Tekst alternatywny

Mój problem ze Smoleńskiem

Wróg ludu…

Mój problem ze Smoleńskiem

Muszę przyznać, że gęba, którą dorobiła mi „Gazeta Wyborcza”: bezwzględnego faceta dążącego do celu i z lubością likwidującego swoich wrogów, choć przynosi w życiu codziennym sporo pożytków (jak tu zadzierać z takim?), nie ma dużo wspólnego z prawdą. Generalnie w życiu wolę negocjować, budować kompromisy i nie krzywdzić ludzi. Wściekłość mija mi najdłużej po kilku dniach. Złe uczynki, jako niedoszły psycholog, chętnie tłumaczę trudną sytuacją w życiu, zagubieniem się słabych istot, a nawet głupotą.

W jednej sprawie jednak jakoś nie mogę się przemóc. Chodzi o tragedię smoleńską. Nie piszę o tych, którzy do niej doprowadzili w taki czy inny sposób, są na razie poza moim zasięgiem. Nawet nie mam na myśli polityków, którzy mniej lub bardziej świadomie wzięli udział w grze z Putinem. Tych, mam nadzieję, już wkrótce dosięgnie sprawiedliwość. Chodzi mi o setki dziennikarzy, których spotykałem na co dzień w radiu i telewizji. Z niektórymi, mimo różnicy poglądów, nawet się kolegowałem. Czasem dobrze czułem się w sytuacji, kiedy w studiu telewizyjnym było czterech przeciwników, z prowadzącym włącznie, na mnie jednego. Za wszelką cenę udowadniali, że coś jest ze mną nie w porządku, a ja mogłem w tak trudnej sytuacji przeczołgać ich na ekranie. To nawet dodawało smaku moim występom wśród tamtego towarzystwa.  Często zresztą puszczały im nerwy, co sprawiało mi dodatkową satysfakcję. Był nawet jeden taki, który po programie wzywał mnie na „pięści”, ale jak ochłonął – uciekł.

Ta zabawa skończyła się w 2010 r. Nie chodzi o to, że z hukiem wyrzucono mnie ze wszystkich elektronicznych mediów publicznych i prywatnych (z TVP wyleciałem 9 kwietnia wieczorem). Spotkało to też wielu moich kolegów. Choć trzeba przyznać, że „Gazeta Polska” była tu tępiona szczególnie.

Chodzi mi o absolutnie cyniczną postawę przyjmowania każdego łgarstwa ze strony władzy jako prawdę. Władza była tu winna jak cholera, choćby dlatego, że organizowała tragiczny lot. Bezkrytyczne ufanie jej mogło wiązać się albo z kompletnym debilizmem, albo z chęcią porzucenia jakichkolwiek motywacji do poszukiwania prawdy. Moi koledzy dziennikarze, którym jeszcze chwilę wcześniej podawałem rękę, z jakichś nieznanych powodów okazali się nieczuli na choćby próbę poszukiwania alternatywnych informacji. Po obaleniu jednego kłamstwa przyjmowali drugie, a za pewnik uznawali, że wszystko już wyjaśniono. Być może istnieją jakieś procesy psychologiczne, które ułatwiają takie postawy. Jedno jest pewne: ich główną motywacją była kariera, a przynajmniej chęć wygodnego życia.

Gdyby chodziło o jakąś aferę finansową, byłoby źle, ale nie takie rzeczy już tu widzieliśmy. Chodziło jednak o coś zupełnie innego. Chodziło o śmierć prawie stu osób. Chodziło o doprowadzenie do katastrofy, w której zginał prezydent Polski, jego małżonka, dowództwo armii, po prostu cała elita narodu. Chodziło o podstawy bezpieczeństwa państwa i po prostu o honor.

Wiem, koledzy z mainstreamowych mediów, że nie rozumiecie tego słowa, ale dla mnie nie jest ono obojętne. W ważnej chwili nie tylko nie wykazaliście się odwagą, to jeszcze można wybaczyć, ale okazaliście się podłymi ludźmi, zeświniliście się totalnie.

Dzisiaj bardzo więc Was proszę, nie pieprzcie mi o demokracji, przyzwoitości i prawach człowieka. Boli was, że kończy się kasa. To rozumiem. I jeżeli chcecie być wiarygodni, krzyczcie, że nie tak miało być. Pieniądze miały płynąć jak szambo, w którym unurzaliście siebie i cały nasz kraj. Pieniądze się skończyły. W szambie już raczej zostaniecie.

Tomasz Sakiewicz

Tomasz_Sakiewicz_small

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress