Tekst alternatywny

Ratujmy tasiemce!

Ratujmy tasiemce!

Mam – a może raczej miałem, bo już parę lat się nie widzieliśmy – koleżankę z bardzo  dawnych czasów. Dziewczyna ładna, mądra i o bardzo dobrym sercu. Trochę dziwaczka, bo wegetarianka, ale to mi akurat nie przeszkadza; każdy może sobie przecież wybierać co chce jeść, a czego nie. Problem ludzi pełnych szczerze dobrych chęci polega jednak na tym, że często dają się nabierać na piękne i szlachetne slogany. Tak było chociażby w latach osiemdziesiątych minionego wieku, gdy pragnący uniknąć trzeciej wojny światowej Niemcy z NRF organizowali protesty przeciwko instalowaniu na terytorium ich państwa amerykańskich rakiet zdolnych do przenoszenia głowic nuklearnych. Oczywiście w wierchuszce tych protestujących siedzieli agenci KGB, ale młodzi idealiści o tym nie wiedzieli.

Kiedy pani kanclerz Merkel łamiąc unijne przepisy zaprosiła do Europy tzw. uchodźców (ludzi uciekających przed wojną syryjską było wśród nich wtedy coś bodaj z pięć procent) i rozległy się pierwsze ostrzeżenia, koleżanka na swoim profilu na Facebooku zaprezentowała zdjęcie przeraźliwie zatłoczonego – dosłownie głowa przy głowie – statku i napisała, że przedstawia ono europejskich uciekinierów, którzy ratując się przed koszmarem II wojny światowej uciekali masowo do północnej Afryki (skądinąd wojna w najlepsze dotarła i w tamten rejon, więc byłaby to ucieczka z deszczu pod rynnę). Dlatego, skoro muzułmanie przyjęli europejskich uchodźców, winniśmy jako Europa dzisiaj się im odwdzięczyć. Znałem to zdjęcie, ale siedziałem cicho. Wyręczył mnie jakiś facet, który napisał trafnie w komentarzu, że jest to fotografia zrobiona na samym początku lat 90. XX w. i przedstawia albańskich uchodźców, którzy masowo walili do południowych Włoch, gdzie pozakładali gangi trudniące się przemytem narkotyków, z którymi to gangami miejscowa mafia miała później spore problemy.

Później koleżanka zajęła się ochroną Puszczy Białowieskiej „nietkniętej ręką człowieka” (zwłaszcza że większość drzew tam rosnących została nasadzona po II wojnie światowej przez leśników, będących jak najbardziej człowiekami, a inaczej mówiąc – ludźmi). Moje argumenty, że Niemcy w lasach Bawarii tną na potęgę przesieki, by uniemożliwić rozprzestrzenianie się korników i że wyrżnęli cały kompleks leśny pod budowę kopalni węgla brunatnego, którego spalanie szkodzi przyrodzie jeszcze bardziej niż spalanie klasycznego węgla kamiennego poszły na marne. Przy okazji, koleżanka pochwaliła się, że nie rozumie słów których użyłem w swoim spokojnym i wyważonym komentarzu, a mianowicie nie wie, co to jest „biocenoza”, a co „biotop”. Typowe dla, jak ich nazywam – ekologistów, którzy rozsyłają po sieci zdjęcia sympatycznych foczek, uśmiechniętych lwów, piesków przytulających kotki etc., nie rozumiejąc, że przyroda to głównie kły, pazury i przelew krwi.

Ostatnio koleżanka włączyła się w protest przeciwko odstrzałowi dzików. Na swoim profilu na Facebooku opublikowała rysunek dzika  z podpisem „Chcę żyć!”, czy tak jakoś. Nie wdawałem się już w korespondencję internetową i nie tłumaczyłem, że Niemcy wytłukli u siebie coś bodaj z 800 tys. dzików (u nas plan przewiduje ok. 200 tys.), ani że Francuzi urządzają u siebie tzw. białe strefy, gdzie do dzikich świń można strzelać ile komu przyjdzie ochoty. No, ale co wolno wojewodzie, to nie tobie, Polaczku. Napisałbym do koleżanki co sądzi o tym że Komisja Europejska nie tylko zaaprobowała nasz plan redukcji populacji dzików, ale wręcz nas pochwaliła, ale nie napiszę, bo jeszcze by jej marchewka w gardle kością stanęła.

W całym tym zamieszaniu wywołanym przez ludzi o szczerych, dobrych intencjach najbardziej dziwi mnie to, że nie potrafią dostrzec kontekstu politycznego sytuacji. Za rządów PO-ZSL wystrzeliwano więcej dzików niż obecnie, a jakoś żadne grinpizdy nie podnosiły larum. Podnoszą je dopiero teraz, bo coś się popsuło, coś poszło nie tak i rządzą nie ci, którzy rządzić powinni.  Aż strach pomyśleć, co będzie się działo, gdy w kamienicach i blokach mieszkalnych rozpocznie się akcja deratyzacyjna (wedle statystyk, na jednego mieszkańca mojego miasta, Krakowa, przypada ok. siedem szczurów). Rozlegną się wówczas głosy o Holokauście szczurów, a ta bidna moja koleżanka swoje zdjęcie profilowe na FB znowu będzie musiała wymienić i zamiast z sympatyczną dziką świnką zobaczę ją z równie sympatycznym szczurkiem.

No to może pojedźmy po bandzie. Nie wiem czy Państwo wiecie, że niegdyś popularny pasożyt zwany tasiemcem znajduje się na granicy wyginięcia – w każdym razie w obrębie szeroko pojętego cywilizowanego świata. Ja widywałem tasiemca tylko w czasach szkoły podstawowej gdy wchodziłem jako dyżurny na zaplecze pracowni biologicznej. Był martwy i lewitował majestatycznie w dużym słoju wypełnionym zmętniałą formaliną. Było go dużo, tego tasiemca. Chciałem wyjąć go kiedyś ze słoja i zmierzyć, ale pani od biologii mi zabroniła, tłumacząc że byłoby to sprzeczne z zasadami BHP. W każdym razie tak na oko miał dobrze ponad pół metra długości (podobno zdarzały się sztuki nawet kilkunastometrowe). Otóż tasiemiec ginie, ponieważ mięso przed sprzedażą przechodzi kontrolę sanitarną. Dawniej tego nie było. Ludzie zjadali kawałki mięsa ledwie obgotowanego, w którym tkwiły białe ziarna o rozmiarach drobnej fasolki, które traktowano jako integralną część mięsa, a to były jaja tasiemca właśnie. Dzisiaj nikt by czegoś takiego nie tknął. Dlatego apeluję do ekologistów: ściągnijcie zakażone mięso np. z Afryki i poświęćcie swój wegetarianizm na ołtarzu wyższej sprawy. Zjedzcie, Tasiemiec też ma prawo do życia, nie mniejsze niż dzik, czy islamski terrorysta ściągnięty do Europy przez panią kanclerz Merkel.

Tomasz Kowalczyk

Tomasz_Kowalczyk_small

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress