Tekst alternatywny

Tomasz Sakiewicz kontra 38 sędziów

Tomasz Sakiewicz kontra 38 sędziów

Kilkudziesięcioosobowa grupa zwolenników reformy sądownictwa, w tym wielu klubowiczów „Gazety Polskiej” z całego kraju, stawiła się wczoraj na rozprawie w procesie, który za nieopublikowanie sprostowania redaktorowi naczelnemu Tomaszowi Sakiewiczowi wytoczyło 38 sędziów Sądu Okręgowego w Krakowie. Sama rozprawa – zdaniem obecnych na sali – skończyła się kompromitacją przedstawicieli nadzwyczajnej kasty. Jak tego dowiódł pełnomocnik redaktora mec. Hubert Kubik, nie potrafili oni napisać ani sprostowania, ani pozwu! W gmachu sądu pojawili się też hałaśliwi zwolennicy KOD.

Już na 20 minut przed rozpoczęciem rozprawy było wiadomo, że będzie ona miała niestandardowy przebieg. Aby wejść na salę, widzom potrzebna była wejściówka. Niestety, nie dla wszystkich ich wystarczyło. Większość osób oczekiwała przed drzwiami sali rozpraw.

„Precz z komuną!” i „Konstytucja!”

Wśród zebranych znaleźli się zarówno zwolennicy reformy sądownictwa, jak i zwolennicy funkcjonowania sądów w postkomunistycznej formule. Co ciekawe, ci drudzy pytani, po co przyszli, twierdzili, że walczą… o wolność mediów i wolność sądów, a publikacja sprostowania po prostu sędziom się należy.

Podczas przerwy w rozprawie przedstawiciele KOD zaczęli głośno skandować hasło „Konstytucja!”. „Precz z komuną!” – odpowiedzieli im klubowicze „GP”. Po chwili KOD-owcy zaczęli skandować… to drugie hasło. I tak okrzyk połączył obie strony, chociaż obie z pewnością co innego miały na myśli.

Sędziowie sami określili się nadzwyczajną kastą

Sama rozprawa przebiegała spokojnie, niekiedy przerywana dogadywaniem ze strony widowni. I tak gdy pełnomocnik grupy 38 sędziów, powodów w procesie cywilnym, stwierdził, że premier Mateusz Morawiecki przeprowadza zorganizowaną kampanię przeciwko sędziom, m.in. nazywając ich nadzwyczajną kastą, któryś z widzów przypomniał, że sędziowie sami o sobie tak mówili. Gdy twierdził, że nie można mówić o zorganizowanej grupie przestępczej, przypomniano mu, że prezes Sądu Apelacyjnego w Krakowie siedzi w areszcie.

Podczas piątkowej rozprawy pełnomocnicy strony pozywającej i sami sędziowie przekonywali, że domagają się jedynie kilku zdań sprostowania i że stali się ofiarami nagonki premiera Mateusza Morawieckiego. Ich zdaniem kulminacją był właśnie wywiad w „Gazecie Polskiej”, a sama kampania trwa od trzech lat. W trakcie rozprawy można było odnieść wrażenie, że przypisano Mateuszowi Morawieckiemu (przypomnijmy – premierem jest od grudnia ub.r.) nawet kampanię Polskiej Fundacji Narodowej. Tyrady polityczne trwały w sumie kilkadziesiąt minut i często bywały niespójne.

Sędziowie nie potrafią napisać sprostowania

Porządek rzeczy przywrócił pełnomocnik redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” mec. Hubert Kubik. W swoim wystąpieniu przypomniał, że proces dotyczy sprostowania. Jak wykazał, to, czego opublikowania żądali sędziowie, nie miało charakteru sprostowania i tak naprawdę niczego nie wyjaśniało. Podnosił też, że sędziowie Sądu Okręgowego w Krakowie nie mieli legitymacji do żądania opublikowania sprostowania, gdyż nie da się udowodnić, że wypowiedź ich właśnie dotyczyła. Premier w wywiadzie powiedział po prostu o „sądach z Krakowa”.

Z każdą minutą wywodu mec. Kubika pełnomocnicy strony przeciwnej bledli. Widocznie niezadowolona była także sędzia prowadząca rozprawę, której wytknięto błędy, takie jak niepodanie adresów sędziów (taki jest wymóg w procesie cywilnym) i nazwanie w dokumentach procesu o sprostowanie procesem o ochronę dóbr osobistych (za co na koniec sędzia przeprosiła).

Niejasna jest też kwestia początkowego zwolnienia sędziów z opłat sądowych. Oni sami mówią, że takowe uiścili, ale potwierdzenie tego faktu złożyli dopiero wczoraj.

– Jeżeli sądy chciały udowodnić, że w Polsce jest potrzebna reforma sądownictwa, to już lepiej nie było można. Zwolnieni z opłat, chyba jako jedyni w historii bez proszenia, bez pytania. Kompletny bałagan w dokumentach. Nie wiadomo, kto jak się nazywa. Nieczytelne podpisy, pełnomocnictwa na ostatnią chwilę i niedoręczone pisma. Tymczasem sprawę proceduje się na szybko. Nie mają żadnej legitymacji, żadnego prawa, żeby mnie ścigać, bo wypowiedź premiera nie dotyczyła ani ich, ani instytucji, w której pracują. Tylko dlatego, że są sędziami, uważają, że wolno im zamykać usta wolnej prasie. Jednak ponieważ są święta, złożyłem wniosek o ugodę. Jestem w stanie wydrukować to sprostowanie pod jednym warunkiem – że przyznają, że oni są członkami grupy przestępczej lub ją reprezentują. Wtedy nabiorą legitymacji procesowej – mówił wczoraj na gorąco red. Tomasz Sakiewicz. Jego propozycja została odrzucona.

Sprawiedliwość nie może istnieć bez wolności

– Dziękuję wszystkim, szczególnie klubom „Gazety Polskiej”, za obecność. Sprawiedliwość nie może istnieć bez wolności. To, co robią sędziowie, to próba ograniczania wolności prasy – podsumował Tomasz Sakiewicz.

Warto przytoczyć też to, co powiedział redaktor naczelny na sali sądowej pozywającym go sędziom. – Nie uratujecie opinii o środowisku tym, że zamkniecie usta jednemu czy drugiemu dziennikarzowi. […] Mówiliście o Unii Europejskiej, […] u jej podstaw leży wolność. Wy nadal nic nie rozumiecie, mimo że jesteście sędziami. Wolność idzie przed sprawiedliwością. Jeśli wolności nie ma, nie będzie sprawiedliwości. Człowiek, który boi się odezwać, nie będzie się bronił. I to jest wasz cel. Cel tego procesu o sprostowanie. […] Jeśli chcecie, żeby o was dobrze mówiono, żeby was szanowano, to bądźcie po prostu sprawiedliwi. Wtedy będziemy was szanować – mówił redaktor naczelny „Gazety Polskiej” w swoim oświadczeniu.

Autor: Jacek Liziniewicz

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

GPC 2018.12.29-30

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress