Tekst alternatywny

[Cykl artykułów o Julianie Ursynie Niemcewiczu] Człowiek – Polska. Vivat wszystkie stany!

Cykl artykułów o Julianie Ursynie Niemcewiczu

Człowiek – Polska. Vivat wszystkie stany!

Jak wiadomo, ustawę zasadniczą, nazwaną później Konstytucją 3 maja napisali masoni. W ogóle pod koniec XVIII w. wszyscy inteligentni ludzie byli masonami, poczynając od monarchów, poprzez biskupów, uczonych, a na mędrkach w rodzaju Juliana Ursyna Niemcewicza kończąc. Byli to dosyć dziwni masoni, ponieważ już w artykule 1 zamieścili w Konstytucji słowa następujące: „Religią narodową panującą jest i będzie wiara święta rzymska katolicka ze wszystkimi jej prawami; przejście od wiary panującej do jakiegokolwiek wyznania jest zabronione pod karami apostazji”, jednocześnie deklarując: „wszelkich obrządków i religii wolność w krajach polskich, podług ustaw krajowych warujemy”.

Właściwie zaczęło się to wszystko we wrześniu 1789 r., kiedy powstała Deputacja do Formy Rządu kierowana przez biskupa Adama Krasińskiego, która miała przygotować formalne zmiany w ustroju Rzeczypospolitej. W roku następnym zaaprobowano projekt marszałka nadwornego litewskiego Ignacego Potockiego, podporządkowujący rząd sejmowi, a sejm sejmikom, co było w pełni zgodne z zasadami republikańskimi. Krasiński nakreślił projekt ustawy zasadniczej złożony z 658 (!) artykułów, nad którymi sejm debatował dzień po dniu, paragraf po paragrafie. W tej sytuacji co inteligentniejsi posłowie przestali bywać na posiedzeniach i tworzyli swój projekt prywatnie, zbierając się u marszałka Małachowskiego. Byli wśród nich Ignacy Potocki, Hugo Kołłątaj, książę Adam Czartoryski i inni, wśród nich w komplecie redakcja „Gazety Narodowej i Obcej” z Niemcewiczem na czele. Król Stanisław August nie lubił tych ludzi (z wyjątkiem Juliana, bo jego wszyscy lubili), ale jeszcze bardziej nie lubił hetmana Branickiego i jego zgrai rosyjskich sprzedawczyków (chociaż sam brał chętnie ruble od carycy), tak więc przystał na tworzenie tajnego projektu. Wszystkie działania koordynował Scipione Piatolli, włoski ksiądz, wkręcony na dwór królewski przez familię Czartoryskich, który został osobistym sekretarzem Stanisława Augusta. Ostatecznie podział ról wyglądał tak: ogólne koncepcje wysuwał Kołłątaj, składał je Potocki, zatwierdzał król, a Piatolli wykorzystując swoje wybitne umiejętności prawnicze ujmował całość w rozdziały. Ponieważ nie znał ani słowa po polsku, pierwsza polska konstytucja została napisana po francusku i przez miesiąc przekładano tekst na język polski. Wygładzeniem stylistyki zajął się Niemcewicz.

Ów „spisek konstytucyjny” trzymany był w najgłębszej tajemnicy. Doszło nawet do tego, że podejrzliwy adiutant króla, niejaki Gołkowski, stłukł w jakiejś bramie kanclerza Jacka Małachowskiego, brata marszałka, kiedy zobaczył go podążającego do pałacu w którym rezydował nowy ambasador Rosji, Bułhakow (który to Bułhakow bał się nosa wychylać z owego pałacu, żeby samemu nie zostać pobitym). Wciągnięto do spisku około 60 posłów, zadbano też, by w konstytucji wzmocniona została pozycja mieszczan – prawo nabytej własności, dostęp do państwowych stanowisk; tego w dawnej Rzeczypospolitej nie było. Małachowski, Potocki i Niemcewicz, oraz wielu innych wpisali się do ksiąg miejskich. Szlachcic – mieszczanin! Chodziło o pozyskanie sobie warszawskich ulic. Sprytny ruch.

18 kwietnia 1791 r. marszałek Małachowski zawiesił obrady sejmu z uwagi na zbliżające się święta Wielkiej Nocy. Frakcja patriotyczna z zadowoleniem patrzyła, jak zacofańcy i rosyjscy sprzedawczykowie rozjeżdżają się z równym zadowoleniem do swoich włości, by odbębnić mszę Wielkanocną, a potem do woli żreć i pić. Oficjalnie uchwalenie konstytucji wyznaczono bowiem na 7 maja. Ponieważ jednak ambasador Bułhakow zwietrzył pismo nosem (dzięki donosom takich zdrajców, jak hetman Branicki i biskup Kossakowski), zaczął na gwałt rozsyłać kurierów, wzywających szlachtę do powrotu. Nie było czasu do stracenia, przesunięto termin na dzień 3 maja. W gruncie rzeczy uchwalenie konstytucji było zamachem stanu. Bojaźliwy król nie chciał podpisać się pod projektem, Niemcewicz zdołał go przekonać do złożenia podpisu jeszcze przed głosowaniem. Posiedzenie sejmu odbywało się pod strażą w pełni uzbrojonych ułanów pod dowództwem księcia Józefa Poniatowskiego. Rozlegały się wrzaski opozycji (jej najbardziej charakterystycznym reprezentantem był niejaki poseł Sucharzewski, plotący kompletne bzdury; zagroził on, że jeśli konstytucja przejdzie, to na oczach całej izby zetnie szablą swojego sześcioletniego syna). Inny zaprzaniec dowodził, że skoro Polska radziła sobie przez 800 lat bez konstytucji, to i drugie tyle sobie poradzi. Nie pomogło. „Zgoda! Zgoda!” – zakrzyknęło gros posłów po odczytaniu tekstu ustawy zasadniczej. W zgiełku Stanisław August powstał z tronu i uniósł rękę – chciał coś powiedzieć, prosił tym gestem o głos – ale zinterpretowano to tak, że król przystępuje do zaprzysiężenia konstytucji. Wobec ryku entuzjazmu Stanisław zrozumiał, że prośba o wnoszenie poprawek jest bezsensowna. Powtórzył za biskupem Turskim słowa roty przysięgi i zaprosił posłów do katedry na uroczyste ślubowanie.

„Cmokano króla po rękach, lano łzy radości, ściskano się, winszowano…”. Rozdzwoniły się dzwony we wszystkich kościołach, uradowany lud wyległ na ulice, żołnierze strzelali na wiwat z dział i karabinów, prości ludzie padali sobie w objęcia. Małachowskiego niesiono na rękach przez Krakowskie Przedmieście; dokładnie wiek później uwiecznił to wydarzenie na swoim słynnym obrazie Jan Matejko (który skądinąd nie lubił  malować scen z XVIII wieku, irytowały go fraczki, pończochy i peruki). „Warszawa była wesoła, jakby się cała urżnęła”. „Gazeta…” w której Niemcewicz w ekspresowym tempie napisał sprawozdanie z przebiegu sejmowych obrad wydana nazajutrz o 11 przed południem, rozeszła się w mgnieniu oka. Julian wyrzucił swoją tabakierę z wizerunkiem ludu szturmującego Bastylię, bo przecież król był z narodem, a naród z królem. Ale też nie miał złudzeń: zdrajcy ryli, praworządna, rozsądnie poukładana Rzeczypospolita nie była na rękę Prusom, a caryca Katarzyna zmierzała do zakończenia wojny z Turcją i mogła się niebawem zająć przywróceniem „porządku” w Polsce. A arkuszami papieru, choćby zapełnionymi najszczytniejszą treścią, nie można obronić kraju.

Fundacja Klubów  „Gazety Polskiej”

Zadanie publiczne współfinansowane przez Senat Rzeczypospolitej Polskiej w ramach projektu  „Jestem Polakiem i znam historię swojego Kraju”.

logo_fundacja_bigSenat logo

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress