Tekst alternatywny

BÓJ SIĘ BOGA, MARCINKIEWICZ

BÓJ SIĘ BOGA, MARCINKIEWICZ

Dawno temu sporą popularnością cieszył się wodewil „Żołnierz królowej Madagaskaru” z piosenkami Juliana Tuwima. W 1939 roku nakręcono nawet fi lm z Żelichowską, Ćwiklińską, Zniczem i Sempolińskim, ale taśma zaginęła w pomroce dziejowej. Z wersji nakręconej w 1958 roku zapamiętałem role Tadeusza Fijewskiego i uroczej Barbary Kwiatkowskiej oraz dwa cytaty – „Bój się Boga, Mazurkiewicz” oraz „Kaziu, nie męcz ojca!”. Rzecz była o perypetiach nieśmiałego adwokata z prowincji, działacza na rzecz czystości obyczajów, któremu po przybyciu do Warszawy zawraca w głowie Kamilla, artystka kabaretowa. Historia powtórzyła się jako farsa za sprawą innego Kazia, nauczyciela gimnazjalnego i prawicowego fundamentalisty, który nieoczekiwanie dla wszystkich został polskim premierem i zyskał sporą popularność wdziękiem i bezpośredniością, z jaką na przykład uczestniczył w szkolnych studniówkach. I to go zgubiło. Zaczęto mówić o nim jako o ewentualnym infancie, miał być twarzą przyśpieszonych wyborów w 2006 roku… Po dymisji Partia- Matka zajęła się nim troskliwie, został komisarzem Warszawy, niestety przerżnął wybory, potem dostał pracę w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju. Niestety, zakochał się i ożenił z młodszą o wiele lat Isabel. Oczywiście każdemu (nawet prawicowcowi) wolno zmienić żonę na nowszy model, ale tylko dureń zaczyna eksponować to w tabloidach. Po porzuceniu przez Kazia starej żony, wartości i partii, wodewil zmienił się w dramat. Jakiś czas pokazywano go jako politycznego eksperta, plującego w swe dawne gniazdo, ale i to się wyczerpało, a płomienna miłość zmieniła się w ciąg pyskówek z rozwodem i alimentami. Żadna partia nie chce go na swej liście. Dziś o niedoszłym infancie słychać głównie z kuluarów sądowych, a ostatnio komornik chciał mu nawet zabrać rower. W historii III RP mieliśmy wielu premierów – agentów, cwaniaków, nieudaczników, chytrych aferzystów i biegłych kochanków – każdy jednak spadał na cztery łapy i bywało, że wypływał w nowej roli. Żaden bowiem nie popadł w to, co dla polityka najbardziej niebezpieczne. Śmieszność. Szkoda Kazia!

Marcin Wolski

Marcin_Wolski_big

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress