Tekst alternatywny

Wyklęci „żołnierze górnicy”.

Wyklęci „żołnierze górnicy”.

Dzień 01 marca już po raz trzeci obchodzić będziemy jako „Narodowy dzień pamięci o żołnierzach wyklętych”. Ten dzień ustanowiony został w 2011 roku, w efekcie podjętej wcześniej inicjatywy prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Datę tę wybrano nie bez powodu; bowiem tego dnia 1951 roku, został wykonany wyrok śmierci na kierownictwie  IV Komendy Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”.

 

Kim byli „żołnierze wyklęci”?

 

Tym mianem określani są dziś żołnierze podziemia niepodległościowego i antykomunistycznego, stawiający opór sowietyzacji Polski w latach 1944 – 1963. Jeśli dziwić może kogoś ta druga data, dość odległa przecież od zakończenia wojny, to poinformować trzeba, że oznacza ona rok śmierci sierżanta Franciszka Franczaka ps. „Lalek „ lub „Laluś”, ostatniego ukrywającego się z bronią w ręku partyzanta, który poległ w potyczce z funkcjonariuszami UB, w październiku właśnie tego roku, do końca nie mogąc się pogodzić z sowietyzacją naszego kraju.

 

„Czarni baronowie”.

 

Oddzielną niejako kategorię „żołnierzy wyklętych”, aczkolwiek do takich oficjalnie nie kwalifikowanych, byli po wojnie żołnierze Zastępczej Służby Wojskowej – Górniczych Batalionów Pracy, nazywanych popularnie „ żołnierzami górnikami” czy pogardliwie „czarnymi baronami”. Formacja ta powstała pod koniec lat 40 – tych i funkcjonowała do roku 1959. Kiedy w 1945 roku wywieziono ze Sląska do pracy w kopalniach ówczesnego Związku Radzieckiego blisko 20 tysięcy górników, powstałą po nich lukę siły roboczej w kopalniach, komuniści starali się uzupełnić pracą więźniów kryminalnych, niemieckich jeńców wojennych, tudzież właśnie żołnierzami batalionów górniczych.

Do tych batalionów, które w pewnym okresie liczyły przeszło 200 tysięcy żołnierzy wyposażonych nie w karabiny ale w górnicze kilofy, trafiali przede wszystkim synowie chłopscy, których rodzice zostali uznani za tzw. „kułaków”, synowie podejrzanych politycznie rodziców, „elementy obce klasowo”, wrogowie ludu i władzy ludowej, wreszcie więźniowie polityczni, których w tamtym czasie było niemało.

Czas służby w batalionach górniczych wahał się od 24 do 36 miesięcy. Praca tych żołnierzy przebiegała w systemie trójzmianowym; byli źle karmieni, nie dbano o ich higienę i bezpieczeństwo, zarabiali marnie. Wielu poniosło śmierć w częstych wypadkach górniczych, powodowanych fatalnym zabezpieczeniem stanowisk tej katorżniczej pracy, inni zostali kalekami, bądź nabawili się chorób. Nie dość tego, wokół tych żołnierzy, władze tworzyły specjalną aurę potępienia i przekonania, że żołnierze górnicy to zwykli bandyci i kryminaliści. Nienawiść rządzącej ekipy komunistycznej wywarła znamienny wpływ na losy tych żołnierzy, którzy po zakończeniu służby, długo nosili na czole wypalone piętno obywateli drugiej kategorii.

 

Nasi wolsztyńscy żołnierze – górnicy.

 

Pan Zdzisław Ankiewicz, mieszkający w Wolsztynie przy ulicy Poznańskiej, był jednym  z nich, choć oczywiście nie jedynym z naszego terenu. Gdy dostał kartę wcielenia do tej „przeklętej’ formacji, miał 22 lata. Był niepewny politycznie, bo jego ojciec Ludwik, należał przed wojną do prężnego w naszym mieście Stronnictwa Narodowego. Nie miało znaczenia to, że Zdzisław skończył szkołę handlową i był dobrze zapowiadającym się finansistą. Komuniści nie mogli zapomnieć o przeszłości jego ojca.

Jako żołnierz górnik, przepracował w kopalniach Śląska 24 miesiące i 23 dni; najpierw w kopalni  „Siemianowice”, później w kopalni„Świętochłowice”. Było ciężko – mówi dziś, wspominając tamte czasy. Bywał świadkiem górniczych wypadków, w których poszkodowanymi byli jego towarzysze niedoli. A wypadki zdarzały się nierzadko, bo to i złe warunki pracy i  fatalne zabezpieczenia przed ewentualnymi niebezpieczeństwami, brak sił z powodu niedożywienia… To wszystko sprawiało, że choć młodzi, to jednak bywali często wyczerpani  do granic ich ludzkiej wytrzymałości.

Po powrocie do domu znalazł zatrudnienie w „Bojowniku”, gdzie w księgowości przepracował 34 lata. Czy był pan później jakoś szykanowany? – pytam. Specjalnie nie, chociaż… zawiesza na chwilę głos. A potem mówi, że kiedyś, gdy był już naprawdę doświadczonym pracownikiem, Rada Spółdzielni zgłosiła jego kandydaturę na Prezesa. Niestety, wszechmocny i wszechwładny wtedy komitet jedynej słusznej partii, nie zaakceptował tej kandydatury. W ocenie towarzyszy był ideowo podejrzany a więc i tym samym bardzo niepewny.

 

Dobry pracownik, emeryt, społecznik.

 

Pan  Ankiewicz ma wiele odznaczeń, głównie za długoletnią i wzorową pracę zawodową: Krzyż Kawalerski, brązowy, srebrny i złoty Krzyż Zasługi, Zasłużony dla Powiatu Wolsztyńskiego i inne.  Najbardziej cieszą go chyba  odznaczenia i medale, które otrzymał za działalność dla sportu, dla jego ukochanego” Gromu”z którym związany jest od 45 lat, najpierw jako zawodnik, potem działacz klubowy, mecenas. Do dziś związany z klubem całym sercem, społecznie prowadzi jego księgowość. Ożywia się, gdy pytam o „Grom”.- Stoi dobrze – mówi i podtyka mi pod nos tabelę rozgrywek i wyników. – Mamy młodego, prężnego prezesa, który jest bardzo oddany klubowi. Nieżyjąca już dziś teściowa, powiedziała mu kiedyś trochę złośliwie: Słuchaj, tobie jak kiedyś już umrzesz, to pewnie do trumny włożą  piłkę. Nie gniewał się za te słowa teściowej, bo on naprawdę kochał i wciąż kocha piłkę nożną.

 

Zrehabilitowani i docenieni po latach.

 

Delikatnym ruchem, jakby z pewnym namaszczeniem pokazuje mi medal, jaki otrzymał   z okazji 20 – lecia istnienia Związku Represjonowanych Politycznie Żołnierzy – Górników.

„Chwała Żołnierzom – Górnikom  1992 – 2012” – czytam na awersie medalu.

Związek powstał w 1992 roku. Wolsztyńscy „żołnierze – górnicy”, a jest ich na naszym terenie już nie więcej  pewnie niż około piętnastu ( z Wolsztyna m.in. mgr Kazimierz Nowak – były nauczyciel wuefista, ale także z Kębłowa, Kopanicy i Chobienic). Tworzą nieformalne koło, które należy do okręgu zielonogórskiego Związku. Na początku było ich w okręgu 236, pozostało 77 i 38 wdów po zmarłych żołnierzach – górnikach, które są na prawach członków wspierających.

Po 42 latach „wymuszonego” milczenia, prawdę o tych żołnierzach i o ich krwawym trudzie, społeczeństwo usłyszało oficjalnie z trybuny sejmowej dopiero w styczniu 1991 roku od posła ziemi ciechanowskiej – Witolda Chrzanowskiego. Ogłosił on nie tylko prawdę o nich  ale zgłosił także potrzebę naprawy wyrządzonych im krzywd, zadośćuczynienia moralnego i materialnego. To krótko po tym, powstał Związek Żołnierzy – Górników, a oni sami nabyli prawa kombatanckie.

 

Z pielgrzymką u Jana Pawła II.

 

Wielkim dla nich przeżyciem była audiencja delegacji Związku u Jana Pawła II we wrześniu 2000 roku. Delegaci wręczyli wtedy Ojcu Świętemu list napisany w imieniu 22 tysięcy  członków. Oto fragmenty tego przejmującego listu: „Ojcze Święty! My represjonowani Żołnierze – Górnicy, rekrutujący się z oddziałów Armii Krajowej, synowie Sybiraków, rzemieślników i chłopów nie poddających się kolektywizacji wsi polskiej, oficerów i nauczycieli, uczestnicy walk w różnych organizacjach niepodległościowych; stajemy przed Tobą (…) i meldujemy, że zawsze byliśmy wierni i służyliśmy Panu Bogu (…), zawsze w sercach naszych była Ojczyzna i byliśmy wierni sztandarom, na których widniało hasło – Bóg, Honor, Ojczyzna. Za nasze pochodzenie społeczne, za naszą hardość, zniewolono nas w latach 1949 – 59 do pracy w kopalniach węgla, uranu i w kamieniołomach(…). Podobnie jak Ty za sprawą okupanta, doświadczyłeś znienawidzonej pracy w kamieniołomach, tak my w rzekomo wolnym kraju, rzekomo wolni obywatele, zmuszeni byliśmy wbrew naszej woli, do katorżniczej pracy (…). Dziś nasze ofiary, nasze troski i kalectwo, składamy u stóp Pana Naszego Jezusa Chrystusa, a Ciebie Ojcze Święty, prosimy o wstawiennictwo do Niego w modlitwach”.

Przytoczmy jeszcze, już niemal na koniec tego artykułu, wiersz poświęcony żołnierzom – górnikom, autorstwa posła – poety Franciszka Jerzego Stefaniuka, jednego z liderów PSL – u.

 

Przed Tobą Czarny Żołnierzu

Chylę z szacunkiem czoła

Ty, co nikt nie zmierzy,

ileś w tym czasie znieść zdołał

Gdy Cię wyrwano do służby

na mocy tamtego rozkazu

Co z narodowej drużby

miał patriotyzm wymazać.

Twą bronią węgla bryły

koszmarne warunki, na zdrowiu straty

Harówka nad ludzkie siły

I nigdy żadnej zapłaty.

I nikt nie wyrzekł słowa

chociażby w grzecznej podzięce,

żeś Ty za Polskę harował,

za spracowane Twe ręce.

Nikt nie powiedział przepraszam

za krzywdy w bólu zadane.

Za oskarżenie Judasza.

Za narodową ranę.

 

Dziś pamięć o nich, o wiernych do końca żołnierzach wyklętych, którzy podjęli walkę z komunistyczną okupacją, a także pamięć o „żołnierzach – górnikach”, wymaga nie tyle już może samego utrwalenia, co rzeczywistego zakorzenienia w nas, zwłaszcza w młodym pokoleniu, dla którego historia wbrew mądremu przysłowiu, coraz mniej jest już  nauczycielką życia. Ale czy tylko z winy samego młodego pokolenia..?

 

Włodzimierz J. Chrzanowski.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress