Tekst alternatywny

Tylko nie mówcie, że się mizdrzę i płaszczę!

Tylko nie mówcie, że się mizdrzę i płaszczę!

Motto: Są prawdy historyczne, które należy bez końca przypominać,
gdyż Polacy mają irracjonalną skłonność do amnezji politycznej

Oglądałem dziś przed południem powakacyjne posiedzenie Sejmu i widziałem, jak posłanki i posłowie totalnej opozycji szczują i judzą przeciwko rządowi, wykorzystując w tym celu tragedię ludzką po nawałnicy na Pomorzu, oraz dramat młodzieży harcerskiej w Suszkach. Widziałem, jak się w tym pluciu na rząd nakręcali wyłączywszy hamulce choćby elementarnej przyzwoitości, a bijąca z ich oczu nienawiść do rządzących mogła przyprawić o dreszcze.

Nie jestem ślepym wielbicielem nowej władzy, o czym świadczy cała seria krytycznych notek pod jej adresem, jakie napisałem w ostatnich miesiącach, ale coś Wam teraz przypomnę panie i panowie posłanki i posłowie opozycji próbującej winę za szkody wyrządzone przez przyrodniczy kataklizm zwalić na rząd Prawa i Sprawiedliwości.

Jak się rodziłem, to Adolf Hitler jeszcze się łudził, że pokona aliantów. I tak sobie myślę, że odkąd sięgam pamięcią, przez te wszystkie lata dręczyło mnie przygnębiające poczucie, że Polska jest źle rządzona i moją ojczyzną rządzą niezmiennie od lat nieuczciwi ludzie mający w nosie interes społeczny.

Pierwszym premierem, jakiego pamiętam był Bolesław Bierut, czyli powołana na to stanowisko przez zimnokrwistego ludobójcę Józefa Stalina łachudra nie warta dłuższego komentarza. Po nim tekę premiera przejął Józef Cyrankiewicz, kolejny namiestnik rządu sowieckiego, wykształcony cynik i despota trzymający Polaków za twarz i straszący ludzi, że im odrąbie ręce, jak się sprzeniewierzą władzy. W tej mokrej robocie wspierali go zwyrodnialcy z Urzędu Bezpieczeństwa, co warto przypomnieć, zarządzanego przez antypolsko nastawionych oficerów pochodzenia żydowskiego. Jednocześnie Cyrankiewicz sumiennie pilnował, by w Moskwie szkolono zastępy represyjnej kadry urzędniczej oraz tajne służby, które miały za zadanie zrobić z Polski państwo słabe i podległe władzom Związku Radzieckiego. Następnie rządy objął typ spod ciemnej gwiazdy, niejaki Piotr Jaroszewicz, oddany przyjaciel Breżniewa i „gospodarz”, który jedno, co potrafił dobrze robić to podnosić ceny i tłumić brutalnie protesty umęczonych ludzi.

Aż spadło na Polskę kolejne nieszczęście, gdy premierem został szkolony na Kremlu aparatczyk Wojciech Jaruzelski, ślepo oddany Związkowi Radzieckiemu oprawca, który, kiedy „Solidarność” zagroziła komunistom wydał polskiemu narodowi wojnę łamiąc kręgosłupy ludziom przyzwoitym i oddanym Polsce. Nie omieszkał też wysłać na szkolenie u wielkiego brata dysydenckich „elit”, które zdradziły Polskę przy okrągłym stole, a ten haniebny proces kontynuował nasz kolejny premier, zawodowy politruk Mieczysław Rakowski, po którym przejął schedę szef tajnych służb i bezwzględny egzekutor Czesław Kiszczak, znany z tego, że wydał rozkaz by strzelać do górników na „Wujku”.

Aż się naród zbuntował i po wyborach w roku 1989 wydawało się przez moment, że w Polsce skończył się bezpowrotnie komunizm. Niestety, dający nadzieję na lepsze jutro entuzjazm milionów Polaków, którzy uwierzyli, że nareszcie Polską będą rządzić mądrzy i uczciwi ludzie, zmarnował z premedytacją nasz kolejny premier, niejaki Tadeusz Mazowiecki, dwulicowy katolik postępowy, który zdradził „Solidarność” dogadując się z Kiszczakiem przy okrągłym stole, pod okiem zapatrzonego na wschód Adama Michnika. Ten na wskroś obłudny premier blokując dekomunizację słynną grubą kreską postawił postkomunistów u władzy na całe dekady dając przyzwolenie by ćwiczona w Moskwie post-komusza sitwa szabrowała bezkarnie nasz majątek narodowy.

Jak już post-komuna miała posprzątane uchwyciwszy strategicznie kluczowe stanowiska w państwie, premierem został „nowofalowy biznesman” Jan Krzysztof Bielecki głównie po to, żeby utorować drogę następnemu premierowi Geremkowi, gensekowi honorowemu wychowanemu na naukach Sartre’a, którego zadaniem było przekonanie ludzi, że lewactwo to cnota, a patriotyzm to obciach. On też miał nakłonić ludzi, co mu się w dużej mierze niestety udało, że naszą stolicą winna być Bruksela, nie Warszawa, a liczą się tylko pieniądze.

Gdy się jednak Polacy połapali, jak perfidnie zrobiono ich w konia, wybrali premierem Jana Olszewskiego, po raz pierwszy od niepamiętnych czasów człowieka przyzwoitego, mądrego i bez reszty oddanego Polsce, który jednak długo nie porządził, gdyż różowa mafia, pod osłoną nocy i nomen omen przy znaczącym udziale Donalda Tuska przeprowadziła skrytobójczy zamach stanu.

Potem rządzili na zmianę cyniczni beneficjenci okrągłego stołu: bogobojna marionetka Unii Demokratycznej, niejaka Hanna Suchocka, obrotowy sikawkowy Waldemar Pawlak, stary kumpel Ałganowa, niejaki Józef Oleksy i miłośnik białowieskich żubrów Włodzimierz Cimoszewicz, który rządził głównie po to, żeby utorować drogę do prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego, który miał umocnić i zabetonować rządy post-komuny. Jak już Cimoszewicz spełnił swe zadanie oddał władzę kolejnemu premierowi Jerzemu Buzkowi, gdyż wiedział, że gładko mówny profesor, jak to z profesorami bywa nie będzie przeszkadzał w szabrowaniu kraju. I wzięli Polskę w swoje łapska Leszek Miller z Markiem Belką głównie po to by wyprzedać dokumentnie nasz majątek narodowy i dać zielone światło bezkarnym przekrętom na skalę niespotykaną wcześniej w historii Polski.

Wtedy Polacy znów się zbuntowali, i ku zaskoczeniu pewnych swego post-komuchów, wkurzony na serio naród wybrał na premiera z krwi i kości patriotę, prawicowca Jarosława Kaczyńskiego. Niestety, ten drugi po Janie Olszewskim nie lewacki premier, mimo niezaprzeczalnych sukcesów polityczno-gospodarczych nie był w stanie sprawnie rządzić pod dywanowymi nalotami mediów mainstreamowych, zmanipulowanych przez szkolone w Moskwie służby i ogłosił wcześniejsze wybory.

W efekcie, zbałamuceni przez Michnika i jego gazetę nowobogaccy „inteligenci”, którym pan redaktor zdołał sprytnie wmówić, że stanowią elitę III RP, a więc są obywatelami lepszej kategorii, co im odebrało zdolność obiektywnego postrzegania rzeczywistości, wybrali premierem złotoustego picusia glancusia, niejakiego Donalda Tuska, od dawna szykowanego przez post-komunistów na to stanowisko. Krasomówczy Donald miał być premierem silnym, słownym, pracowitym, konsekwentnym i oddanym interesom Polski. W efekcie, jak tylko wybuchała jakaś kolejna afera chował głowę w piasek, nie spełnił praktycznie żadnej z obietnic wyborczych, po kilka razy z rzędu zmieniał podjęte decyzje i wycofywał się z tego, co obiecał wcześniej, a jak się wydarzyła tragedia smoleńska, oddał bez wahania śledztwo w ręce Rosjan. Zaś sukcesy sondażowe odnosił wyłącznie dzięki straszeniu Polaków ludojadem Jarosławem i umiejętnym podżeganiu wojny polsko polskiej. A jak PIS się odbił i w sondażach wyszedł na prowadzenie, stracił kompletnie głowę i uciekł do Brukseli pozostawiając Polaków na pastwę kompromitujących rządów Ewy Kopacz, o których nawet nie warto wspominać.

Tyle powtórki z powojennej historii Polski tym się odznaczającej, że wymienione wyżej rządy, jak jeden mąż myślały wyłącznie, jak wydoić społeczeństwo.

A teraz zwracam się do wiodących doktrynerów obecnej pożal się Boże opozycji w osobach Grzegorza Schetyny, Borysa Budki, Ryszarda Petru, Kamili Grzesiuk-Pichowicz, Joanny Scheuring-Wielgus et consortes:

Kochani! Rząd Prawa i Sprawiedliwości firmowany przez premier Beatę Szydło to pierwsza od czasu zakończenia Drugiej Wojny Światowej polska Rada Ministrów, która konkretnie i wymiernie, w żywej gotówce, pomogła obywatelom budząc w nich ochotę do życia i działania, – i choćbyście nie wiem, co wygadywali, ten wspaniałomyślny gest czyni rząd Beaty Szydło rządem historycznym. Więc, jeśli macie choćby resztki honoru, wstydu i poczucia odpowiedzialności za państwo – przynajmniej nie przeszkadzajcie!

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki, niezawisły bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla polskiego państwa)

K_Pasierbiewicz_small

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress