Tekst alternatywny

[Cykl artykułów o Marii Skłodowskiej–Curie] Maria Skłodowska – Z Mazowsza do Paryża

Cykl artykułów o Marii Skłodowskiej–Curie

Maria Skłodowska  – Z Mazowsza do Paryża

Maria Skłodowska wraz ze swoją siostrą Bronisławą postanowiły podjąć studia w Paryżu, co nie było jednak łatwe ze względów finansowych. Siostry uzgodniły więc, że najpierw pojedzie studiować starsza z nich, a druga będzie pracować na utrzymanie ich obu. W ten sposób Maria trafiła do mazowieckiego majątku zamożnej ziemiańskiej rodziny Żorawskich w charakterze guwernantki i nauczycielki. Za cichą zgodą swoich państwa udzielała też potajemnych lekcji czytania, pisania i podstaw matematyki dzieciom okolicznych chłopów. Była to czysto społeczna działalność, przy czym obarczona ogromnym ryzykiem, ponieważ w tamtych czasach w zaborze rosyjskim praktyki takie były zakazane pod groźbą surowych kar. Car Aleksander III nie życzył sobie w swoim państwie wykształconych chłopów. Rymowało się to z postępowaniem jego dziadka, Mikołaja I, który bardzo ubolewał nad tym, że nie może pozamykać wszystkich uczelni w Rosji w myśl zasady swojego ministra edukacji, głoszącego, że nauka jest jak sól: można dodać jej szczyptę do zupy, ale po przesoleniu zupa jest nie do zjedzenia. Skłodowska, wbrew woli cara i jego urzędników wpisywała się w piękną ideę pozytywistycznej „pracy u podstaw”.

Po nieszczęśliwym romansie z synem państwa Żorawskich, Kazimierzem, który, mimo formalnych zaręczyn z Marią ustąpił przed wolą swoich rodziców, ostro sprzeciwiających się mezaliansowi, w roku 1889 załamana wyjechała do Warszawy. Tam szlifowała swoją wiedzę z chemii i fizyki, w czym cenną pomoc udzielał jej m.in. kuzyn, Józef Boguski, współpracujący wcześniej z wybitnym rosyjskim chemikiem Dymitrem Mendelejewem, twórcą układu okresowego pierwiastków. Wreszcie w 1891 r. nadeszła wymarzona chwila – na zaproszenie siostry udała się do Paryża, gdzie rozpoczęła studia z zakresu matematyki i fizyki na Sorbonie. Co ciekawe, jednym z jej nauczycieli był Henri Poincaré, wybitny fizyk i matematyk, który podstawy teorii względności Einsteina sformułował przed Einsteinem, stwierdzając, że model Wszechświata ustanowiony przez Isaaka Newtona jest tylko pewnym szczególnym przypadkiem jakiejś bardziej ogólnej teorii. Einstein w swoich dziełach nigdy na prace Poincarégo się nie powoływał, więc nic dziwnego, że obaj panowie nieszczególnie za sobą przepadali.

Przyjazd do Paryża dla dwudziestoczteroletniej Polki musiał być nie lada wstrząsem. Dotychczas największym miastem jakie znała była Warszawa – trzecie miasto Imperium Rosyjskiego po Petersburgu i Moskwie, które nawet Kijów zostawiało w tyle. Ale Paryż – to była stolica ówczesnego świata, na tej samej zasadzie, jak dzisiaj stolicą świata jest Nowy Jork. Około czterech milionów mieszkańców. Zatłoczone ulice i bulwary, wśród rodowitych Francuzów migające twarze Murzynów, Chińczyków, Hindusów. Stare kamieniczki i supernowoczesne jak na tamte czasy budynki, szerokie aleje (wytyczone na rozkaz Napoleona III, żeby w razie kolejnej rewolucji wojsku łatwiej było strzelać do ludu), księgarnie, kabarety, kawiarenki (w jednej z nich zwykł był przesiadywać Oscar Wilde), wykwintne restauracje, wspaniałe teatry, gdzie na scenach królowała niezrównana Sarah Bernhardt (zakupiła sobie trumnę, w której często sypiała); a żeby proletariusze też mieli swoją uciechę już za parę lat bracia Lumière mieli zaprezentować kinematograf i pokazywać „ruchome obrazy”. Masa konnych dorożek i omnibusów, zaawansowane prace nad budową metra. Od dwóch lat nad miastem górowała Wieża Eiffla, podówczas najwyższa konstrukcja na świecie. Zbudowano ją jako tymczasową atrakcję, miała zostać potem rozebrana, ale pozostała (jak widać, nie tylko w Polsce prowizorka z czasem wrasta na trwałe w rzeczywistość). Wielki pisarz Emil Zola tak nienawidził owej budowli, że codziennie wyjeżdżał windą na górny poziom Wieży, by zjeść śniadanie w usytuowanej tam restauracji. Zapytywany przez znajomych dlaczego to robi, odpowiadał zgryźliwie – bo to jedyne miejsce w Paryżu, z którego nie widać tego stalowego potwora! Jednym słowem, La Belle Époque w szczycie rozkwitu. Polacy w rozerwanym na trzy części kraju mogli zaznawać jej uroków jedynie za granicą, ewentualnie, nieco później, w dekadenckiej wersji, w zabiedzonym przez Austrię  sennym, księżycowym Krakowie.

Z uroków życia we wspaniałej metropolii Maria Skłodowska na pewno korzystała, ale głównie pochłaniała ją nauka, choć artystyczny klimat miasta nieoczekiwanie ujawnił również jej talent aktorski, występowała bowiem w tatrze amatorskim, grając dla francuskiej Polonii w sztukach o tematyce patriotycznej. Właśnie wtedy zaprzyjaźniła się z mniej więcej trzydziestoletnim polskim pianistą i kompozytorem, Ignacym Janem Paderewskim. W 1893 r. Maria otrzymała licencjat z fizyki z pierwszą lokatą, a następnie z matematyki, z drugą lokatą. Po studiach otrzymała stypendium; w ramach swojej pracy miała badać właściwości magnetyczne różnych rodzajów stali. W tym czasie poznała starszego od niej o osiem lat naukowca, który zdążył był już zasłynąć m.in. odkryciem zjawiska piezoelektryczności, polegającego na pojawianiu się ładunków elektrycznych na powierzchni kryształów podlegających mechanicznemu uciskowi (zjawisko to po dziś dzień znajduje zastosowanie w detekcji naprężeń pojawiających się np. w kadłubach pojazdów kosmicznych). Naukowiec ten nazywał się Pierre Curie. Dla Marii Skłodowskiej otwierał się nowy rozdział jej życia.

Fundacja Klubów  „Gazety Polskiej”

Zadanie publiczne współfinansowane przez Senat Rzeczypospolitej Polskiej w ramach projektu  „Jestem Polakiem i znam historię swojego Kraju”.

logo_fundacja_bigSenat logo

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress