Tekst alternatywny

[Cykl artykułów o Julianie Ursynie Niemcewiczu] Człowiek – Polska. Poseł i „Powrót posła”

Cykl artykułów o Julianie Ursynie Niemcewiczu

Człowiek – Polska. Poseł i „Powrót posła”

Niemcewicz posłem na sejm wybrany został przez szlachtę z Inflant, gdzie kandydował za radą księcia Czartoryskiego. Ponieważ Inflanty zostały zagarnięte przez Rosję w wyniku I rozbioru, obradowano na łące leżącej w pasie granicznym. Jako że Julian nie figurował na liście kandydatów polecanych przez króla, nie liczył na sukces. Sytuacja zmieniła się, kiedy niejaki Zabiełło, znajomy Niemcewicza, odczytał list od Grigorija Potiomkina, w którym ten polecał wybór naszego bohatera. Oczywiście, panowie bracia, którzy nigdy wcześniej o Niemcewiczu nie słyszeli, natychmiast stanęli na baczność i zagłosowali tak, jak im kazano, bo cóż znaczył Stanisław August wobec najpierwszego kochanka carycy Katarzyny? Zabiełło wytłumaczył potem Julianowi, że Potiomkin tak go polubił na spotkaniach w Kijowie, że dał mu kartę in blanco ze swoim podpisem, więc Zabiełło dopisał, że wolą rosyjskiego księcia jest, by Niemcewicz został posłem.

Niemcewicz żywo włączył się prace w sejmu. Ponieważ zmieniła się sytuacja międzynarodowa – Rosja uwikłała się w 1787 r. w wojnę z Turcją – co uczciwszym doradcom króla zaświtało w głowach, że można by zwrócić się do Katarzyny o zwiększenie stanu mikroskopijnej dotąd armii Rzeczypospolitej, pod pozorem wspomagania Rosji. Na spotkaniu w Kaniowie caryca wyraziła łaskawie zgodę na to, zezwalając też, by sejm ogłosił się konfederacją, której obrad nie można było zerwać poprzez weto. Potem wypadki potoczyły się lawinowo. Prusy, skonfliktowane akurat z carycą, złożyły propozycję przymierza z Polską. Co naiwniejsi posłowie przyjęli ją z zachwytem. Wiara w przymierze od „tych Prus, co samowolnie poszerzały o kilometry granice zaboru” była głupotą. Ale szlachta była wniebowzięta, bo po raz pierwszy od wielu dziesiątków lat dostawała z zagranicy ofertę, a nie rozkazy i kopniaki. Mimo oporu zdrajców, biorących łapówki od Katarzyny, takich jak Sułkowski, Potocki, Massalski, Ożarowski (zazwyczaj otrzymywali z Moskwy po około 2000 złotych rubli rocznie), sejm głosami nowych posłów, takich jak Niemcewicz, zdecydował większością 35 głosów, że odtworzona armia nie będzie zarządzana przez opanowany przez rosyjskich agentów Departament Wojskowy, tylko przez nowe ciało administracyjne – Komisję Wojskową. W miejsce dwunastotysięcznej armii, której liczbę ustalono w Kaniowie, zdecydowano powołać pod broń sto tysięcy ludzi. Wszechwładny ambasador rosyjski Stackelberg był przerażony: na murach pałacu, w którym mieszkał naklejano co noc plakaty z napisem „do wynajęcia”. Kiedy odwiedził go pewien polski oficer i zaczął rozglądać się po bogatych wnętrzach, Stackelberg zapytał z zadowoleniem, czy podobają mu się meble. „Tak” – odpowiedział oficer. – „Przyszedłem obejrzeć… może coś kupię”.

Takie były początki Sejmu Czteroletniego (zwanego też Wielkim). Julian Ursyn Niemcewicz, mimo ustawicznego rzucania się w boje polityczne, nie zaniedbywał jednak pióra. Pisywał patriotyczne „druki ulotne”, odezwy, jak i utwory literackie, wiersze i powieści, głównie historyczne. W 1788 r. wydał „Władysława pod Warną”, a cztery lata później „Kazimierza Wielkiego”. Ale prawdziwy sukces, dzięki któremu przestał być tylko jednym z wielu posłów, a stał się ogólnokrajową gwiazdą, przyniosła mu komedia polityczna w trzech aktach, opublikowana w 1790 r., „Powrót posła”. Niemcewicz siadł do pisania w połowie października, podczas przerwy w obradach sejmu; do napisania aktualnej sztuki politycznej namówili go zwolennicy reform, Ignacy Potocki i Hugo Kołłątaj. Pisał błyskawicznie, już na początku listopada tekst był gotowy. Z grubsza biorąc, była to opowieść, w której w ówczesnej rzeczywistości stare ścierało się z nowym, zachowawczy zwolennicy liberum veto ze zwolennikami nowoczesnej demokracji parlamentarnej (był też obowiązkowy wątek miłosny), wszystko napisane zwykłą, potoczną polszczyzną, iskrzące się od humoru. Po premierze 15 stycznia 1791 r. w teatrze Bogusławskiego, cała Warszawa waliła na kolejne spektakle. Sztuka dotarła również na prowincję, gdzie bogaci szlachcice sprowadzali wynajętych aktorów, a nawet zapędzali pańszczyźnianych chłopów do uczenia się ról na pamięć i występowania na zaimprowizowanej scenie. Publiczność się podzieliła. Patrioci bili brawo, a stare saskie pryki warczały z wściekłości. Dwa dni po premierze jeden z posłów wygłosił w sejmie patetyczną tyradę, w której oskarżył Niemcewicza o kpiny z wolnej elekcji i z pacta conventa, których to kpin dopatrzył się w sztuce. Zażądał sądu dla autora. Izba ryknęła śmiechem. Zdrajcy biorący rosyjskie ruble, wściekli za ośmieszenie, wynajmowali pismaków mających oczernić Juliana, ale pod względem poczucia humoru nikt nie mógł się z nim równać, więc ich wypociny przepadły bez żadnego rezonansu wśród publiczności. Popularność, nagła i gigantyczna, umożliwiła Niemcewiczowi założenie „Gazety Narodowej i Obcej”, w której on i utalentowani młodzi ludzie mogli nareszcie wykładać poglądy patriotyczne i przedstawiać bezwzględną potrzebę kontynuacji reform. Powodzenie pisma było ogromne, pierwszy numer trzeba było wydać ponownie, bo nakład sprzedał się w mgnieniu oka. Na prowincji urządzano spotkania, na których piśmienny odczytywał niepiśmiennym cały numer od deski do deski. Ludziom otwierały się oczy, rozumieli już potrzeby zmian. To urobienie opinii publicznej było niezbędnym krokiem ku stworzeniu konstytucji Rzeczypospolitej, pierwszej ustawy zasadniczej w Europie, a drugiej na całym świecie.

Fundacja Klubów  „Gazety Polskiej”

 Zadanie publiczne współfinansowane przez Senat Rzeczypospolitej Polskiej w ramach projektu  „Jestem Polakiem i znam historię swojego Kraju”.

logo_fundacja_bigSenat logo

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress