Tekst alternatywny

Gniezno: Spotkanie z Marcinem Dybowskim

Klimat w sali eSTeDe na kilka godzin wypełnił się wyjątkowym nastrojem, gdy Marcin Dybowski, z wykształcenia historyk, właściciel wydawnictwa Antyk wprost i z pełną kulturą podjął się tematu kryzysu w Kościele. Istota problemu okazała się tak szeroka, że wykład oraz dyskusja mogłyby toczyć się do rana.

Całość wykładu miała charakter pewnych przemyśleń gościa, który w oparciu o rzetelną literaturę, głęboką wiarę i zastaną rzeczywistość naświetlił ważną rolę, jaką kościół katolicki spełniał i spełnia w naszej ojczyźnie. Obecnie w powoli sekularyzowanym świecie człowiek jako spadkobierca okrutnych ideologii marksizmu, komunizmu czy bolszewizmu plącze się w prawidłowym odczytywaniu prawdy objawionej.

Niejednokrotnie dzisiaj dziwimy się skąd się bierze apostazja? Skąd się bierze brak wiary? Marcin Dybowski odpowiada jasno, że „od 1917 roku tego braku wiary się uczymy”. Nawiązanie do objawień fatimskich, zepchniętych gdzieś w kąt przez dziesiątki lat, zasiliły rozpoczętą przez Lutra duchową rewolucję w kościele. Doskonale wiedząc, czego chciała Matka Boża w objawieniach fatimskich, sto lat później w obliczu rosnącej apostazji nie potrafimy niestety  Jej polecenia odczytać.

Jak powinniśmy rozumieć właściwe nawrócenie Rosji, o którym wyraźnie mówi Matka Przenajświętsza? Co takiego grozi światu, jeśli ten kraj nie uwolni się od grzechu?  „Z pewnością nawrócenie Rosji to nie jest panowanie prawosławia albo trwanie w schizmie”, gdyż jedyną religią prowadzącą zwykłego śmiertelnika do zbawienia jest katolicyzm. Stąd fałszywie pojmowany dzisiaj ekumenizm, akceptowany przez wielu hierarchów kościoła zabija w ludzkiej duszy resztki religijnej sumienności oddalając fatimskie posłannictwo.

Zachód wiedział o tym, że komunizm miał być potępiony. My, Polacy wtedy za  żelazna kurtyną, dzisiaj winniśmy czuć większą odpowiedzialność tamtego przesłania. Niestety odwracamy się od niego, a postępująca latami  pedagogika wstydu wyciska nam na czole wątpliwość: po co nam to wszystko? Co ta Matka Najświętsza od nas chce? Efekt jest taki, że „Niebo mówi swoje, ale my robimy swoje”.  Przykład idący z góry przy braku publicznego wsparcia dostojników kościelnych kształtuje „(…)kolejne pokolenie, które wyrasta i widzi, że skoro ktoś na górze mówi Matce Bożej nie, to dlaczego  ja nie mogą powiedzieć Panu Bogu nie”.

Zapytajmy się więc „jacy ludzie mogą wyrosnąć z takiej szkoły(…)?” Na pewno nie  wojownicy walczący o wiarę katolicką i oddający za nią swoje życie. Ze łzą w oku możemy pomyśleć o tradycyjnym katolicyzmie, o tamtym poważnym podchodzeniu naszych dziadków do wiary katolickiej, którzy doskonale wiedzieli czym jest interwencja nieba i jak należy postępować wobec  tejże interwencji. Współczesność to  atmosfera pustych uczynków wobec nakazu Matki Najświętszej. Totalna protestantyzacja dewastuje dzisiaj naszą katolicką wiarę, w której nie ma już jasnego i jednego przesłania. Na naszych oczach jest za to mnóstwo przesłań budujących pozorny świat z rozliczanym „własnoręcznie” sumieniem. Depozyt wiary przekazywany przez pokolenia, czyli tradycja naszych przodków na naszych oczach zostaje żywcem i w biały dzień pogrzebana. Czas się obudzić i wreszcie zrozumieć, że w życiu nic nie zależy od nas, a życie po życiu naprawdę istnieje.

 Klub Gazety Polskiej Gniezno