Tekst alternatywny

O wpływie zmiany czasu na przemiany społeczno-polityczne

O wpływie zmiany czasu na przemiany społeczno-polityczne

Piszę te wielce uczone słowa w dniu, w którym wielu naszych Braci Moskali świętuje 99. rocznicę wybuchu Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej. Która rzecz jasna nie była ani wielką, ani socjalistyczną, ani rewolucją, ani październikową. Był to pucz komunistycznej bojówki który zdarzył się w listopadzie, a swój sukces zawdzięczał tyleż serii zbiegów okoliczności, co głupocie władzy „białej” Rosji.

Wszyscy o tym zapewne wiedzą, ale dla porządku przypomnę: w Rosji carskiej w użyciu był kalendarz zwany juliańskim. Tak go nazwano, gdyż wprowadził go w życie Gajusz Juliusz Cezar. Metody obliczania kalendarza przywiezione do Rzymu przez Cezara jako podarunek uczonych kapłanów z Egiptu zawierały jednak drobny błąd. Minimalny, ale jednak jego skutki kumulowały się stopniowo w miarę upływu stuleci i wreszcie w XVI w. kalendarz rozjeżdżał się z rzeczywistym czasem o kilkanaście dni. Uczony papież Grzegorz XIII zarządził wówczas reformę – ucięto te fałszywe dni i tak powstał kalendarz gregoriański, którego używamy do dziś. Najpierw reformę przyjęły państwa rządzone przez monarchów katolickich, w tym Rzeczpospolita; państwa protestanckie opierały się, ale i one, jedno po drugim decydowały się na taką praktyczną zmianę. Anglicy, trwale nienawidzący „papistów” skapitulowali dopiero bodaj w XVIII w. Pozostała Rosja, mieniąca się „Trzecim Rzymem”. Lenin, jako prawdziwy Europejczyk (acz pochodzenia tatarskiego) polecił wprowadzenie nowego kalendarza w 1918 r. Kalendarz juliański przetrwał do dziś tylko jako kalendarz liturgiczny prawosławnej Cerkwi.

Reformy kalendarza zdarzają się rzadko. Co innego zmiany czasu – tę torturę przeżywamy dwa razy do roku. Ostatnio w niedawny weekend. Fachowcy powiedzą nam, że jest to rozwiązanie wprowadzone w Niemczech w czasie I wojny światowej i że miało na celu racjonalizację zużycia energii elektrycznej wykorzystywanej w oświetleniu hal fabrycznych. Potem pomysł przejęły inne państwa – i tak już zostało. A właściwie, dlaczego zostało? W 1916 r. miało to zapewne jakiś sens, ale dziś, w czasach gdy zakłady przemysłowe doświetlane są światłem sztucznym i w nocy i w dzień? Po co te zmiany czasu, jaki z tego zysk? Raczej gigantyczny problem. Z przestawianiem domowych zegarów poradziłem sobie łatwo – tu kółkiem pokręcić, tam nacisnąć i przytrzymać jakiś guzik, ale mój sportowy zegarek przestawiałem z dobre pół godziny, klnąc ile wlezie, a gdybym nie miał do dyspozycji internetu w ogóle bym sobie nie poradził, bo papierowa instrukcja obsługi dawno się już gdzieś zapodziała.

Dawniej ludzie żyli zgodnie z rytmem przyrody. Kładli się spać po zachodzie słońca, wstawali przed wschodem. Co oznacza, że zimą spali długo a latem krótko. I to miało sens, bo przecież rolnik więcej ma w polu do roboty latem niż zimą. Tylko wąską warstewkę bogaczy stać było na nocne życie (pamiętamy, jak Petroniusz w sienkiewiczowskim „Quo Vadis?” zbudził się dość wcześnie, bo około południa). Zmieniło się to w dobie rewolucji przemysłowej, gdy w XIX w. robotnicy wywalczyli sobie wreszcie ośmiogodzinny dzień pracy. Ale ten podział – osiem godzin snu, osiem godzin pracy i osiem godzin dla siebie – jest całkowicie sztuczny i nie przystaje do fizjologii ludzkiego organizmu.

Stanisław Cat-Mackiewicz snuł ongiś fantasmagoryczne rozważania o jakichś fluidach płynących z kosmosu i wpływających na ludzkie umysły. Stąd – wywodził – ludzkość w pewnych okresach zachowuje się spokojnie, a w innych wpada w bojowy szał. Podawał przykład Szwedów – kiedyś postrachu Europy ze swoją bitną piechotą i znakomitą artylerią, a dziś najbardziej pacyfistycznego narodu na świecie. Trąciło to kiepską fantastyką, ale czy rzeczywiście nie może być tak, że katastrofy XX w., z jego dwiema światówkami i licznymi rewolucjami to w jakiejś mierze efekt rozchwierutania umysłowego ludzi oderwanych od naturalnego środowiska, zapędzonych w sztuczny kierat trójpodziału doby i zmuszanych nie wiadomo po co do ustawicznych regulacji zegarków? Zostawmy w spokoju kalendarze, przejdźmy na stałe na czas słoneczny lokalnego południka, a że biurokratom może się to nie podobać, to już ich sprawa.

Tomasz Kowalczyk

Tomasz_Kowalczyk_big

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress