Tekst alternatywny

Precz z przymiotnikami!

Precz z przymiotnikami!

Pisałem kiedyś, że lubię sobie czasem posłuchać publicystyki w radiu TOK FM. Wypowiedzi redaktorów Żakowskiego, Lisa czy Wołka traktuję bowiem jako znakomity kabaret polityczny. Dobrych kabaretów dzisiaj ani na lekarstwo, więc muszą mi ci panowie wystarczyć.

W ostatnich czasach wymienionych panów głównym zmartwieniem jest problem demontażu w Polsce czegoś, co określają mianem „demokracji liberalnej”. Lament. Pisiory zabierają nam demokrację liberalną!

Okres mojej nauki w szkole podstawowej przypadł na lata osiemdziesiąte. Ciężkie, szare i ponure czasy. Jakoś w szóstej czy siódmej klasie włączono nam do programu nauczania WOS, czyli Wiedzę o Społeczeństwie. WOS-u uczył nas sam Pan Dyrektor naszej szkoły. Nazwiska nie pamiętam. W każdym razie był członkiem PZPR, bo inaczej nie mógł by zostać dyrektorem. Wtedy, żeby zostać dyrektorem czegokolwiek, trzeba było być członkiem Partii, tak jak dzisiaj by być kierownikiem jednego z wydziałów gminnej mleczarni trzeba mieć dyplom magistra, kupiony na prywatnej uczelni, gdzieś, dajmy na to, pod Chodzieżą. Pan Dyrektor posiadał specyficzną cechę. Był nauczycielem satelitarnym, a nie – jak większość – stacjonarnym. To znaczy nie siadał przy biurku, tylko chodził po klasie w kółko, nie przerywając swoich wywodów. Kiedyś nawet przewrócił się na podłogę w trakcie chodzenia, bo wlazł na kartkę upuszczoną niebacznie przez jakiegoś ucznia. Wstał i znowu zaczął chodzić i mówić. Gdy wróciłem do domu, powiedziałem mojemu Dziadkowi że wedle wierzeń starożytnych Rzymian oznacza to, że komunizm upadnie. Przyjął to z radością.

Pewnego razu Pan  Dyrektor opowiadał nam o różnorodności ustrojów politycznych, jakie istnieją na świecie. Że tu i ówdzie istnieją jeszcze monarchie, że tu i ówdzie panuje autokracja, ale że większość państw na świecie jest  demokratyczna. Przy czym – zaznaczył – są państwa demokracji kapitalistycznej, oraz państwa demokracji ludowej. Polska Rzeczpospolita Ludowa należy oczywiście do obozu demokracji ludowej. Nie wytrzymałem i parsknąłem śmiechem.

– Kowalczyk – zapytał poirytowany Pan Dyrektor. – Z czego się śmiejesz?

Wstałem.

– Panie dyrektorze – powiedziałem. – Nie znam języka greckiego, ale wiem że słowo demokracja pochodzi z greki i że to jest „demos kratos”, czyli władza ludu. Więc jeśli mówimy o demokracji ludowej, to mówimy o ludowej władzy ludu, a to jest masło maślane.

Dyrektor zamienił się w nauczyciela stacjonarnego i usiadł przy biurku. Otworzył dziennik. Chwilę myślał, po czym go zamknął, wstał i znowu zaczął krążyć.

– Przejdźmy do następnego tematu.

Czyli nie był jakimś ideologicznym komuchem.

Ernest Hemingway pokazał kiedyś swojemu znajomemu zredagowaną przez siebie depeszę prasową i stwierdził z triumfem: „Ani grama tłuszczu, żadnego przymiotnika, żadnego przysłówka! Tylko krew, kości i mięśnie… To nowy język!”.

W literaturze przysłówki są potrzebne, ale nie potrzeba ich w języku politycznym. W odróżnieniu od Żakowskich i Lisów nie chcę żyć w demokracji liberalnej. Chcę żyć w demokracji. Po prostu. A tę, wbrew ich pierniczeniu – mamy.

Tomasz Kowalczyk

Tomasz_Kowalczyk_big

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress