Tekst alternatywny

Hej!

Hej!

Jednym z symboli tzw. Trzeciej Rzeczpospolitej jest dla mnie pochodzący ze Szczecina zespół rockowy o nazwie Hey. Dowodzony przez charyzmatyczną wokalistkę Katarzynę Nosowską jest niemal rówieśnikiem III RP, powstał bowiem w roku 1992, a debiutował płytowo w początkach roku następnego.

Hey jest dla mnie symbolem, ponieważ w jego twórczości odbija się wiele cech charakteryzujących III RP. Turpizm, na przykład. Brzydka muzyka i brzydcy ludzie. Wokalistka, która rzadziej śpiewa, a częściej albo nuci, albo ryczy. Takie rozchwierutanie charakterystyczne jest dla Polski po 1989 r., rozedrganej i nie zawsze wiedzącej co robić. Dalej – naśladownictwo wzorców z tzw. Zachodu. Poczynając od samej nazwy grupy (Hey zamiast Hej), poprzez stylistykę. W okresie debiutu zespołu modny był „grunge” – styl rockowy będący pokłosiem punk-rocka: szorstkie, surowe, gitarowe brzmienia. Pamiętam wywiad z Katarzyną  Nosowską opublikowany w magazynie „Tylko Rock”, w którym wokalistka opowiadała, że nie cierpi zespołów w których jest „klawisz” (chodziło jej o elektroniczne instrumenty klawiszowe). Jednak kiedy minęło kilka lat i grunge zdechł, a na Zachodzie zrobiła się moda na techno, Nosowska nagrała swój pierwszy album solowy wykorzystując całą masę syntezatorów, samplerów i komputerów muzycznych.

Rozumiem, że każdemu gust może się zmienić czy poszerzyć (sam słucham nieraz takiej muzyki która nie zainteresowałaby mnie kiedy byłem nastolatkiem), ale jeśli artyście upodobania zmieniają się ściśle zgodnie z obowiązującym trendem, to dla mnie jest to koniunkturalizm.

Dalej, pustosłowie, brak treści. III RP nie posiadała treści, odżegnywała się od wartości, czego kulminacją było tuskowe „nie robimy polityki, budujemy stadiony” i slogany o grillowaniu i  ciepłej wodzie w kranie. Nic. Tekst bodaj pierwszego wielkiego przeboju Hey, piosenka „Teksański”, sprowadzał się do tego że wokalistka nie ma niczego do powiedzenia. „W moich słowach słowa czają się, nie znaczą nic”.

Następnie syndrom kompleksu wobec wielkiego świata. W III RP wmawiano nam, że Polska jest zaściankiem Europy. Istnieje jednak w naszym kraju jedna oaza europejskości i normalności, czyli Warszawa, co pokazują nam wielkomiejskie seriale TVN-u, w rodzaju „Magdy M.”, eksponujące wieżowce, Most Świętokrzyski o zachodzie słońca, oraz trzydziestoletnich prawników i prawniczki z kancelarii adwokackich, którzy dużo gadają o pracy, ale w serialu nie widać żeby pracowali, bo głównie przebywają w luksusowych apartamentach przeżywając rozterki miłosne. Mam znajomego warszawiaka, który pracuje w autentycznej kancelarii; opowiadał mi, że oglądając „Magdę M.” ryczał razem ze swoją żoną ze śmiechu, tyle te cukierkowe opowiastki mają wspólnego z rzeczywistością. No i muzycy Hey przeprowadzili się do Warszawy, czy może (nie pamiętam) w okolice Warszawy, by porzucić zaściankowy Szczecin i być bliżej Europy. Rozumiem, że nagrywając nową płytę można pojechać do innego miasta, w którym działa lepsze studio nagraniowe, ale potem, po paru miesiącach pracy wraca się do domu. Ale porzucić strony rodzinne, żeby być w Europie? „Zbyt szczecińska dla Warszawy, a dla Szczecina zbyt warszawska – a, hu!” – kolejny tekst Nosowskiej.

Pomijając poglądy polityczne panów, których wymienię – jakoś nie wyobrażam sobie Grzegorza Turnaua czy Andrzeja Sikorowskiego porzucających Kraków i przeprowadzających się do stolicy. Przy całej jej zacności, co chcę wyraźnie powiedzieć, bo mam w Warszawie wielu przyjaciół i lubię czasem prywatnie tam przyjeżdżać. Natomiast porzucanie stron ojczystych i jazda na stałe za karierą do naiwnie przyjmowanej za europejską enklawy to dla mnie kolejny syndrom III RP.

Tak mi się to napisało, bo ostatnio przypadkowo kilka razy pod rząd słyszałem Hey w radio. Oczywiście zbieg okoliczności, ale żegnając się do następnego razu piszę nie Hey, tylko – Hej!

Tomasz Kowalczyk

Tomasz_Kowalczyk_small

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress