Tekst alternatywny

Czy towarzysz Lenin miał rację?

Czy towarzysz Lenin miał rację?

W połowie lat osiemdziesiątych XX wieku zaczęła na świecie narastać panika w związku z podanymi przez naukowców informacjami o tworzeniu się w atmosferze tzw. dziury ozonowej. Ozon, czyli alotropowa odmiana tlenu składająca się z cząstek w których atomy zlepiają się nie parami, tylko trójkami, chroni nas przed promieniowaniem ultrafioletowym płynącym ze Słońca. UV jest na dłuższą metę szkodliwe. Nie przypadkiem mieszkańcy Tybetu mają największą procentowo populację osób niewidomych na świecie. Skoro mieszka się 5000 metrów nad poziomem morza, to nad głową zostaje już niedużo gęstego powietrza i co za tym idzie, ozonu. Chińczycy przeprowadzili przez Tybet linię kolejową; wagony są hermetyczne jak kadłuby samolotów pasażerskich, a szyby w oknach wykonane ze specjalnego szkła, które filtruje UV.

Rozmaici zieloni i inne organizacje fanatycznych ekologistów (nie mylić z ekologami, bo to naukowcy), dotowani przez potężne światowe koncerny, szybko odkryli, że za dziurą ozonową stoi – a jakże – przemysłowa działalność człowieka. Konkretnie związki chemiczne zwane freonami, stosowane w lodówkach, zamrażarkach, sprayach i w innych produktach. Za czym wydano zakaz produkowania freonów i lobby korporacji antyfreonowych zbiło na tym interesie ciężkie miliardy.

Tylko że ekologiści nie wiedzieli (a co inteligentniejsi udawali, że nie wiedzą), że dziura ozonowa pojawia się w atmosferze okolic podbiegunowych, więc nie szkodzi to ludziom, bo mieszka ich tam tyle co nic. I że systematycznie rośnie, to znów maleje, co zależne jest od aktywności Słońca.

Takich przykładów wpływu wielkiego kapitału i sektora finansowego na życie całego świata jest wiele. Choćby kwestia zakazu produkcji najlepszego ze środków owadobójczych, czyli DDT. Koronnym argumentem wrogów tej substancji było to, że DDT tak się rozprzestrzenił, że jego mikroślady znajdowano nawet w jajach pingwinów na Antarktydzie. Tam DDT nie używano, ponieważ na Antarktydzie nie ma owadów, za zimno dla nich. Wobec czego podniesiono larum, że środek owadobójczy zagraża pingwinom, które jako żywo owadami nie są, tylko ptakami. Kompletna bzdura, jak wymuszenie przez Francuzów na UE nazwanie ślimaka „rybą lądową”, ale kto by się tym przejmował? Może tylko tych parę milionów Hindusów, którzy wskutek wycofania z rynku DDT poumierali na malarię, chorobę roznoszoną przez komary. Za to koncerny produkujące inne środki owadobójcze zacierały ręce. Cóż tam miliony ludzi, skoro są miliardy dolarów?

I tu dochodzimy do Lenina, którego opasłą biografię autorstwa Victora Sebestyena („Lenin. Dyktator”, wyd. Prószyński i S-ka,, Warszawa 2018) niedawno skończyłem czytać. Jak echem wróciły do mnie cytaty z książki Lenina „Imperializm jako najwyższe stadium kapitalizmu”. Musiałem się przez to nudne dzieło (Lenin ględził w koszmarnym stylu ) przedrzeć na studiach, w ramach zajęć z historii idei, czy jak to się tam nazywało. Władimir Iljicz pisał tak (cytuję za wspomnianą biografią): „Kapitalizm (…) nie jest już postępową siłą opisaną przez Marksa (…). Nastąpiła nowa epoka, w której produkcja jest skoncentrowana w ogromnych syndykatach i trustach, dążących do monopolistycznej kontroli (…). Kontrola finansowa przeszła z rąk samych przemysłowców w ręce garstki konglomeratów bankowych – tworząc oligarchię bankową”.

Czy te słowa zapisane w 1916 roku nie opisują świata, w którym dzisiaj żyjemy? Czy nie jest tak, że rządy państw narodowych sterowane są i mogą upadać wskutek działań wielkiego kapitału i potężnych finansistów (exemplum George Soros)? Czy to nie za ich wpływem musimy nabywać jedno, a drugiego nam się zabrania, bo ktoś ważny zbija na tym miliardy, nie licząc się z naszymi interesami, zdrowiem a nawet życiem? Człowiekowi o moich poglądach trudno to przyznać, ale wydaje mi się, że w swoim proroctwie towarzysz Lenin raz jeden jedyny chyba miał rację.

Tomasz Kowalczyk

Tomasz_Kowalczyk_small

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress