Tekst alternatywny

Komuś się wydaje, że zawsze będzie piękna pogoda

Komuś się wydaje, że zawsze będzie piękna pogoda

Zacznę od dygresji. Sporo już lat temu słuchałem w Radiu Kraków audycji poświęconej bezpieczeństwu na drogach. Gościem był oficer z Komendy Wojewódzkiej, z drogówki. Powiedział wtedy m.in. że najczęściej do wypadków samochodowych dochodzi bynajmniej nie wówczas, gdy zalega mgła, są problemy z widocznością, jezdnia jest mokra albo oblodzona. Nie, najczęściej dochodzi do nich przy pięknej, słonecznej pogodzie i suchej nawierzchni. Bierze się to oczywiście stąd, że przy takiej pogodzie kierowcy czują się bezpiecznie i szarżują po drodze. Kiedy zaś jest brzydko i leje deszcz – uważają i jadą ostrożnie.

Można zauważyć, że w polityce obowiązują takie same zasady. Był już lider potężnej partii, który całkiem niewiele lat temu stwierdzał pysznie, że jego ugrupowanie „nie ma z kim przegrać”. Jak się to skończyło – widzimy. Ta partia nie tylko utraciła władzę, ale się rozsypuje. Nadmierna pewność siebie nigdy do niczego dobrego nie prowadzi. Starożytni Grecy mieli na to swoje słowo: „hybris” – grzech pychy.

Piszę te słowa po obejrzeniu paru internetowych relacji z jakiegoś tam „czarnego marszu”, czy jak to tam się nazywa, na którym feministyczne lewactwo ale i zwykłe, inteligentne kobiety nie zawracające sobie dotąd specjalnie głowy polityką zaprotestowały przeciwko zaostrzeniu ustawy o aborcji. Uważam za wielki błąd partii rządzącej, że kierując pod obrady komisji sejmowej obywatelski wniosek, jednocześnie odrzuca wniosek przeciwny – o liberalizacji aborcji. I nie dlatego, bym – broń Boże – życzył sobie tzw. aborcji na życzenie. Przecież projekt „liberalny” i tak nie miał by szansy na uchwalenie. Przeciwko byłoby Prawo i Sprawiedliwość, posłowie od Kukiza, spora część PSL, a może i nawet trochę konserwatywnych posłów PO. Tymczasem PiS zobowiązując się do pracy nad projektem delegalizacji aborcji jednocześnie zakłada tłumik jego przeciwnikom z ich kontrprojektem. To głupia taktyka, dzięki której w społeczeństwie powstaje wrażenie, sprytnie wykorzystywane przez opozycję, że jest to projekt „pisowski”, co przecież nie jest prawdą.

Coś mi się wydaje, że w ławach poselskich PiS znalazło się trochę za dużo przysłowiowych krewnych i znajomych królika, którym wydaje się, że przy słonecznej pogodzie można szarżować, podczas gdy prawdziwie wartościowi, rozumiejący politykę ludzie poupychani zostali przed wyborami po jakichś tam siódmych miejscach. Taka niebezpieczna jazda może się jednak zakończyć bliskim spotkaniem z przydrożnym drzewem.

Na koniec druga i ostatnia dygresja. Obejrzałem sobie (bo w teksty prasowe się nie wczytywałem) zdjęcia feministek. Nic się nie zmieniło. Bohater i narrator powieści Stanisława Lema „Pokój na Ziemi” podstępnie zostaje poddany kallotomii. Jest to zabieg polegający na rozcięciu nerwów spajających obie nasze półkule mózgowe. W efekcie jego świadomość kontroluje tylko prawą połowę ciała, natomiast część lewa wyprawia różne dziwne rzeczy, nad którymi on nie jest w stanie zapanować. Tak na przykład podczas jazdy nowojorskim metrem jego lewa ręka co ładniejsze kobiety ni z tego ni z owego podszczypuje w tyłek: „Nie to było najgorsze, żem raz i drugi dostał po gębie, lecz to, że większość nagabywanych w ten sposób wcale nie miała mi tego za złe. Owszem, uważały to za wstęp do małego romansu, a romans był ostatnią rzeczą, jaką podówczas miałem w głowie. O ile mogłem się zorientować, policzkowały mnie aktywistki >>Womans Liberation<<, zresztą bardzo rzadko, bo przystojnych jest wśród nich tyle co nic”.

Tyle o feministkach które zobaczyłem na zdjęciach. Trzydzieści jeden lat minęło od napisania tej powieści, a córki tych „Womans Liberation” cały czas są brzydkie, tak jak ich mamusie, które wbrew sobie nie dokonały na czas aborcji.

Tomasz Kowalczyk

Tomasz_Kowalczyk_small

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress