Tekst alternatywny

Dlaczego nas nie lubią?

Dlaczego nas nie lubią?

Przebudzenia bywają bolesne. I budzą gniew. Oto doszło do nas z siłą wodospadu, że na świecie nas nie lubią, a co gorsza – nie znają. Wywołuje to w nas żywiołowy odruch sprzeciwu. Jak można nie lubić kraju, który był Chrystusem Narodów, państwem bez stosów, niewinną ofiarą zmowy zaborców? Kraju, który stworzył najdłużej trwającą harmonijną Unię Paru Narodów, nigdy lub prawie nigdy nie wywoływał agresywnych wojen… Czyż to nie my postawiliśmy się pierwsi Hitlerowi, nie walczyliśmy na wszystkich frontach, nie mieliśmy największego państwa podziemnego w okupowanej Europie, nie byliśmy w czasach komuny „najweselszym barakiem w obozie” i nie stworzyliśmy Solidarności, która obaliła komunizm?

Żeby jeszcze ktoś o tym wiedział! Fakt, nigdy nie potrafiliśmy się dobrze sprzedać. Nieobecność przez blisko poł wieku Polski jako suwerennego państwa, kiedy inne pracowały na swoją markę, to jedna z głównych przyczyn, ale nie jedyna. Nasza historyczna narracja mało że wątła i niekonsekwentna, zderzała się z opowieściami innych, mocniejszych – Niemców, umniejszających swoje winy i szukających wspólników, oraz Rosjan, dla których Polska była wciąż przeszkodą w planach podboju świata, a przynajmniej zjednoczenia (podbicia) Słowiańszczyzny. Anglia i Francja też miały swoje interesiki, może nawet wyrzuty sumienia. Nadzieją mogły być Stany Zjednoczone, aliści ich media, kulturę, a jak się okazuje – również politykę zdominowała agresywna mniejszość, dla której Polacy są głównym konkurentem w byciu „pierwszą ofiarą świata”. Dlatego nie pisze się o nas książek i nie kręci filmów w Hollywood. Ale czy i my jesteśmy bez winy? Czy próbowaliśmy się kiedyś skutecznie promować, proponując coś innego niż polską wódkę i kiełbasę? Skłóceni w kraju i na emigracji, nigdy nie stworzyliśmy jednolitego lobby zabiegającego o nasze sprawy. A przecież ze zjednoczoną Polonią moglibyśmy współrządzić Stanami Zjednoczonymi. Czy jest na to jakiś sposób, poza natychmiastowym uruchomieniem, nadającego na cały świat, anglojęzycznego kanału „Poland Today”? Można też szukać przyjaciół tam, gdzie nasze interesy nie są sprzeczne. Może nasze filmy, książki, seriale mogłyby zacząć ekspansję od krajów Międzymorza, Ameryki Łacińskiej, Chin, Indii, Japonii? Trzeba jednak pamiętać, że jest to długi marsz i należy się eksponować w sposób inteligentny. Zaimponować, zaciekawić, a dopiero potem lansować się z „grubej rury”. Nie wykorzystaliśmy naszego asa atutowego, którym był Jan Paweł II. Zgubiliśmy Solidarność… Ale nigdy nie jest za późno, aby zmieniać wizerunek Polski w świecie. Na prawdziwy!

Marcin Wolski

Marcin_Wolski_small