Tekst alternatywny

Dr Tomasz Ginter z IPN odwiedził Boston i Worcester

Dr Tomasz Ginter z IPN odwiedził Boston i Worcester

Dr Tomasz Ginter, pracownik Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej, z wykształcenia historyk i grafik, współtwórca kilku gier strategiczno-historycznych powstałych na kanwie historii polskiego lotnictwa, zwłaszcza Dywizjonu 303, odwiedził w drugiej połowie maja Stany Zjednoczone. Podczas swego pobytu gościł w Bostonie i Worcester, w każdym z tych miejsc spotykając się z lokalną Polonią i przedstawiając prezentację multimedialną poświęconą losom dywizjonu 303 oraz prezentując opracowane przez IPN gry edukacyjne.

Boston

Bostońska Polonia miała okazję spotkać dr. Gintera kilkakrotnie – w sobotę 21 maja odwiedził Szkołę Języka Polskiego im. św. Jana Pawła II i pokazał uczniom zupełnie inne, fascynujące oblicze polskiej historii, w niedzielę 22 maja wziął udział w Polonijnym Festynie, natomiast we wtorek 24 maja wygłosił wykład w sali parafialnej pod kościołem Matki Bożej Częstochowskiej. To ostatnie spotkanie rozpoczęło się o godz. 8:00 pm i trwało ponad dwie godziny, jednak nikt z obecnych nie narzekał na późną porę – wszyscy z ogromnym zaciekawieniem słuchali o polskim lotnictwie – bohaterskich pilotach, niezwykłych maszynach, na których latali, i podniebnych potyczkach, w których brali udział. Uczestnicy spotkania dowiedzieli się, że z Dywizjonem 303, znanym głównie z Bitwy o Anglię, wiąże się także wątek amerykański, mający swe odzwierciedlenie choćby w odznace Dywizjonu, oraz poznali wiele innych, ciekawych faktów z polskiej historii.

Worcester

Dzień później, w środę 25 maja, dr Tomasz Ginter pojechał do Worcester. Organizatorem spotkania tam była polska parafia Matki Bożej Częstochowskiej. Na wykładzie obecny był proboszcz, ks. Ryszard Polek, który chętnie podzielił się z „Białym Orłem” swoimi wrażeniami: „Był to bardzo interesujący wykład o historii polskiego lotnictwa wojskowego i wątków amerykańskich w niej zawartych. Prezentacja multimedialna zawierała wątki dotąd nieznane, albo mało znane i wszyscy zgodnie podkreślali, że było to niezwykle ciekawe ujęcie tematu. Na uwagę zasługuje fakt, że dr Ginter mówił także o samym IPN, jego funkcji edukacyjnej i niektóry inicjatywach, jak np. przygotowywanie gier edukacyjnych, patriotycznych dla dzieci i młodzieży. Otrzymaliśmy od niego komplet takich gier, został on przekazany druhowi Wiesławowi Rachoń, który będzie mógł je wykorzystać w pracy z harcerzami i uczniami naszej Szkoły Języka Polskiego. Ponadto dr Ginter mówił o materiałach edukacyjnych zawartych na stronie internetowej IPN. Myślę, że to spotkanie przyczyniło się również do bliższego poznania Instytutu i tego czym się zajmuje”.

Ci którzy wzięli udział w spotkaniu w Worcester, a z relacji ks. Polka wynika, że było to około 30-40 osób, byli pod wrażeniem wiedzy dr. Tomasza Gintera i sposobu, w jaki potrafił sie nią podzielić z zebranymi.

Joanna Szybiak


 „Biały Orzeł” zapytał dr. Tomasza Gintera o jego wrażenia z wizyty w USA i ze spotkań z tutejszą Polonią.

„Biały Orzeł”: Jakie są Pana wrażenia z pobytu w USA i ze spotkań z Polonią?

Dr Tomasz Ginter: Generalnie pozytywne. Osoby obecne na prezentacji były – z tego, co się zdążyłem zorientować – zainteresowane zarówno tematem, jak i samą prezentacją. Oczywiście w różnych miejscach reakcje trochę się różniły. Cieszę się z tego tym bardziej, że zawsze, kiedy występuję przed nową publicznością, mam obawy, czy to, co sobie wymyśliłem przy biurku w Warszawie, sprawdzi się w terenie. Zwłaszcza, jeśli jest to teren dla mnie zupełnie nieznany. Miałem to na uwadze, przygotowując wykład i dlatego specjalnie nasyciłem go wątkami amerykańskimi tak bardzo, jak się tylko dało – i to chyba była dobra decyzja.

Czyli jest Pan zadowolony z przebiegu spotkań w Bostonie, Worcester i Salem?

W zasadzie tak. Osoby, które zadały sobie trud przybycia na prezentację – a w przypadku wykładów od niedzieli do środy rzeczywiście musiały sobie trud zadać, bo wykłady odbywały się albo w ciągu festynu (w Bostonie – przyp. red.), albo wieczorami – po prezentacji zadawały sporo pytań, a to znaczy, że temat chwycił. Jedyna rzecz, która mnie martwi, to trochę za mało liczny udział młodszych osób – dzieci, a zwłaszcza młodzieży. To niepokojąca sytuacja, kiedy na zajęcia o historii ojczystego kraju przychodzą wyłącznie dorośli. Czy to znaczy, że dzieci nie zasługują na to, by ją poznać? Trudno jest mi uwierzyć, żeby rodzice nie byli w stanie swoich dzieci na takie zajęcia zabrać, zwłaszcza, że kiedy tylko mogłem, podkreślałem, że wykład nie jest przeznaczony tylko dla dorosłych, że jest to tak naprawdę film animowany z moim komentarzem, i że jest nawet bardziej przeznaczony dla dzieci, niż dorosłych. Ja oczywiście jestem w stanie dostosować ustną część wykładu do grupy wiekowej, mogę go wygłaszać i do dziesięcio- i do siedemdziesięciolatków. Ale odniosłem trochę wrażenie – przepraszam za to, co teraz powiem, jako człowiek bądź co bądź z zewnątrz – że Polonia odpuszcza ten aspekt edukacji swoich dzieci. A to bardzo przykra konstatacja, zwłaszcza, jeśli się pomyśli o dalekosiężnych konsekwencjach takiego postępowania. Naprawdę, poznanie historii własnego kraju nie boli, zwłaszcza, jeśli jest to historia, z której naprawdę można być dumnym! To, o czym opowiadałem, to nie była martyrologia, ale coś, czym można – i należy – chwalić się przed całym światem!

Czy mimo to uważa Pan, że udało się przekazać trochę tej wiedzy i zaciekawić tematem i młodszych, i starszych?

Myślę, że się udało. Oczywiście, moje wrażenia mogą odbiegać od rzeczywistości i być raczej z kategorii myślenia życzeniowego – uważam, że tu raczej należałoby spytać słuchaczy. Dzieci reagują inaczej niż dorośli. Z autopsji pamiętam, że zadawanie pytań wykładowcy jest dla nich czymś trudnym i fakt, że po wykładzie dla dzieci pytań z sali nie ma, nie musi świadczyć o tym, że wykład był klapą. Tu kryterium jest raczej reakcja sali w czasie zajęć. Dzieci, jak są zainteresowane, to siedzą cicho i słuchają – i tak rzeczywiście było. Co innego dorośli – ci się nie krępują i tu brak pytań raczej martwi. Chociaż w przypadku zajęć w Bostonie i w Salem pewnym problemem była raczej późna godzina i wynikający stąd brak czasu na pytania z sali…

Zauważył Pan jakieś różnice w odbiorze prezentacji w Stanach w porównaniu z tym, jak prelekcje, gry itd. podobały się dzieciom i młodzieży w Polsce?

Nie bardzo. Jak mówiłem, zainteresowanie dzieci objawia się ciszą na sali – i tak było zarówno w Bostonie, jak i na tego typu zajęciach w Polsce. W czasie tłumaczenia zasad gry jest z kolei głośno. Tu uruchamiają się inne emocje, więc im głośniej tym lepiej – i znowu nie widziałem jakichś zasadniczych różnic pomiędzy Polską a Stanami.

Czy było coś, co zwróciło Pana szczególną uwagę – zaskoczyło, spodobało się…?

Na pewno spotkałem się z dużym zainteresowaniem Polonii tym, co się dzieje w kraju – co zresztą nie zaskakuje. Momentami musiałem wręcz odmawiać odpowiedzi na niektóre pytania, bo jako pracownik IPN nie mogę komentować aktualnych wydarzeń politycznych, a o takie rzeczy byłem pytany. Ale to tylko wskazuje na ciągle żywą więź ze Starym Krajem, a to chyba dobry objaw. Co jeszcze? Jak już wspomniałem, poza Bostonem stosunkowo niewielka frekwencja, jeśli chodzi o dzieci. Powtórzę w tym miejscu, zwracając się do Czytelników: kogo mamy uczyć naszej historii jak nie dzieci? To jest inwestycja, która zwróci się po wielekroć, w sposób, jakiego nawet nie potrafimy sobie wyobrazić – ale zwróci się na pewno! A poza tym, tak prywatnie, wyjątkowo wspominam wizytę w Salem. Kiedy w czasie sobotniego spotkania w Bostonie pani z Salem spytała mnie o możliwość wykładu u niej w szkole, pomyślałem, że przecież w Stanach jest całe mnóstwo Salem, nazwa jak nazwa. Dopiero potem się zorientowałem, że to jest TO Salem. Taka przyjemna wartość dodana, że miałem okazję tam być. Aha, no i fakt, że miałem tam wykład po angielsku, ze względu na dorosłych, którzy uczą się polskiego. To było dla mnie zaskakujące, ale i zbudowało mnie w tym sensie, że są osoby dorosłe, którym na nauce języka polskiego bardzo zależy.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Joanna Szybiak

Źródło: http://www.ma.bialyorzel24.com/massachusetts/art,421,dr-tomasz-ginter-z-ipn-odwiedzil-boston-i-worcester.html

Boston_2016_06_15_1 Boston_2016_06_15_2 Boston_2016_06_15_3

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress