprawców przestępstwa o kontakt: administrator@pogonlwow.pl. Wszelkie materiały i informacje będą nam bardzo pomocne".

Kibice ze Lwowa dodają także, że zaledwie kilka tygodni temu ukraińska drużyna Karpaty Lwów, występująca w lidze ukraińskiej, przyjęła jako wyjazdowe barwy - uwaga! - czerwono-czarne koszulki na cześć Stefana Bandery i jego zbrodniczej organizacji UPA. Do tej pory nie zareagowały na to ani władze PZPN, ani polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

W tym miejscu trzeba podkreślić, że sytuacja na Ukrainie jest naprawdę zła, i to nie tylko od strony gospodarczej. Gwałtowny rozwój nacjonalizmu przygotowaniom do Euro 2012 raczej nie pomaga. Według danych Ukraińskiego Centrum Badań Społecznych "Socioinform", w wyborach samorządowych, które mają odbyć się na Ukrainie już 31 października br., zwycięstwo w skali krajowej, zwłaszcza we wschodnich i południowych obwodach, przypadnie Partii Regionów prezydenta Wiktora Janukowycza. Natomiast w zachodnich - antypolskiej i antysemickiej partii Swoboda. Według tych danych partia ta zyska we Lwowie 25 proc. głosów, a w Tarnopolu aż 33 proc., co jest zapowiedzią kolejnych konfliktów na tle narodowościowym. Co gorsza, Swobodę poparł także patriarcha Filaret z Kijowa, zwalczany przez inne odłamy Cerkwi prawosławnej, co tylko doleje oliwy do ognia w sporach wyznaniowych, które społeczeństwem ukraińskim targają od wielu lat. Na dodatek konflikt o wprowadzenie do urzędów języka rosyjskiego, którym posługuje się jako językiem ojczystym ponad jedna trzecia obywateli, jeszcze bardziej rozsadzi Ukrainą od wewnątrz.

I jak w takiej atmosferze mają odbywać się międzynarodowe mecze piłkarskie? Jest to pytanie, na które ani Michel Platini, ani Grzegorz Lato wciąż odpowiedzieć nie chcą. Jednak wcześniej czy później z tym problemem będą musieli się zmierzyć. Oby nie było tylko za późno.

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski