Tekst alternatywny

Felieton nieapetyczny

Felieton nieapetyczny

Z góry odradzam czytanie tego tekstu przy jedzeniu. Przynajmniej pewnego fragmentu. Ale zacznę zwyczajnie. Chciałem wrócić do tematu już przeze mnie poruszanego, mianowicie obrony Puszczy Białowieskiej przez ekologistów. Co to są ekologiści, pisałem niedawno, w sierpniu, w tekście „W puszczy i w pustyni” (można znaleźć w archiwum).

W ostatnim czasie, po bardzo długiej przerwie, obejrzałem ponownie film „Tora! Tora! Tora!”, opowiadający o ataku Japończyków na amerykańską bazę w Pearl Harbor w 1941 roku, jeden z najlepszych obrazów batalistycznych w historii kina. Otóż jest tam scena, która zwróciła moją uwagę jako adekwatna do czasów obecnych. Jeszcze przed atakiem Amerykanie instalują na wyspie supernowoczesny (jak na tamte czasy) radar, mający wykrywać wrogie samoloty i okręty. Oficer doglądający montażu jest pod wrażeniem wielkiej anteny, ale nagle pyta: – Dlaczego ustawiliśmy go na wybrzeżu? Przecież stamtąd – wskazuje na wyniosłą, zalesioną górę – miałby lepszy zasięg! Technik odpowiada: Ale nas tam nie wpuszczają. Tam jest park narodowy. Wie pan, obrońcy przyrody protestują… – Obrońcy przyrody? – wścieka się oficer. – No to ja z nimi powalczę!

Czyli już w latach czterdziestych byli tacy, którzy „ochronę przyrody” przedkładali nad wszystko, nawet nad – drobiazg – bezpieczeństwo narodowe.

W „Dzienniku Polskim” publikuje dziennikarz który nazywa się Grzegorz Tabasz, pisujący ciekawe felietony i artykuły poświęcone tematyce przyrodniczej. Pamiętam, jak kilka lat temu pisał żartobliwie, że na listę gatunków zagrożonych wyginięciem należałoby wciągnąć… tasiemca. Bo rzeczywiście, kto by dzisiaj zjadł ledwie obgotowany kawałek mięsa naszpikowany białymi kuleczkami, czyli jajami tasiemca. Chociaż i w naszych czasach, na szczęście rzadko,  zdarzają się tacy półidioci (i tu zaczyna się część nieapetyczna). Czytałem kiedyś autentyczną opowieść o młodym małżeństwie, które przeżyło dramatyczną historię. Otóż podczas odbywania stosunku mężczyźnie wypadła kiszka stolcowa. Żona próbowała ją wepchać z powrotem, ale się nie dało, więc zapakowali kiszkę do woreczka foliowego i pojechali do szpitala. Lekarz dyżurny złapał się za głowę: nie była to żadna kiszka rzecz jasna, tylko człony tasiemca.

Czy to ma coś wspólnego z Puszczą Białowieską? Ano, ma. Rządzący Unią Europejską najwyraźniej pragnęliby wpisać na listę gatunków zagrożonych wyginięciem nie tasiemca, tylko kornika – drukarza. Oczywiście tylko w Polsce. Bo w Niemczech, w lasach Bawarii, leśnicy tną aktualnie osiemsetmetrowe przesieki, gdyż mają takie same problemy jak my w Puszczy. Tylko że o tym się nie mówi; ja wpadłem na tę wiadomość zupełnie przypadkowo. Niemcom wolno, a nam nie wolno, czyli podług starej zasady – co wolno wojewodzie, to nie tobie… Minister środowiska prof. Szyszko wyjaśnia, że kornik generuje cztery pokolenia rocznie. Z jednego chorego drzewa zaraza w ciągu roku rozprzestrzenia się na trzydzieści następnych drzew. Siedem lat temu wystarczyłoby wyciąć w Puszczy parędziesiąt świerków i epidemia byłaby stłumiona w zarodku. W ogromnym kompleksie leśnym nikt by nawet nie zauważył takiego ubytku. Ale ekologiści podnieśli larum, władze lokalne się wystraszyły i wycinkę wstrzymano. W efekcie dzisiaj trzeba ciąć tysiącami.

Mam propozycję dla ekologistów. Jakoś nie było, o ile mi wiadomo, protestów z ich strony w sprawie zastrzelenia przez Niemców polskiego żubra, który skorzystał z praw przysługujących mu na mocy traktatu z Schengen. Może więc zamiast do drzew, zaczną się przykuwać do żubrów? Ale nie zrobią tego raczej, zbyt duże ryzyko. Niemcy mają najlepszą optykę na świecie, co dotyczy również lunet karabinów snajperskich.

Tomasz Kowalczyk

Tomasz_Kowalczyk_small

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress