Tekst alternatywny

Kiedy ekskrement walnął w klimatyzator

Kiedy ekskrement walnął w klimatyzator

Tytuł zaczerpnąłem z powieści „Hokus Pokus” Kurta Vonneguta. Narrator tym nieeleganckim określeniem nazywa przegraną przez USA wojnę wietnamską. Vonnegut miał czarne i złośliwe poczucie humoru. Niedawno jednak ekskrement walnął w klimatyzator w Warszawie i popłynął do Wisły. To ciekawe, że układ doprowadzający nieczystości do oczyszczalni ściek  ów „Czajka” się ot tak, zepsuł. Podobno nie przeprowadzono przeglądu technicznego od pięciu lat. Ot, ktoś sobie zapomniał. Zdarza się.

I oto wykrakałem, bo w poprzednim felietonie pisałem o zagrożeniach, jakie mogą spotkać Polskę po podzieleniu jej na „księstwa udzielne” zarządzane przez samorządy. Okazało się, że władze Warszawy nie mogą sprostać katastrofie ekologicznej i do akcji musiała się włączyć władza państwowa. Do dzisiaj władze samorządowe stolicy twierdzą, że nie ma żadnej katastrofy ekologicznej, mimo że mamy do czynienia największym w historii wyciekiem nieczystości. Przypomnijmy, że chodzi nie tylko o odpady komunalne, ale i przemysłowe, zawierające niebezpieczne chemikalia (m.in. fosforany i azotany). Nic to. Woda w Wiśle sama się oczyści, a martwe ryby pływające do góry brzuchami w ściekach zostały podrzucone, jak stwierdziła „Gazeta Wyborcza”, cytując eksperta, Pana Zbyszka. Pan Zbyszek wie, że nie są to ryby z Wisły. Pewnie rozpoznał je po tablicach rejestracyjnych. Czegóż to się nie napisze, by bronić ukochanych pieszczoszków saloniku warszawskiego. Zdaniem urzędników prezydenta Trzaskowskiego już kilka kilometrów poza miejscem gdzie ekskrement walnął w klimatyzator woda jest równie czysta, jak przy głównym ujęciu. Wynajmuje się usłużnych ekspertów, potwierdzających to twierdzenie. Odstrzał dzików już najwyraźniej katastrofą przestał być z dnia na dzień, bo Komisja Europejska nie tylko nie zganiła Polski za ten odstrzał, ale pochwaliła. Nic dziwnego; Niemcy nie chcieli, żeby dziki dotknięte zarazą właziły do ich kraju. Największą katastrofą ekologiczną jest wycinka umierających drzew w Puszczy Białowieskiej (zżeranych przez korniki, przenoszące się na coraz to nowe, jeszcze zdrowe drzewa). Swoją drogą, skoro rzeki same się oczyszczają, to po cholerę budować w ogóle oczyszczalnie ścieków? Ileż to pieniędzy można by zaoszczędzić i przeznaczyć na budowę nie oczyszczalni, tylko hosteli dla osób LGBTQWERTY?

Tzw. ekolodzy z polskiej sekcji Greenpeace (której zarząd składa się głównie z Austriaków) próbowali najpierw przemilczeć temat, a kiedy wreszcie ich przyduszono, wydali wreszcie jakiś tam komunikat, z którego niewiele wynika. Nieraz już o tym pisałem, ale powtórzyć zawsze warto: ekologiem nie jest młody człowiek przykuwający się do drzewa łańcuchem i malujący sobie zielone paski na policzkach, walący w bęben i robiący dużo wrzasku. Ekologiem jest ktoś, kto ukończył odpowiedni kierunek studiów i albo został z szeroką wiedzą o przyrodzie realizując się w dowolnej pracy, albo pozostał na uczelni, by piąć się po szczeblach kariery akademickiej. Ekologiści, jak ich nazywam, to ci którzy z ekologii zrobili sobie ideologię. Czerwoni przemalowali się na zielono po upadku komunizmu i rozpadzie ZSRS. Stracili ideologiczny grunt pod nogami i musieli znaleźć sobie coś zastępczego. Wiele organizacji społecznych, takich jak Greenpeace właśnie czy Amnesty International, początkowo wykonujących znakomitą robotę, zdegenerowało się w dzisiejszych czasach.

Na dniach ekologiści zablokowali wpłynięcie do portu gdańskiego statku wiozącego węgiel. Dosiedli wzorem piratów somalijskich motorowych pontonów i wysmarowali na burcie wielki napis WĘGIEL STOP. Blokowanie statku to złamanie międzynarodowych ustaleń prawa morskiego. Żeby było zabawniej, masowiec wiózł odmianę węgla zwaną antracytem, którym się nie pali, tylko używa w procesie wyrobu stali, rozpuszczając go w stopie. Zachwalane przez ekologistów wiatraki produkujące prąd zawierają wiele elementów technicznych wykonanych właśnie ze stali. Z zatrzymanymi przez straż graniczną trudno się było dogadać po polsku, bo większość z nich mówi po niemiecku. A więc są obywatelami kraju, w którym wycięto ogromne połacie lasu, by zbudować tam kopalnię węgla brunatnego. Przeciwko czemu ludzie z Greenpeace nie protestowali. Wiadomo, Niemcom wolno więcej niż Polaczkom. Jakiś złośliwy internauta wypuścił mema, przedstawiającego statek z owym napisem WĘGIEL STOP, dodając do niego dopisek: A G…O NIECH PŁYNIE. Tyle o szczerości i umiłowaniu przyrody w wykonaniu ekologistów.

Jedyna optymistyczna rzecz: wielu młodych wykształconych warszawiaków to tzw. weganie. I to, co wydalają, z pewnością jest ekologiczne.

Tomasz Kowalczyk

Tomasz_Kowalczyk_big

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress