Tekst alternatywny

[Cykl artykułów o Marii Skłodowskiej–Curie] Maria Skłodowska – Świat zastany

Cykl artykułów o Marii Skłodowskiej–Curie

Maria Skłodowska – Świat zastany

W jednej ze swoich książek Waldemar Łysiak opisuje rozmowę z cudzoziemcem, który dowiedziawszy się, że Łysiak jest Polakiem, deklaruje że bardzo lubi polską muzykę, a szczególnie przemawia do niego twórczość Czajkowskiego. Łysiak odpowiada – chyba miał pan na myśli Szopena? Tamten – Szopen to Francuz. Niewiele o nim mogę powiedzieć

Podobnie jest z Marią Skłodowską–Curie. Większość świata uważa, że była genialną Francuzką. Bynajmniej. Po prostu wyszła za Francuza i nazwisko Curie wlekło się za nią przez całe życie. Urodziła się w Warszawie 7 listopada 1867 r., w rodzinie drobnoszlacheckiej z tradycjami nauczycielskimi (ojciec jej, Władysław, był nauczycielem matematyki i fizyki, matka, Bronisława, prowadziła pensję dla dziewcząt z „dobrych domów”). Takie rodziny były wówczas rozsadnikami specyficznej grupy społecznej, którą z czasem nazwano inteligentami, niosącymi w lud kaganek oświaty, wiedzy naukowej, poczynając od elementarnych umiejętności czytania i pisania, po samoświadomość narodową. Dzięki takim ludziom do prostego wieśniaka zaczynało z wolna docierać, że świat nie zamyka się w granicach małej wioski w której mieszka, ale że on, jego dzieci i wnuki są częścią czegoś niezmiernie wielkiego: Polski. Polski, której wówczas nie było i nigdy już nie miało być – decyzją Rosji, Prus i Austrii.

Mała Maria dorastała w ponurych czasach. Po upadku Powstania Styczniowego mało kto wierzył w odrodzenie Rzeczypospolitej. Świat wydawał się idealnie uporządkowany. Wszystko zastygło w bezruchu, przerywanym tylko kolejnymi ekstazami radości wybuchającymi z powodu nowego, rewelacyjnego wynalazku – a to tworzyw sztucznych (francuska cesarzowa Eugenia budziła zazdrość innych dam, gdy na balu pojawiła się w syntetycznej sukni, która nawet w oświetleniu gazowym zachowywała swój oryginalny, zielony kolor), a to telefonu, samochodu z silnikiem spalinowym, czy też patefonu – gdy Thomas Edison uruchomił go po raz pierwszy w towarzystwie i z tuby popłynął głos małej dziewczynki, początkowo wszyscy uznali, że wynalazca jest świetnym brzuchomówcą.

Politycznie też wszystko było uporządkowane. Polski nie było, więc nie przeszkadzała, Niemcy po krótkotrwałych, lokalnych wojnach w których pokonały najpierw Austrię, a potem Francję, ustanowili swój porządek w Europie. Wielkiej Brytanii to oczywiście się nie bardzo podobało, ale miała zbyt małe siły lądowe, by zmierzyć się z potęgą II Rzeszy; zadowalała się więc panowaniem na morzach, swoim kolonialnym imperium i tylko po cichu zaczynała sondować jakie są szanse na przymierze ze sponiewieraną, ale wciąż silną Francją.

Świat nauki, w który Maria Skłodowska wkroczyła ucząc się w III Gimnazjum Rządowym (kończąc je w 1883 r. ze złotym medalem), był równie zastały. Uczeni wyobrażali sobie postać Wszechświata na podobieństwo mechanizmu zegarowego, w którym wszystkie trybiki i kółka zębate harmonijnie ze sobą współpracują, a nad tym cudownym mechanizmem pieczę sprawuje Wielki Zegarmistrz – czyli Bóg (notabene, Maria utraciła wiarę jeszcze jako nastolatka). Przestrzeń kosmiczna (wiedziano już od dawna, że w miarę unoszenia się w górę atmosfera staje się coraz bardziej rzadka i w końcu znika) wypełniona jest światłonośnym eterem, tyle że ów eter miał dziwnie sprzeczne właściwości: był nieskończenie sztywny, by dawać oparcie rozchodzącemu się ze Słońca światłu, a jednocześnie nieskończenie przenikliwy, bo nie stawiał oporu planetom wokół Słońca krążącym. Marię, która przejęła po ojcu zainteresowanie naukami ścisłymi, musiał interesować ten problem, jak i zaskakujący wynik doświadczenia Michelsona i Morleya przeprowadzonego w roku 1887 (miała wtedy równe 20 lat), mającego wykazać ruch Ziemi względem eteru. Otóż doświadczenie nie wykazało takiego ruchu, z tej prostej przyczyny, że mityczny eter nie istnieje. Niemniej uważano wówczas powszechnie, że jest, tylko trudno go zaobserwować. Gmach nauki wydawał się wtedy doskonale wykończony. Wszystko było jasne i zrozumiałe, wystarczyło tylko dopracować parę drobnych szczegółów – ot, takich drobiazgów, na przykład, dlaczego właściwie Słońce świeci? – i potem katalogować całość wiedzy o świecie. Pewien francuski profesor fizyki odchodząc na emeryturę, w pożegnalnym wykładzie współczuł swoim młodym studentom, że ominęła ich era wielkich naukowych odkryć, bo teraz niczego do odkrycia już nie ma. Kilka miesięcy później Antoine Henri Becquerel odkrył zjawisko naturalnej promieniotwórczości. Okazało się, że ów gmach nauki nie tylko nie jest ukończony, ale że należy postawić go na nowo. Maria Skłodowska i Becquerel mieli w tym ogromny udział, podobnie jak nikomu nieznany urzędnik szwajcarskiego biura patentowego, niejaki Albert Einstein.

Fundacja Klubów  „Gazety Polskiej”

Zadanie publiczne współfinansowane przez Senat Rzeczypospolitej Polskiej w ramach projektu  „Jestem Polakiem i znam historię swojego Kraju”.

logo_fundacja_bigSenat logo

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress