Tekst alternatywny

Bitwa o gaz


Wróg ludu

Bitwa o gaz

Na tle wojny, którą nam i Węgrom wytoczyły elity brukselskie, trudno nie zauważyć, że odbywa się tu również druga, równie niebezpieczna – o panowanie nad źródłami energii, a szczególnie gazem ziemnym. Jedną i drugą awanturę łączy dominujący udział Berlina i ciche wsparcie Rosji. O hegemonii Berlina w UE chyba nikogo nie trzeba przekonywać. Od dłuższego czasu widoczny jest także udział Niemiec w kreowaniu polityki energetycznej w naszym regionie. Stało się to przede wszystkim za sprawą obydwu gazociągów Nord Stream, które są próbą ominięcia Europy Środkowej w dostawach rosyjskiego gazu i uczynienia z Berlina głównego pośrednika w jego handlu. Polska mogłaby nie podlegać szantażowi rosyjskiemu (zakręcenia kurka – jak to miało już parokrotnie miejsce w przeszłości), jeżeli uzależni się od zachodniego pośrednika, który pobierałby haracz za nasze bezpieczeństwo. Oczywiście taki gaz nigdy nie byłby tani, a już na pewno musiałby być droższy niż w Niemczech. Z tego powodu nasza gospodarka, a przynajmniej jej gałęzie – byłyby mocno uzależnione od tego paliwa, niekonkurencyjne. Jedyną radą na ten geopolityczny plan jest budowanie niezależnych dostaw gazu. Sami możemy zaspokoić 20–30 proc. naszych potrzeb – potrzeb szybko rosnących. W ostatnich piętnastu latach zaczęliśmy realizować plany dostawy gazu skroplonego poprzez gazoport i konwencjonalnie gazociągiem Baltic Pipe ze złóż norweskich. Obydwie idee powstały jeszcze w latach 90. Umowę na dostawy gazociągiem przez Bałtyk podpisał nawet rząd Jerzego Buzka, ale została ona zerwana w czasach rządów SLD-PSL. Dojście PiS-u do władzy w 2005 roku przywróciło te projekty. Rozpoczęto rozmowy o dostawach gazu przez Bałtyk i wzięto się wreszcie za gazoport. W 2007 roku PiS stracił władzę, a rządy PO-PSL znowu przerwały pracę nad Baltic Pipe. Gazoport budowano, ale tak ślamazarnie, że nie zdążono go ukończyć. Zresztą opłacalność tej inwestycji stanęła pod znakiem zapytania zaraz po śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego, gdy rząd Donalda Tuska zakontraktował na ponad dekadę ogromne ilości gazu z Rosji. W 2015 roku PiS przejęło władzę i sytuację zaczęto odwracać na korzyść Polski. Dokończono wreszcie budowę gazoportu i rozpoczęto przygotowania do budowy Baltic Pipe. Gazoport bardzo szybko okazał się za mały, więc podjęto prace nad jego rozbudową. W ciągu kilkunastu miesięcy jest
szansa na ich ukończenie. Trudniej było sięgnąć po gaz norweski. Norwegowie po dwóch nieudanych próbach byli nieufni. Jednak fakt długotrwałego utrzymywania się PiS-u przy władzy, który wspierał ten projekt, był dla nich mocnym argumentem. W miarę postępu prac zarówno przy projekcie rosyjsko-niemieckim, jak i polskich źródłach dywersyfikacji dostaw gazu rośnie na nas presja polityczna. Jej celem jest doprowadzenie do obalenia tego rządu, spowolnienie realizacji projektów (ekolodzy w Danii) albo uderzenie w nadzorujących polskie inwestycje – ataki na Piotra Naimskiego lub podwykonawców. Używane do tego są różne środki, w tym niestety środowiska podające się za prawicowe. Cel jest tylko jeden: spowolnić polską gospodarkę i zmusić do przyjęcia dyktatu gazowego ze strony Rosji i Niemiec.
Miejmy oczy szeroko otwarte.

Tomasz Sakiewicz

albicla.com/TomaszSakiewicz

źródło: Gazeta Polska | www.gazetapolska.pl

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress