Tekst alternatywny

Za troskę – dziękuję

Za troskę – dziękuję

„My ich tak długo będziemy kochać, aż w końcu oni nas też pokochają” – mówi w filmie „Kingsajz” przywódca krasnoludków o swoich przeciwnikach politycznych. Niestety, takich którzy nas kochają mimo że tego nie chcemy jest bardzo wielu, także i w realnym świecie.

Przykładem moja spółdzielnia mieszkaniowa. Jej pracownicy jakiś czas po remoncie klatek schodowych w osiedlowych blokach, rozlepili na bramach wejściowych pouczenia, żądające stanowczo, by lokatorzy usunęli wszelkie przedmioty umieszczone za drzwiami mieszkań, takie jak donice z kwiatami na czas zimy zdjęte z balkonu, rowery przymocowane blokadą do balustrady, czy wszelkiego rodzaju szpargały czasowo wyniesione z domu, w rodzaju taboretów czy starej szafki znad umywalki. Motywowane było to niebezpieczeństwem zaistnienia pożaru (jak wiadomo, np. aluminiowa rama roweru to bardzo łatwopalny przedmiot). Nie zmienia to faktu, że spółdzielnia jednocześnie wyścieliła podłogę na poszczególnych piętrach wykładziną z rzeczywiście łatwopalnego sztucznego tworzywa.

Inny przykład, sprzed miesiąca. Spółdzielnia ogłosiła, że na jednej z osiedlowych uliczek zainstaluje „betonowe słupki”. Rzecz w tym, że uliczka przebiega koło szkoły podstawowej, a jeśli pojedzie nią samochód, może się zdarzyć potrącenie jakiegoś dziecka. Słupki rzeczywiście stanęły, tyle że jeśli jakiś kierowca chce podjechać do szkoły,  to i tak podjedzie. Ominie słupki, zajedzie na parking i z parkingu ma już wolną drogę. I nic dziwnego; szkoły nie można przecież odciąć od samochodów, bo jak inaczej przywieźć choćby żywność do stołówki, jak nie jakąś furgonetką?

Skąd te głupawe pomysły, każdorazowo eksponowane na bramach wejściowych wraz z pieczątkami i podpisami? Podejrzewam, że przyczyną jest nadzatrudnienie w spółdzielni. Czy w spółdzielniach raczej, bo przypuszczam, że wszędzie wygląda to podobnie. Na przykład, do prezesa dzwoni jego żona:

– Cześć, rozmawiałam dzisiaj z Mariolą. Słuchaj, nie znalazłbyś tam w spółdzielni jakiejś roboty dla Wacka?

– Dla Wacka? – dziwi się prezes. – A co z tym jego warsztatem?

– No właśnie, on ma już dość tej harówki, zresztą nie jest przecież najmłodszy. Dałbyś mu jakąś funkcję, przyzwoitą pensję, to on sprzeda w cholerę ten warsztat i wreszcie się z Mariolą jakoś urządzą… znasz przecież Wacka. Swój, uczciwy, a i odwdzięczyć się potrafi.

Ponieważ prezes słucha zawsze swojej żony, a Wacek rzeczywiście nieraz się już odwdzięczał, podpisuje z nim umowę bezterminową i oferuje stałe wynagrodzenie, dobre, ale bez przesady, żeby się nikt nie przyczepił. Wacek pokręci się więc czasem po spółdzielni, nikomu nie przeszkadza, czasem coś podpisze i wszyscy są zadowoleni. Do czasu, aż Wacek musi coś konkretnego zrobić, bo jednak trzeba się wykazać żeby w papierach wszystko grało. Idzie więc zafrasowany do sekretarki i pyta:

– Pani Jolu, to co robić?

Pani Jola myśli i wreszcie wpada na pomysł:

– Niech pan wyda zarządzenie dla lokatorów, żeby nie wyrzucali petów i popiołu przez okna.

No i sprawa jest załatwiona.

Zresztą, pal licho spółdzielnie mieszkaniowe; gorzej pod tym względem jest w strukturach Unii Europejskiej, bo tam takich Wacków zatrudnione są dziesiątki tysięcy i też muszą pokazać od czasu do czasu że jednak za coś te swoje pensje biorą. Pod koniec ubiegłego roku przeczytałem taką oto ciekawą informację: „Unijni urzędnicy zaproponowali nowe normy na produkcję rękawic kuchennych… Jak się okazuje w tej chwili nie ma żadnych norm gwarantujących, że rękawica kuchenna zabezpieczy nas przed gorącem. Przez to, co roku w Unii Europejskiej odnotowuje się około 100 tysięcy poparzeń dłoni. Według Komisji Europejskiej za często przy produkcji rękawic kuchennych zwraca się uwagę na estetykę, a nie ochronę przed wysoką temperaturą… Zgodnie z nowym unijnym rozporządzeniem każda rękawica kuchenna będzie musiała spełniać rygorystyczne normy bezpieczeństwa. Zwiększy to co prawda koszty produkcji rękawic, ale jak zapewnia Komisja, jest to produkt tak masowy, że nie będzie to miało wpływu na koszt pojedynczej rękawicy” (za portalami wpolityce.pl i rmf24pl.).

Myślałem, żeby zabawić się w panią Jolę i panom Wackom z Brukseli podrzucić jeszcze parę pomysłów. Na przykład: wycofać z rynku piły stolarskie o stalowych ostrzach i zastąpić je tekturowymi, dzięki czemu nikt już sobie przypadkiem palca nie odetnie. Albo zakazać budowania na wsi drewnianych domów (nieekologiczne, bo ileż drzew trzeba ściąć by taki dom postawić) i budować tylko z pustaków (ekologiczne, można je zrobić z odpadów składowanych na hałdach górniczych). W trosce o zdrowie zakazać konsumpcji cukru i dopuścić do sprzedaży tylko dietetyczne słodziki (nadwaga to choroba cywilizacyjna). Do końca roku zobligować kierowców w całej UE do wymiany starych tablic rejestracyjnych na nowe, gdzie litery i cyfry będą większe o 3,005 mm. od obecnych, co zapewni łatwiejsze odczytanie numeru. Myślałem o tym, ale nie będę dłużej ciągnął tych pomysłów. Masa internautów to już zrobiła, a i brukselskie Wacki z Jolami gruszek w popiele nie zasypują.

Poszedłem do kuchni i obejrzałem swoje rękawice. Mają już dobrze ponad pięć lat, a że często coś pichcę, tu i ówdzie zaczęły się już przecierać. Mimo to jakoś nigdy się nie poparzyłem, ale trzeba je będzie w końcu wymienić… Można się długo zastanawiać nad tym, jak uniknąć miłości i troski ze strony unijnej biurokracji. Niektórzy twierdzą, że kluczem może być pobudzenie społecznej aktywności, referenda i kartki wyborcze. Niestety, stopień lemingizacji, przynajmniej w Polsce, na razie na to nie pozwala. Na szczęście są rozwiązania typu „minimum”. Co zrobię jeśli to kretyńskie rozporządzenie unijne wejdzie w życie? To co zwykle w takich przypadkach – pojadę na Kleparz albo pod Halę Targową i kupię nowe rękawice kuchenne. „Od ruskich”.

Tomasz Kowalczyk

Tomasz_Kowalczyk_small

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress