Tekst alternatywny

Ostatni gasi światło

Wrzutka

Ostatni gasi światło

W poczcie mailowej przeczytałem, że Stowarzyszenie Pisarzy Polskich musiało rozwiązać umowę ze wieloletnią sekretarką panią Grażyną. Powód prozaiczny – najpoważniejszej instytucji pisarskiej w III RP nie stać nawet na jednego pracownika. Czy to już koniec? Jak długo jeszcze zostanie pusty lokal z widokiem na Kolumnę Zygmunta, na który ostrzy sobie zęby miasto? Resztka majątku przepadła wcześniej – słynny Dom Pracy Twórczej w Oborach trafił w ręce familii Staraków. Bibliotekę literacką przejęła Biblioteka Narodowa… Kiedy przypomnę sobie radość i nadzieję, gdy środowisko związane z Solidarnością odzyskiwało cząstkę Domu Literatury w 1989 roku – dumę, jaką napawała mnie myśl, że znajdę się w jednym związku z Miłoszem, Herbertem i Szymborską wśród ludzi utalentowanych i uczciwych, w odróżnieniu od kontynuującego żywot ZLP, nazywanego neoZLe-Pem, współczesny smutek jest bardzo letni. Choć poświęciłem związkowi sporo czasu, byłem prezesem oddziału warszawskiego i wiceprezesem całości, dziś nawet nie wiem, czy należę. Były pomysły, żeby wyrzucić mnie jako „faszystę”. Rafał Ziemkiewicz nie czekał – sam wystąpił. Ale pozbycie się ekstremistów niczego nie załatwiło. Mimo że SPP za czasów Szczepańskiego, Maryiańskiej, Kulmowej ukształtowało się jako ciało pluralistyczne, ostatnio skręciło w stronę „salonu warszawskiego”. Ale nie stało się wystarczająco salonowe. Fakt ograniczonej, ale jednak współpracy z instytucjami reżimowymi, takimi jak Muzeum Literatury czy Ministerstwo Kultury, stał się powodem wystąpienia kolejnej grupy kolegów, tym razem z lewicowego trzonu. Nie ma pieniędzy, głos niegdysiejszego „sumienia narodu” przestał być słyszalny. Kiedyś uchwała samego oddziału warszawskiego, jak wtedy w 1968 roku po zdjęciu „Dziadów”, zdolna była zatrząść PRL. Opinia twórców miała swoją wagę. Tyle że z czasem wielkich twórców zabrakło, starzy umierali, młodzi nie wiedzieli, po co się zapisywać. Laury dziś rozdają nie twórcy, ale grupy polityczne, a sprzedaż i dochody nie zależą już od literackiej wirtuozerii. Nie ma wychowawczej roli opinii środowiskowej, nie nobilituje przykładowa wódka z Nowakowskim ani nawet randka z Iwaszkiewiczem. Salon, jeśli nawet gdzieś istnieje, schlebia dziś gawiedzi i popiera chuliganerię. W pamięci jeszcze mam szmer rozmów w parku w Oborach, z księdzem Twardowskim, Januszem Krasińskim, Maciejem Parowskim. Było, minęło… A przecież mi żal!

Marcin Wolski

Gazeta Polska

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress