Tekst alternatywny

Preludium – promocja wielkich Polaków na świecie

Preludium

Nad ziemiami polskimi, rozdartymi pomiędzy trzy agresywne mocarstwa, w drugiej połowie lat sześćdziesiątych XIX wieku panował mrok. Upadek Powstania Styczniowego, które wybuchło niemal w samym środku okresu stu dwudziestu trzech lat niewoli wywołał powszechne zniechęcenie. Mało kto wierzył w odzyskanie przez Polskę niepodległości. W zaborze rosyjskim represje popowstaniowe sięgnęły szczytu. Za samo odezwanie się po polsku w miejscu publicznym groziły surowe represje. Dzieci  i młodzież uczyły się w szkołach  języka polskiego jako języka obcego. Powszechnie obwiniano powstańców za doprowadzenie do takiego stanu rzeczy. Roman Dmowski opisywał, jak to kiedyś na warszawskiej ulicy pewien mężczyzna znienacka dźgnął nożem w plecy kogoś idącego przed nim. Gdy raniony (na szczęście niegroźnie) odwrócił się, napastnik pobladł i wyjąkał: „Najmocniej pana przepraszam, myślałem że pan jesteś Mierosławski” (Ludwik Mierosławski był jednym z dyktatorów Powstania). To właśnie w tamtym okresie zaczęto budować kościoły w stylu neogotyckim, które ze względów zasad liturgii najtrudniej jest przerobić na prawosławne cerkwie. W zaborze pruskim (Prusacy intensywnie współpracowali z Rosją) również nasiliły się represje i brutalna germanizacja, która miała doprowadzić z czasem do powstania organizacji potocznie zwanej Hakata; jej działalność można najkrócej określić jako zniemczenie i wynarodowienie Polaków i pozbawienie ich praw do rodzimej ziemi. Tylko w zaborze austriackim wiodło się Polakom nieco lepiej (mimo przysłowiowej „nędzy galicyjskiej”). Monarchia Habsburgów po przegranej wojnie z Prusami (decydujące starcie miało miejsce pod Sadową w Czechach, 3 lipca 1866 roku) zaczynała chwiać się w posadach. Cesarz Franciszek Józef, który – wbrew rozpowszechnionym opiniom – wcale nie był „dobrotliwym staruszkiem”, ale twardo stąpającym po ziemi politykiem, zaczął rozumieć, że ładu uchwalonego na Kongresie Wiedeńskim w 1815 roku na dłuższą metę utrzymać się nie da, zaczął więc myśleć o liberalizacji systemu i wprowadzeniu autonomii w należących do niego państwach. Wyczuli to krakowscy i lwowscy konserwatywni intelektualiści, tworząc ugrupowanie tzw. Stańczyków, m.in. Stanisław Koźmian, Józef Szujski, Stanisław Tarnowski i Ludwik Wodzicki. Ich manifest polityczny, „Teka Stańczyka”, ukazał się w Krakowie w roku 1870. Stojąc na gruncie lojalizmu wobec austriackiej monarchii domagali się jednocześnie swobód narodowych. W istocie, ich głos był wówczas jedynym głosem jawnej polskiej polityki – i tak miało pozostać aż do 1905 roku.

Ale w owej popowstaniowej nocy zaczęły rozbłyskiwać gwiazdy, które miały Polsce przynieść wyczekiwaną niepodległość. W latach 1860 – 1873 przyszli na świat Ignacy Jan Paderewski, Ignacy Daszyński i Wojciech Korfanty. I tych dwóch, najważniejszych: Józef Piłsudski (1867 – 1935) i wspomniany już Roman Dmowski (1864 – !939). I wielu innych. Będziemy się z nimi często spotykać w ramach tego cyklu.

Już niedługo potem młody i nikomu jeszcze nieznany Piłsudski pisał o przegranym Powstaniu: „Trzeba, aby to, co było szaleństwem, stało się także rozumem politycznym”. I, wspominając epokę nocy: „Bolało mnie już od dawna, że w społeczeństwie polskim nie było szerokiego rozmachu, gniotła mnie małość życia i aspiracji, wynik niewoli”. Przyszły Naczelnik państwa nauczył się z czasem połączyć oba te zdania w praktycznie funkcjonującą całość.

O ile wiadomo, najdłużej żyjącym uczestnikiem Powstania Styczniowego był podporucznik Feliks Bartczuk, który zmarł w 1946 roku w wieku stu lat.

Jerzy Kotlarczyk

Artukul (1) J. Pilsudski

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress