Tekst alternatywny

Gdzieśkolwiek jest, jeśliś jest

Gdzieśkolwiek jest, jeśliś jest

Zawsze kochałem te mikroopowiadania, które Julio Cortazar kreślił na kartach „Opowieści o kronopiach i famach”. Na przykład takie, zaczynające się od słów – „Czuje nagle gwałtowne pragnienie zobaczenia wuja i pośpiesza więc przez uliczki kręte i strome, które jakby naumyślnie oddalają go od rodzinnego dworku”… Później ów bezimienny ktoś, kto stąpa z trudem odrywając nogi od asfaltu spotyka wuja, jeżeli to jest wuj, słyszy szczekanie psa, jeżeli to jest pies, i chcą obaj zapalić papierosy, ale nie ma ani ognia, ani papierosów, a w ogóle to nie wolno się odwracać i jest tak… dziwnie. Podobno Cortazar tłumaczył kiedyś, że wiele z jego opowiadań to są po prostu notowane na gorąco, tuż po przebudzeniu, jego sny. Jeśli to prawda – pisała Zofia Chądzyńska, jego tłumaczka na język polski – to niejeden pisarz wiele by oddał, by mieć takie sny.

Tak mi się przypomniały owe cortazarowe drobiażdżki gdy wczoraj na Wawelu bił dzwon Zygmunta, podczas gdy w Laskach chowano Tadeusza Mazowieckiego. Wróciły sprzed lat, bo mam wrażenie, że tkwimy w jednym z tych opowiadań – niby jest Polska, ale jakby jej nie było; jest prezydent, ale ten prezydent ma problemy by „z głowy” wypowiedzieć po polsku chociaż kilka poprawnie zbudowanych zdań; jest premier, ale ten premier polskość uważa za nienormalność; jest taki niby minister finansów, ale znowu robi się dziwnie, bo przecież jest Anglikiem, profesorem, ale nie profesorem…

Och, ta logika snu.

Byłem przekonany, że Towarzystwo nie odmówi sobie przyjemności zwrócenia się do krakowskiej kurii o możliwość rozkołysania najsłynniejszego w Polsce dzwonu, no i się nie omyliłem. Komuż on bił?

Na to pytanie odpowiedzą historycy. Chociaż próba napisania rzetelnej biografii Mazowieckiego (a bez wątpienia taka powinna powstać) na pewno nie będzie łatwa. I na pewno naukowcy, którzy się za to zabiorą przejdą przez podobną drogę krzyżową co panowie Zyzak czy Cenckiewicz, piszący o Lechu Wałęsie. O Mazowieckim można bowiem albo dobrze, albo wcale.

I nie jest to przypadek. Słusznie wielu internetowych komentatorów pisało, że budowniczowie III RP rozpaczliwie poszukują jakiegoś mitu założycielskiego i jakiegoś Ojca Założyciela. Kiedyż ta Czecia Erpe, jak ją nazywam, właściwie się zaczęła? 4 czerwca 1989 r., by przyjąć wersję zapomnianej już aktorki? A może 31 grudnia, gdy sejm przegłosował zmianę nazwy państwa na Rzeczpospolita Polska i oddał naszemu orłowi koronę? A może jeszcze później, gdy 22 grudnia 1990 r. zaprzysiężono wybranego w wolnych wyborach Lecha Wałęsę na prezydenta RP? Są tacy, którzy stawiają nawet na rok 1997 i wejście w życie nowej konstytucji. W przypadku II RP dochodziło do podobnych sporów, ale przynajmniej wszyscy zgadzali się co do roku – 1918. To było jasne.

A dzisiaj szukają tego początku. I szukają Ojca Założyciela. No i wyciągają Tadeusza Mazowieckiego. Który był mężem stanu, według rzecznika prasowego jego rządu, pani Niezabitowskiej, albowiem przed podjęciem każdej decyzji z troską w głosie pytał – czy to będzie dobre dla Polski? Któryś z autorów portalu salon.24 – nie znajdę już tego tekstu, mea culpa – trafnie stwierdził, że mąż stanu sam wie, co jest dobre dla jego kraju, więc nikogo o to pytać nie musi. Ciekawe tylko, kogo premier Mazowiecki pytał i kto mu mówił – tak, to będzie dla dobra Polski. Przychodzi mi na myśl kilka nazwisk, ale ich nie wymienię, bo nie jestem zawodowym historykiem i nie posiadam profesjonalnego przygotowania by wertować akta IPN.

Tak więc, gdzieśkolwiek jest Początku oraz Ojcu Założycielu, ciągle coś nie gra i poszukiwania są w toku. Co nie zmienia faktu, że wiatr zaczyna jakby wiać z innej strony. W gazetce reklamowej jednego z hipermarketów, które notorycznie wrzucane są do mojej skrzynki na listy natrafiłem dziś między innymi na dział książkowy. Pełno tam „dobrych książek w dobrej cenie”. Julio Cortazara oczywiście nie ma, przeważa literatura sensacyjna, poradniki i romansidła, ale w pewnej chwili przetarłem oczy ze zdumienia: Sławomir Cenckiewicz „Wałęsa – człowiek z teczki” za 27,99 zł, a reklama z adnotacją – „Pomysł na prezent. Tak demaskatorskiej książki o Lechu Wałęsie jeszcze nie było!”

Najwyraźniej przemija postać świata, czekam więc na demaskatorską książkę o śp. Tadeuszu Mazowieckim. Tylko prawda jest ciekawa.

Tomasz Kowalczyk

Tomasz_Kowalczyk_small

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress