Tekst alternatywny

[Cykl artykułów o Marii Skłodowskiej–Curie] Radomania

[Cykl artykułów o Marii Skłodowskiej–Curie]

Radomania

Rad był w modzie. Tajemnicze właściwości promieniowania zawładnęły umysłami ludzi na całym świecie. Uważano, że wyleczy się nim raka i wszelkie inne choroby. Pakowano sole radu nawet do pasty do zębów. O tym, że promieniowanie alfa, beta i gamma może być w nadmiarze śmiercionośne przekonano się znacznie później: w zakładach produkujących zegary i budziki o fosforyzujących wskazówkach robotnice zaczęły masowo zapadać na choroby nowotworowe. Panie wykonywały swoją pracę ręcznie, posługując się pędzelkami maczanymi w słoiczkach z roztworem zawierającym związki radowe. By zachować precyzję w malowaniu wskazówek i cyferek należy taki pędzelek od czasu do czasu oblizać, tak by włosie było zwarte. Nieszczęsne kobiety stopniowo zatruwały się promieniotwórczą substancją. Na razie jednak nawet naukowcy wyczyniali szalone z dzisiejszego punktu widzenia eksperymenty. Pierre Curie przez kilka godzin naświetlał radem swoją rękę. Potem wspólnie z małżonką z zainteresowaniem obserwował rozwój, a następnie powolne zanikanie paskudnej rany która była tego naświetlania efektem i oboje z wielkim zadowoleniem pilnie sporządzali notatki.

W roku 1904 niewygasły wciąż smutek Marii po śmierci drugiej córki ukojony został narodzinami trzeciej, Ewy. Czas pokazał, że nie poszła drogą swych rodziców i starszej siostry. Zamiast kariery naukowej wybrała literaturę (napisała m.in. obszerną biografię swojej matki) i muzykę, jak również dziennikarstwo. Angażowała się także w działalność społeczną i charytatywną (od początku lat sześćdziesiątych aktywnie pracowała w organizacji UNICEF). Nie zapomniała o swoich korzeniach: w czasie drugiej wojny światowej odwiedzała polskich żołnierzy walczących na zachodzie; dwukrotnie przyjeżdżała do Polski, ostatni raz w 1999 roku. W odróżnieniu od matki, poważnej i konserwatywnej, uwielbiała brylować w towarzystwie i zawsze bardzo modnie się ubierała; swoją urodą, poczuciem humoru i z lekka rozrywkowym trybem życia zachwyciła Amerykanów gdy w 1921 r. przybyła do USA. Prasa nazywała ją „dziewczyną o radowych oczach”. Ale i Maria potrafiła błysnąć humorem (zazwyczaj kąśliwym): gdy pierwszy raz zobaczyła Ewę w pantofelkach na wysokim obcasie parsknęła śmiechem i stwierdziła, że nie podoba się jej, że kobiety chodzą teraz na szczudłach. W latach dwudziestych, gdy odwiedziła Warszawę, została przyjęta z atencją przez prezydenta Stanisława Wojciechowskiego. Na pytanie prezydenta, czy pamięta poduszeczkę, którą pożyczyła mu kiedyś na drogę powrotną z Paryża do podzielonej wtedy jeszcze Polski, odparła „Oczywiście, że pamiętam. Jak i o tym, że pożyczone rzeczy się oddaje”. Ewa Curie (po mężu Labouisse) żyła bardzo długo. W roku 2006 podczas wizyty w USA prezydent Lech Kaczyński odwiedził ją w Nowym Jorku (od 1958 roku miała obywatelstwo amerykańskie), by odznaczyć ją Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Zmarła rok później, niewiele ponad miesiąc przed sto trzecimi urodzinami.

Szczęście przeplata się z nieszczęściem. W 1906 roku Pierre Curie zginął tragicznie na paryskiej ulicy potrącony przez ciężki wóz konny. Zrozpaczona Maria zaczęła spisywać swój smutek i życiową pustkę w prowadzonym przez ponad rok dzienniku. Jakie mogło być lekarstwo? Praca i tylko praca. W tym samym roku objęła wakującą po śmierci męża katedrę fizyki na Sorbonie i została pierwszą kobietą-profesorem w historii tej prastarej uczelni. Dalsze wytężone prace nad radem (m.in. wyodrębnienie go w czystym stanie metalicznym) i jego właściwościami przyniosły jej kolejne sukcesy – szereg doktoratów honoris causa na najwybitniejszych uniwersytetach europejskich (oraz członkostwo Akademii Umiejętności w Krakowie) i wreszcie w roku 1911 kolejną nagrodę Nobla, tym razem w dziedzinie chemii, za odkrycie polonu i radu. Maria Skłodowska-Curie została w ten sposób pierwszym w historii uczonym dwukrotnie nagrodzonym Noblem. Tym razem nie musiała nagrodą z nikim się dzielić. Niestety Pierre nie żył, a nagród tych nie wręcza się pośmiertnie. Po powrocie do Paryża otrzymała od francuskiego rządu wsparcie finansowe celem budowy Instytutu Radowego, w którym badano właściwości promieniowania, radioizotopów i zastosowania ich w chemii i medycynie. Ta placówka naukowa istnieje do dziś pod nazwą Institut Curie.

Cieniem na tych sukcesach położył się obyczajowy skandal: otóż Maria nawiązała około 1910 roku krótkotrwały romans z francuskim fizykiem Paulem Langevinem (który, niezależnie od Mariana Smoluchowskiego – to właśnie z prac Smoluchowskiego korzystał potem Albert Einstein – opracował m.in. równania opisujące tzw. ruchy Browna). Langevin porzucił swoją rodzinę, a że na dodatek był o cztery lata młodszy od Marii (w tamtych czasach związek mężczyzny ze starszą od siebie kobietą uchodził za faux pas), więc prasa brukowa miała używanie. Sprawa ta jednak dość szybko ucichła. Ludzie mieli na głowie inne problemy niż przelotny romans znanej uczonej. Jeden po drugim przeszły dwa tzw. kryzysy marokańskie, w których Francja i Niemcy pierwszy raz tak wyraźnie stanęły naprzeciw siebie. Do wojny na razie nie doszło, ale pokój zawisł na włosku. Gmach nowej nauki powstawał w imponującym tempie, ale gmach starej Europy zaczynał trzeszczeć. Nadchodził rok 1914.

 

Fundacja Klubów  „Gazety Polskiej”

Zadanie publiczne współfinansowane przez Senat Rzeczypospolitej Polskiej w ramach projektu  „Jestem Polakiem i znam historię swojego Kraju”.

logo_fundacja_bigSenat logo

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress