Tekst alternatywny

Infantylizacja

Infantylizacja

Od razu zaznaczę, że filmu „Kler” nie obejrzałem. Może kiedyś obejrzę, jeśli pod postacią płytki DVD zostanie dołączony do jakiejś gazety (lub czasopisma) i będę mógł sobie to dzieło kupić za grosze w charakterze zwrotu prasowego na giełdzie pod Halą Targową. W ogóle od współczesnego kina polskiego jakoś stronię. Ostatnie dwa filmy które mi się podobały, to „Jack Strong” o pułkowniku Kuklińskim i „Bogowie” o profesorze Relidze. „Ostatnią rodzinę” opowiadającą o Beksińskich wyłączyłem po dwudziestej minucie mniej więcej. Nie dało się. Nie dziwi mnie, że Wiesław Weiss z magazynu „Teraz Rock” schlastał ten film niemiłosiernie, bo przecież Tomasza Beksińskiego znał osobiście.

Tym niemniej, o filmie Wojciecha Smarzowskiego naczytałem się i posłuchałem licznych opinii. Przeważają takie, że reżyser ów ma tendencję do swego rodzaju socjologicznej generalizacji: wyciąga marginalną patologię z danej grupy społecznej i próbuje udowadniać, że jest ona normą w środowisku. Tak było chociażby w słynnym filmie „Drogówka”, gdzie środowisko policjantów zostało przedstawione jako bagno, mafia i w ogóle samo dno. Nie wątpię, że w kręgach policyjnych zdarzają się tacy funkcjonariusze, którzy „biorą” i to nieraz na zlecenie o charakterze politycznym, ale nie można rozciągać tego na całą grupę zawodową. Jak mawia mój kolega, nauczyciel akademicki, każdy student bez wahania może wskazać jednego z profesorów docentów doktorów habilitowanych na swoim wydziale, który to profesor jest kompletnym kretynem. Albowiem statystyczna średnia kretynów wśród ludzi nauki jest taka sama, jak w całym społeczeństwie. Ale przecież nie znaczy to, że każdy profesor jest kretynem. Panie Smarzowski, niech się Pan podciągnie z elementarnych sylogizmów. Wypadki zbrodni pedofilskich zdarzają się oczywiście w Kościele i nikt tego nie zaneguje. Ale ja bym chciał zobaczyć film o pedofilii wśród polityków, dziennikarzy, a może i wśród hydraulików. Nie wspominając o pedofilii muzułmańskiej, czy żydowskiej, bo jak wiadomo, są to tematy, których lepiej nie ruszać. Lepiej skupić się na  Kościele katolickim, tak jest bezpieczniej.

A dlaczego wrzuciłem tytuł „Infantylizacja”? Jest bowiem zjawisko, które ogromnie mnie intryguje. Otóż większość dzieł twórców związanych z szeroko pojętym kręgiem liberalnej lewicy sygnowana jest zdrobnieniami ich imion. Tak więc mamy „Nowy film Wojtka Smarzowskiego”, „Nowy film Małgośki Szumowskiej”, a kiedyś była „Nowa powieść Tomka Tryzny”. Etc. Nie wiem, skąd im się to bierze. Gdybym wydał kiedyś jakąś powieść, to bym ją sygnował zwyczajnie, czyli jako Tomasz, a nie Tomek.  Może chodzi o to, żeby było fajnie, na luzie, jak z tym czekoladowym orłem prezydenta Komorowskiego, który to orzeł o ile wiem zgnił w końcu na jakimś korytarzu radiowej Trójki. (Swoją drogą, musiał być zrobiony z kiepskiego rodzaju czekolady, bo w Collegium Maius, w muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego leży w gablocie nie ruszona przez czas tabliczka czekolady wykonana dla króla Stanisława Augusta). Może ludzie ci, doznając złowieszczych skutków dysonansu poznawczego, bo ich wyobrażenia o rzeczywistości nijak nie są kompatybilne z rzeczywistością samą w sobie, uciekają w syndrom Piotrusia Pana?

Tomasz Kowalczyk

Tomasz_Kowalczyk_small

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress