Tekst alternatywny

Lubię się kłócić

Lubię się kłócić

W minioną sobotę przeczytałem na portalu Niezależnej ciekawy felieton mojego krajana Wojciecha Muchy, zatytułowany „Przeciw jedności ducha”. Warto przytoczyć cytat z tego tekstu, opisujący reakcję czytelników na wcześniejszy tekst Wojtka. Otóż internauta podpisujący się nickiem Jerzy stwierdził: „…że przyjęcie metody Orbána – hungaryzacja (lub bardziej fideszyizacja) mediów – może sprawić, że >>nasze społeczeństwo będzie silne jednością i kształtowane w jednym duchu, a nie zasypywane sprzecznymi ideami.To marzenie moje i moich znajomych<< – pisze pan Jerzy. Cytuję głos pana Jerzego dlatego, że dość często spotykam się z podobną postawą-pokusą. Jest to zapewne pociągające intelektualnie, ale także niebezpieczne. Kto bowiem miałby decydować o tym jednym duchu?”.

Jest to temat mi bliski, ponieważ stoczyłem już chyba setki dyskusji z przedstawicielami tzw. krakówka, którzy uparcie mówili mi, że w Polsce toczy się wojna polsko-polska. Na moją ripostę, że nie ma wojny polsko-polskiej, tylko jest wojna polsko-peerelowska i że trzecie pokolenie PPR walczy z trzecim pokoleniem AK (nie ja to wymyśliłem) jeżyły im się włosy na głowach (tym, którzy jeszcze włosy posiadali). I mówili, że podziały w społeczeństwie to wina Kaczyńskiego (w bardziej burzliwych rozmowach używali wersji „kaczor”, „kaczyści” i „pisiory”. Słowo „szarańcza” weszło w obieg stosunkowo niedawno, dawniej było „dorzynanie watahy”). Wywodzili, że gdyby kaczystów nie było, to by nie było też kłótni przy świątecznym stole w gronie rodzinnym, bo panowałaby zgoda i jednomyślność. Na argumenty, że na przykład w USA rzeczą normalną są takie kłótnie, bo rodzice głosują na republikanów, a dorosłe dzieci na demokratów lub vice versa, odpowiedzi nie mieli. Na argumenty, że w Polsce istniał już kiedyś Front Jedności Narodu, zastąpiony następnie Patriotycznym Ruchem Odrodzenia Narodowego (pamiętam z dzieciństwa hasło „PRON cię wzywa”, które w szkole wymawialiśmy „prącie wzywa”, co niektóre nauczycielki z gatunku podstarzałych ciotek rewolucji przyprawiało o histerię) zionęli tolerancją. Ale coraz rzadziej tych ludzi spotykam. Oni są tak jednomyślni, że zaczęli mnie unikać

Był słynny cesarz rzymski, Konstantyn Wielki. Wątpliwej jakości chrześcijanin (kazał zamordować m.in. swoją żonę i syna, a chrzest przyjął dopiero na łożu śmierci) marzył o jedności: jeden cesarz, jedno cesarstwo, jedna wiara. Doprowadziło to do licznych schizm i wojen domowych. Zasada jednomyślności (liberum veto) walnie przyczyniła się do upadku dawnej Rzeczypospolitej. Ludzie po prostu nie chcą być jednomyślni, ponieważ mają wolną wolę i prawo do wyboru. Nie przeszkadza mi, że w Polsce wychodzi tygodnik „Newsweek”, dopóki wychodzi też „Gazeta Polska”. Lubię się kłócić, dlatego przy wigilijnym stole, jeśli rozmowa zejdzie na politykę, chętnie się pokłócę. Kłótnia to dynamizm i możliwość wykucia  nowych pomysłów i rozwiązań. Jednomyślność to marazm i stagnacja. Jak śpiewał kiedyś Kuba Sienkiewicz – „wszyscy zgadzają się ze sobą, a będzie nadal tak jak jest”. Może dojdzie do ostrej wymiany zdań, kto dzieli Polaków: kaczor, czy schetynescou? Wszystko zależy od punktu widzenia. Jedno jest pewne: FJN i PRON do niczego dobrego nie doprowadziły. Strzeż nas Panie Boże i p. Jerzego od braku sprzecznych idei i siły jedności.

Tomasz Kowalczyk

Tomasz_Kowalczyk_small

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress