Tekst alternatywny

Cierpienia „Gazety Wyborczej”

Cierpienia „Gazety Wyborczej”

Kiedyś były „Cierpienia młodego Wertera”. Kiedy w liceum „przerabialiśmy” tę powieść epistolarną, napisałem krótki tekst, w którym ją sparodiowałem i który cieszył się dużym powodzeniem w mojej klasie. Dawno już go diabli wzięli, więc nie mogę zacytować, ale używałem sobie na sentymentalizmie ile wlezie. Coś w stylu: „Och, ach, Lotto! Wczoraj późną nocą wydrapałem się na drzewo i samotnie wyłem do księżyca. Ach! I wtedy coś szczęknęło tak, żem się przeraził i spadł na ziemię, a wówczas psi spuszczeni przez ogrodnika dopadli mię i pokąsali okrutnie. Ledwie żyw dowlokłem się w dom i tam, łkając, zszywałem się aż do świtu, który bólu mego nie ukoił, jako że oczy me załzawione słońce poraziło. Tedy wetknąłem palec do oka i mam teraz uszkodzoną i zainfekowaną rogówkę. Doktor Reiner przepisał mi antybiotyki, ale cóż ja zrobię, skoro jeszcze ich nie wymyślono?”. I takie tam.

Wszelako dzisiaj nie Werter cierpi (bo się samoodstrzelił), tylko cierpi „GW”.  Obiecywałem sobie, że na temat tego biuletynu KOD (nie wiem jak teraz, może przestawili się już na tzw. UBywateli RP?) nie będę czasu i pisania marnował, ale serfując po internecie poryczałem się ze śmiechu, więc muszę coś napisać.

„GW” cierpi, ponieważ furorę w amerykańskim internecie zrobiło zdjęcie przedstawiające wnętrze wagonu warszawskiego metra. Pisał już o tym kolega Kapuściński, ale przypomnijmy: Amerykanów zszokował obrazek zwykłych, białych, schludnych ludzi bądź to czytających książki, bądź rozmawiających przez smartfony etc. A gdzie czarni, palący trawkę? Gdzie – za przeproszeniem – kałuże moczu? Gdzie brud? To tak można? – dziwili się komentatorzy widząc zdjęcie normalnych ludzi spokojnie jadących do pracy, czy też wracających z niej. Ktoś napisał, że to wszystko wygląda jak metro w Paryżu, tyle że czterdzieści lat temu. ”GW” cierpi, ponieważ rząd PiS nie dopuścił do sprowadzenia do Polski tysięcy migrantów, którzy ubogacili by nas kulturowo i doprowadzili do średniej europejskiej. Swoją drogą, fakt że oni nie chcą wcale przyjeżdżać do Polski, bo w Niemczech czy w Szwecji dostaną znacznie wyższe zasiłki socjalne jakoś pismakom michnikowym nie może przejść przez klawiaturę. No i zapominają, że przecież w Polsce panuje obecnie faszyzm i duszna atmosfera, o czym chętnie piszą. Na logikę: to po co pięknych, smagłych arabskich chłopców przymusowo ściągać do Tegokraju, gdzie faszyści od razu ich poduszą? Halo! Halo, Czerska! Łodezwiże się, cholero. Jest tam kto?

Inna sprawa: reforma edukacji. Michnikoidzi są przerażeni. Jak czytam na łamach „Gazety Polskiej Codziennie”, według redakcji z Czerskiej uczniowie poddawani będą teraz niesamowitym torturom, ponieważ w ciągu roku zmusi się ich do przeczytania co najmniej sześciu – siedmiu książek rocznie. Do tego jeszcze poezja i fragmenty innych jakichś tekstów. Powiedziałem o tym jedenastoletniemu synowi moich przyjaciół. Akurat oddawał mi książkę „Świat planet” panów Dworaka i Rudnickiego, którą wypożyczył był ode mnie przed dwoma tygodniami. Najpierw zaklął szpetnie, po czym oświadczył że gdyby ktoś mu zabronił przeczytania siedmiu książek w ciągu nie roku, tylko dwóch miesięcy, to by mu łeb ukręcił (to jest złagodzona wersja, brzmiało to w oryginale brutalniej). Po czym przez godzinę dyskutowaliśmy o strukturze wewnętrznej księżyców Jowisza i o tym, czy na jednym z tych księżyców, Europie, może pod lodowym pancerzem istnieć jakieś innoplanetarne życie. Jak widać, są jeszcze normalne dzieci w Polsce.

Skąd ten lęk czerskich przed tym, by uczniowie więcej czytali? Proste. Najłatwiej rządzi się takimi, którzy nie myślą. Pokazał nam to ZSRS, w którym kształcono tzw. fachowców. Ktoś uczył się na inżyniera – studiował przedmioty ścisłe. Po co inżynierowi historia, filozofia, sztuki piękne? A ktoś, kto studiował historię? A po co mu matematyka czy fizyka; wystarczy że potrafi podliczyć ceny za zakupy w delikatesach. Ludzie którzy poprzez proces czytania dużo wiedzą, potrafią samodzielnie myśleć, a to dla autorytarnej, a zwłaszcza totalitarnej władzy jest śmiertelnie niebezpieczne. Jak sądzę, Adam Michnik chciał wyhodować sobie takie pokolenie, które będzie wiedziało tyle co nic, a całą wiedzę czerpać będzie z „GW” i tyle mu wystarczy. Przedobrzył. Wyhodował pokolenie, które nie wie kto to jest Michnik. Ale za to wie, kim byli Żołnierze Niezłomni, bo czytają, a i dziadek im trochę wspomnień przekazał. Oczywiście, jeśli nie był przed wojną w KPP. A że w KPP był tylko margines społecznych szmat – coraz częściej drą szmaty na sobie. No i cierpią.

Tomasz Kowalczyk

Tomasz_Kowalczyk_small

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress