Tekst alternatywny

Mli-mli

Mli-mli

Całkiem nieoczekiwanie dla samego siebie wróciłem do rozmyślań o niedawnych stosunkowo zamachach terrorystycznych we Francji i Belgii. I do reakcji na nie tamtejszych społeczeństw. Wróciłem, bo po wielu latach przerwy przeczytałem ponownie powieść Stanisława Lema „Powrót z gwiazd”. On jej nie lubił, z czasem uznał że jest to najgorsza książka jaką w życiu napisał. Niesłusznie.

Narrator, Hal Bregg jest astronautą, który wraz z kolegami powraca na Ziemię po odbyciu międzygwiezdnej wyprawy. Dla nich trwała ona dziesięć lat – o tyle się postarzeli. Ale ponieważ podróżowali z podświetlną prędkością, na skutek einsteinowskiego paradoksu czasu na naszej planecie upłynęło jakieś sto trzydzieści lat. Nie zastają więc na Ziemi nikogo z bliskich, przyjaciół, wszyscy już dawno umarli. Są samotni i to samotni w zupełnie niezrozumiałym dla nich społeczeństwie.

Ludzkość jest zbetryzowana. Betryzacją nazywa się zabieg, któremu poddawane jest każde dziecko, a mający na celu usunięcie z umysłu wszelkich agresywnych popędów i zachowań. Z pozoru jest to dobre – nie ma już wojen, terroryzmu, nawet zwykłych bijatyk w knajpie. A jednak coś za coś – oczami narratora obserwujemy społeczeństwo bezwładne, rozleniwione, pogrążone w bezmyślnym hedonizmie. Nie ma już ludzi latających do odległych gwiazd, bo to się wiąże z ryzykiem. W tym świecie nikt ryzyka nie podejmuje. Jeden z bohaterów mówi: „Nie latają i nigdy już nie będą. Będzie coraz gorzej. Mli-mli. Jedno wielkie mli-mli. Oni nie mogą patrzeć na krew. Nie mogą myśleć o tym, co się może stać, kiedy… (…) Myślę, że oni zrobili okropną rzecz. Oni zabili w człowieku – człowieka”.

Astronautów powracających z odległej przeszłości nie można poddać betryzacji. Są dorosłymi mężczyznami i taki zabieg mógłby ich doprowadzić do śmierci. Stosuje się więc zabiegi zastępcze – aparaty do nauki przez sen. Mówi przyjaciel Hala, Olaf:

„ – Coś mnie skusiło i wysłuchałem tego na trzeźwo, chociaż instrukcja zabraniała. No, nie masz pojęcia! (…)

– Co tam jest?

– Słodycze (…). Żebyś był łagodny, żebyś był grzeczny. Żebyś się pogodził z każdą przykrością (…). Że najwyższym dobrem jest społeczna stabilizacja i tak dalej (…). A konkluzja: żyć cicho, pisać pamiętniki, nie do wydania, ale tak, dla siebie, uprawiać sporty i kształcić się (…).

 – To ma być namiastka betryzacji…

– Jasne. Cała masa rzeczy jeszcze tam była: że nie można używać siły ani agresywnego tonu wobec nikogo, a już hańbą jest uderzyć kogoś, zbrodnią nawet, bo to powoduje straszny szok. Że nie wolno walczyć, bo tylko zwierzęta walczą…”.

Kiedy w ostatnich dniach czytałem ten „Powrót z gwiazd” przypomniałem sobie reakcje światłych Europejczyków na bestialskie ataki terrorystyczne. Zamiast nalotów – płacz. Zamiast oddziałów wojska zmiatających wszystko co się rusza – malowanie kredkami po asfalcie. Zamiast odpalenia paru rakiet – internetowe akcje z rozbijaniem sobie jajka na głowie. Stanisław Lem to przewidział, ale nie doczekał i pewnie nie spodziewał się, że ideologiczna betryzacja Zachodu nastąpi tak szybko. Może wtedy nie potępiałby tak bardzo swojej proroczej powieści. Te syte, hedonistyczne społeczeństwa takich krajów jak Francja wydają się już niemal stracone. W rozmowie z przyjaciółmi wyraziłem kiedyś opinię, że ostatni Francuzi, potomkowie walecznych Galów i Franków wyginęli w latach I wojny światowej. Miejmy nadzieję, że młode pokolenie jednak podniesie głowy i kultura mli-mli nie zatriumfuje.

Tomasz Kowalczyk

Tomasz_Kowalczyk_small

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress