Tekst alternatywny

Czemu purpuraci milczą w sprawie Światowych Dni Młodzieży?

Czemu purpuraci milczą w sprawie Światowych Dni Młodzieży?

Zbliża się dzień Zmartwychwstania Pańskiego, najradośniejszego święta Kościoła Katolickiego, więc wracam myślami do szczęsnego czasu festiwalu radości młodych katolików, którzy latem ubiegłego roku przybyli do Krakowa na Światowe Dni Młodzieży z najodleglejszych zakątków naszego globu w sile blisko trzech milionów rozmodlonych „pięknych dwudziestoletnich”. Nigdy nie zapomnę tych zwołanych do Krakowa przez papieża Franciszka dziewczyn i chłopców demonstrujących dumnie flagami wszystkich narodów świata swą katolicką wiarę. Pięknych! Kolorowo odzianych! Uśmiechniętych! Rozśpiewanych! Radosnych!

Szczególnie zapadła mi w pamięć noc, kiedy zrobiłem obchód otwartych dla wszystkich krakowskich kościołów zwykle o tej porze na cztery spusty zamkniętych. I bez wahania powiem, że był to najpiękniejszy w moim życiu spacer. W drodze do domu, w środku nocy, zajrzałem do Sanktuarium Matki Bożej Pani Krakowa przy ulicy Karmelickiej, gdzie jest kaplica Matki Boskiej Piaskowej. Wstąpiłem, bo zawsze tam zachodzę jak wracam z południowej kawy w mieście, gdyż do tej Parafii należało nasze III Liceum im. Jana Kochanowskiego w Krakowie, a matka Boska Pisakowa była naszą patronką. Wstępowałem tam także zawsze jak mi było ciężko.

Odkąd sięgam pamięcią w kościele tym panowała atmosfera powagi i dzwoniącej w uszach ciszy, której naruszenie, jak mi się zawsze zdawało byłoby śmiertelnym grzechem. Zaś po przekroczeniu progu tej świątyni pomyślałem w pierwszej chwili, że to chyba jakiś sen nocy letniej. Bowiem ów zwykle posępny kościół okazał się miejscem eucharystycznej ekstazy fantazyjnie odzianych młodych ludzi rozmodlonych w śpiewie i tańcu. W kościele rozbrzmiewała radosna muzyka grana na egzotycznych instrumentach, a przed ołtarzem spostrzegłem tańczącą grupę nastolatków o wszystkich kolorach skóry, klaszczące w rytm bębnów zakonnice i rozanielonych mnichów. Wszystko bajecznie kolorowe i szczęśliwością tętniące. Ale nie wszyscy tańczyli. Część klęczała w kościelnych ławach modląc się w głębokiej zadumie i o dziwo nie przeszkadzało im wcale, że o krok dalej odbywa się taneczne misterium. Słowem, obecni w kościele łączyli się z Bogiem na modłę swych narodowych obyczajów i potrzeb duchowych.

Kościół był, jak nigdy rozświetlony i tak piękny, że dech mi zaparło, a Matka Boska Piaskowa z dzieciątkiem na ręku, zwykle pogrążona w półmroku i smutna, zdała się uśmiechać do tańczących, a ja dopiero wtenczas dostrzegłem, jaka ona piękna!

Jak przyszedłem do domu kończyło się właśnie spotkanie z papieżem Franciszkiem na krakowskich Błoniach, a że mieszkam opodal słyszałem przez otwarte okno odgłosy Mszy Świętej odprawianej dla dwu milionów kochających Boga dziewcząt i chłopców. Wracająca z Błoń młodzież wlała się na moją ulicę, jak wartka rzeka szumiąca wszystkimi językami świata, a ja stojąc w oknie machałem im polską flagą. Oni zaś odmachiwali narodowymi sztandarami z najbardziej egzotycznych zakątków kuli ziemskiej wołając do mnie entuzjastycznie: Alleluja!, Polska!, Poland!, Pologne!, Polen!…

Z telewizora zaś dobiegły mnie retransmitowane słowa homilii papieża Franciszka o hierarchii wartości, których nie odważę się powtórzyć, bo tak pięknie mówił, – normalnie, bez patosu i zadęcia, po ludzku, od serca. Czuło się, że Franciszek odnalazł kod komunikowania się z młodym pokoleniem, które porozumiewa się w języku dla ludzi sędziwych już niezrozumiałym. Franciszek mówił tak, jak chcą młodzi, a więc zwięźle, na temat i zgodnie z formami porozumiewania się, jakie młodzi preferują. Bez marudzenia, pouczania i moralizowania, krótko, migawkowo, z podaniem konkretnych przykładów, a jak trzeba, jak na papieża wręcz nieprzystojnie ostro. Franciszek mówił, że jak patrzy na tę radośnie rozmodloną młodzież, to On, namiestnik Chrystusa „chce się od nich uczyć nowej kultury modlitwy„.

To były niesamowite dni. Pamiętam, jak nazajutrz spotkałem na krakowskim Rynku Przyjaciela, legendarnego tenisistę Andrzeja Faruzela, który jeszcze grywał z polską finalistką Wimbledonu Jadwigą Jędrzejowską, który na mój widok krzyknął: „Krzysiek! Popatrz, jaki Kraków piękny! Wszystkie diabły pouciekały spod Wawelu„. A gdy go spytałem, co zacz, odpowiedział: „Co ja ci będę dużo gadał! Chodź to ci pokażę„. I zrobił ze mną obchód kultowych krakowskich kawiarni, gdzie jak to pod Wawelem bywa, zawsze ci sami ludzie piją kawę niezmiennie o tej samej porze. Byliśmy w „RIO”, „DYMIE”, „VIS a VIS”, „Pod Kurantem”… I rzeczywiście, ani jednego komucha i żadnego platformersa nie było, a przecież zawsze tam siedzą o tej porze. Ani śladu po walecznych szwadronach bojowników KOD-u, którzy na czas ŚDM uciekli za miasto. Zostali sami przyzwoici krakowianie. Oczy przecierałem ze zdumienia, bo Kraków zrobił się jakiś taki dostojniejszy i lepszy, a ludzie stali się znów dla siebie mili, życzliwi i uśmiechnięci, jak podczas wizyt Jana Pawła II w ich Królewskim Mieście – pamiętacie jeszcze te rozradowane twarze? – vide: https://www.youtube.com/watch?v=he0Bt00_RLA

Jako krakowianin z zapartym tchem obserwowałem bacznie od początku do końca ten fascynujący młodzieżowy festiwal wiary katolickiej i bez cienia przesady powiem, że to niezwyczajne wydarzenie, jak chodzi o skalę i medialną nośność można porównać tylko z letnimi olimpiadami, gdzie również króluje młodość. Ale po każdej olimpiadzie media gospodarza igrzysk przez kilka następnych lat o nich mówią, rozpisują się na ich temat i tworzą filmy pokazujące piękno sportu.

Natomiast zastanawiającym jest, że, mimo, iż Światowe Dni Młodzieży 2016 pokazały Polakom zupełnie nową jakość eucharystycznego obrządku, piękno radosnej modlitwy i niepomierną siłę wiary katolickiej tkwiącej w młodych sercach, po zakończeniu ŚDM, oprócz kilku wydań albumowych, wokół tego święta zapadła jakaś złowróżbna cisza w polskich mediach, także prawicowo katolickich, a Kościół polski w sprawie tego epokowego zlotu młodych katolików, jak Sfinks milczy tak, jakby tego wydarzenia w ogóle nie było. A przecież ŚDM były nie tylko spektaklem religijnym, ale także największą z możliwych promocją Krakowa, Polski i Polaków, którzy okazali się wspaniałomyślnie gościnnymi i szczodrymi gospodarzami dla młodych katolików, którzy przywieźli do Polski inną od naszej kulturę modlitwy.

Niestety milczenie Kościoła zaprzepaściło szansę podtrzymania życzliwej atmosfery z czasu ŚDM, co skutkuje tym, że zwaśnieni Polacy znów patrzą na siebie wilkiem i do gardeł sobie skaczą. Więc samoistnie nasuwają się pytania, dlaczego polski Kościół Katolicki nabrał wody w usta w sprawie Światowych Dni Młodzieży? Czemu w tej sprawie milczy telewizja publiczna? Gdzie są media prawicowe? Z jakich przyczyn Episkopat ignoruje największe przeżycie eucharystyczne w Polsce w czasie ostatniej dekady? Dlaczego znakomita większość polskich purpuratów okryła ŚDM swoistą zmową milczenia?

To zagadkowe milczenie Kościoła sprawia, że czasem odnoszę wrażenie, iż zamknięty na świat, konserwatywny i nie ma, co ukrywać opływający w luksusy polski Kościół, co prawda odrobił wzorowo zadaną mu przez papieża Franciszka lekcję na temat „Światowe Dni Młodzieży”, lecz natychmiast po ich zakończeniu począł wdrażać projekt o nazwie „Wymażmy te dni jak najszybciej z naszej pamięci!”. I nie mogę oprzeć się myślom, czy aby nie dzieje się tak, dlatego, że poza nielicznymi wyjątkami cechującym się mentalnym zastojem purpuratom nadwiślańskim papież Franciszek się po prostu nie spodobał, bo im na zamkniętym spotkaniu do słuchu nagadał, że w luksusie się pławiąc zapominają o swojej kapłańskiej powinności skromnego życia i oddania się bez reszty wiernym? A jeszcze do tego przywiózł im do Polski zdającą się im cudaczną kulturę radośnie wyzwolonej modlitwy, jakże inną od tej gorzko frasobliwej, którą oni uznają za jedynie słuszną? A może nasi purpuraci zwyczajnie się obawiają, że papież Franciszek skradnie im wyłączność na rząd dusz w sferze władzy nad młodymi Polakami?

Wiem, że kościelnym dostojnikom i starszemu pokoleniu Polaków preferujących modlitwę w ciszy i skupieniu moja notka może się wydać kontrowersyjną, a nawet obrazoburczą. Więc, na swoją obronę chciałbym przypomnieć, że te Światowe Dni Młodzieży nie dla mentalnie skostniałych seniorów były urządzone, lecz dla młodych wiernych, których, czy się to komuś podoba, czy nie, tylko ta nowa kultura modlitwy właśnie może przy Kościele zatrzymać!!!

Franciszek to wie, bo pamięta, że wiedział to już młody ks. Karol Wojtyła, gdy na Kopiej Górce w Krościenku nad Dunajcem ruch oazowy zakładał – vide: Jego słynna „powtórka z geografii”: https://www.youtube.com/watch?v=6-BzRsMMqfM, – a potem już, jako papież Jan Paweł II nie bez przyczyny przecież wymyślił i wprowadził w życie zrodzoną w Pieninach ideę Światowych Dni Młodzieży każdorazowo w innej części świata obchodzonych.

Zostawiam Państwa z tą refleksją na Święta licząc na przemyślane i merytoryczne komentarze, a także ożywioną dyskusję pomiędzy Gośćmi komentującymi na moim blogu.

Alleluja!

Krzysztof Pasierbiewicz (bierzmowany w krakowskim Kościele pod wezwaniem św. Stanisława Kostki przez ks. Karola Wojtyłę dębnicki andrus, któremu nawet do głowy nie przyszło, że przyszły Święty go konsekruje)

K_Pasierbiewicz_small

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress