Tekst alternatywny

Uroczystość, która mogła wyglądać inaczej

Poniżej przedstawiamy tekst dotyczący organizacji VIII rocznicy Tragedii Smoleńskiej w Warszawie, który ukazał się w dzisiejszym wydaniu „Gazety Polskiej Codziennie” oraz wywiad z prezesem Klubów „Gazety Polskiej” Ryszardem Kapuścińskim.

Uroczystość, która mogła wyglądać inaczej

To były tłumy. Członkowie klubów „Gazety Polskiej” przyjechali do Warszawy, aby oddać hołd śp. Prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu. Niestety, wielu z nich nie dotarło na pl. Piłsudskiego. Nie kryją rozczarowania. – Były osoby odchodzące z płaczem – mówi „Codziennej” Beata Dróżdż, przewodnicząca klubu z Piotrkowa Trybunalskiego.

Oczywiście każdy chciał wziąć udział przede wszystkim w kluczowych wydarzeniach na pl. Piłsudskiego, gdzie stanął pomnik. Niektórzy pojawili się już kilka godzin wcześniej, bo spodziewano się tłumów Polaków chcących oddać hołd Prezydentowi.

– Podczas wcześniejszych narad ustalono, że miała być większa liczba bramek, a plac podzielony na strefy, aby każdy chętny mógł być bardzo blisko pomnika i widzieć oraz słyszeć, co się dzieje – tłumaczy Dróżdż.

Ale we wtorek okazało się, że są tylko dwie bramki: jedna dla VIP-ów, druga dla publiczności. Tą drugą mieli wchodzić m.in. członkowie klubów. Poza tym cały plac został objęty ochroną. Błyskawicznie powstał problem. Wprawdzie był sektor dla ludzi bez identyfikatorów, ale oddalony od najważniejszych wydarzeń. Ludzie nie mieli informacji o nim, a służby tam nie kierowały.

– Bardzo wiele osób pozostało za barierkami. Po kilku godzinach oczekiwania rezygnowali i wsiadali do samochodu lub szli na dworzec, aby wrócić do domu. Nie kryli rozczarowania – podkreśla Dróżdż. – Było nam ogromnie przykro, jak zostali potraktowani klubowicze, którzy zawsze byli gotowi do pomocy – dodaje Kapuściński.

Grażyna Kijuc z Warki od lat jeździła na każdą miesięcznicę. Nie została wpuszczona na plac. – Czułam się jak osoba, która miała wręcz zakaz udziału w uroczystościach. Zresztą nie tylko ja. Spotkałam wielki marsz zdenerwowanych ludzi. Dominowało wśród nich rozgoryczenie – powiedziała „GPC”.

– Przez kilka godzin byłam w tłumie ludzi wciskanych w metalowe barierki. Nie chciano wpuścić ich na plac, choć nie było ku temu żadnych powodów – mówi z kolei Hanna Mazur, radna PiS‑u z Gdyni i przewodnicząca klubu „Gazety Polskiej” Sopot II.

Skąd takie problemy? Dlaczego były tylko dwie bramki? A podczas wieczornej części uroczystości nawet one pozostały zamknięte?! – Otrzymaliśmy takie dyspozycje od organizatorów uroczystości, a podczas kontroli pirotechnicznej funkcjonariusze musieli zachować wszelkie procedury, bez wyjątku – tłumaczy „GPC” mł. chor. Anna Gdula-Bomba, rzecznik Służby Ochrony Państwa.

Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej”, jest przekonany, że trudności pojawiły się, bo osoby odpowiedzialne za zabezpieczenie zostały zaskoczone liczbą chętnych do udziału w uroczystościach. – Nie były na to właściwie przygotowane – stwierdził. – Nie mam żadnych pretensji do Ministerstwa Kultury, bo stanowczo interweniowali, aby udrożnić bramki – podkreślał.

Hanna Mazur sugeruje, że wtorkowe wydarzenia mogły zniechęcać niektórych do udziału w uroczystościach. Udało się?

– Nie, bo my tak nie jeździmy dla siebie. Jedziemy, bo pamiętamy, jakiego mieliśmy wspaniałego prezydenta, jaką wspaniałą mieliśmy prezydentową. To dla nich to robimy.

Autor: Grzegorz Broński

To nie koniec walki o pamięć ofiar katastrofy
\ Z RYSZARDEM KAPUŚCIŃSKIM, szefem klubów „GP”, rozmawia KLAUDIA DADURA

Gromadzenie się przed Pałacem Prezydenckim było spontaniczną akcją Polaków, ale to kluby „Gazety Polskiej” podjęły się organizacji miesięcznic smoleńskich. Walczyły o pamięć ofiar na całym świecie.

Minęła 8. rocznica katastrofy smoleńskiej. Co to oznacza dla klubów „Gazety Polskiej”?

Zakończył się pewien etap. Dzięki Bogu jest pomnik ofiar katastrofy i są zapowiedzi wybudowania pomnika prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ale dla nas – klubowiczów – to nie jest jeszcze koniec. W czasie pierwszej miesięcznicy, zorganizowanej 10 maja 2010 r. w Krakowie, w której uczestniczyły tysiące ludzi, przyrzekliśmy, że dopóty będziemy obchodzić miesięcznice smoleńskie, dopóki nie poznamy przyczyn katastrofy, winnych i nie zostaną oni osądzeni. Dlatego nadal będziemy uczestniczyć w uroczystościach, choć w innej formie. Będziemy przede wszystkim modlić się za ofiary tego tragicznego wydarzenia.

Kluby „Gazety Polskiej” zbierały się przed Pałacem Prezydenckim od samego początku. Jaką rolę odegrały w walce o pamięć ofiar katastrofy?

Gromadzenie się Polaków przed Pałacem Prezydenckim było spontaniczną akcją. Ale to kluby „Gazety Polskiej” podjęły się organizacji miesięcznic smoleńskich i wszelkich wydarzeń upamiętniających tragiczną śmierć polskiej delegacji. To kluby walczyły o pamięć ofiar na całym świecie, a przypomnijmy, że stanowimy niemałą siłę – łącznie jest 450 klubów w różnych miejscach. Uroczystości ku pamięci ofiar Smoleńska organizowaliśmy za własne pieniądze i to pomimo tego że do września 2010 r. zabraniano nam marszów i innych form oddawania hołdu poległym.

A jak Pan oceni organizację ostatnich obchodów?

Mówiąc eufemistycznie, organizatorzy się nie popisali. Dużo klubowiczów, których tysiące przyjechały z całej Polski, musiało stać za barierkami. Pomimo tego że posiadali identyfikatory, nie zostali wpuszczeni na pl. Piłsudskiego. W nocy po obchodach otrzymywałem setki SMS-ów i mejli ze skargami na organizację. Ludzie odchodzili z miejsca obchodów z płaczem.

Autor: Klaudia Dadura

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress