Uroczystość upamiętnienia ofiar ludobójstwa na Wołyniu na cmentarzu Wartogłowiec rozpoczęła się 11 lipca o godzinie 18:00 przez odśpiewanie „Mazurka Dąbrowskiego”. To tutaj, pod pomnikiem pomordowanych na Wołyniu i Kresach Południowo-Wschodnich, Tyszanie zgromadzili się, by oddać hołd ofiarom jednego z najbardziej tragicznych epizodów w historii Polski XX wieku – ludobójstwu wołyńskiemu.
To właśnie w 1943 roku, w niedzielę 11 lipca – nazwanej później krwawą niedzielą – rozpoczęła się zaplanowana akcja masowej eksterminacji Polaków zamieszkujących Wołyń i tereny południowo-wschodnich Kresów. UPA – Ukraińska Powstańcza Armia – w bestialski sposób zamordowała dziesiątki tysięcy niewinnych cywilów: kobiety, dzieci, starców. Zbrodnia, okrutne ludobójstwo, powodowane nienawiścią którą przez dekady próbowano przemilczeć, dziś powraca.
Uroczystość w Tychach poprowadził Janusz Jabłoński, przewodniczący Klubu Gazety Polskiej w Tychach. Obok członków klubu obecni byli przedstawiciele tyskiego Klubu Konfederacji, radny Prawa i Sprawiedliwości Marek Gołosz, członkowie Stowarzyszenia represjonowanych w Stanie Wojennym a także mieszkańcy miasta – świadomi pamięci o ludobójstwie na Wołyniu.
Jako pierwszy głos zabrał dr Andrzej Drogoń. W swoim poruszającym przemówieniu podkreślił ogrom skali zbrodni oraz dramatyczny fakt, że do dziś wielu ofiar nie pochowano godnie, zgodnie z chrześcijańskim obrządkiem. – Wyobraźmy sobie – mówił – że na tym cmentarzu spoczywa 10 tysięcy ludzi. A teraz spróbujmy pojąć rozmiar tamtej tragedii, w której życie straciło ponad sto, może i dwieście tysięcy osób. To była nie tylko zbrodnia przeciwko ludziom, ale i przeciwko cywilizacji. To , że ludzie Ci nie są godnie pochowani i nie mogą być, jest prawdziwym dramatem czasów współczesnych.
Kolejnym mówcą był Antoni Wilgusiewicz, prezes Śląskiego Klubu Miłośników Historii i Kultury Lwowa. Nazwał on rzeź wołyńską „okrutną”, porównując jej bezwzględność do postaci Gozdyry z poematu Hajdamacy Tarasa Szewczenki – symbolu ślepej przemocy i moralnego upadku. Pan Wilgusiewicz przypomniał także, że ofiarami padały nie tylko polskie rodziny, ale również Ukraińcy – szczególnie ci, którzy żyli w mieszanych małżeństwach. Wskazywał również na fascynację i współpracę wielu ówczesnych Ukraińców z hitlerowskimi formacjami wojskowymi.
Po przemówieniach nadszedł czas na modlitwę, którą poprowadził Tadeusz Czaja. Cisza i skupienie towarzyszyły Koronce do Miłosierdzia Bożego za dusze pomordowanych. Następnie przedstawiciele obecnych delegacji złożyli kwiaty i zapalili znicze pod pomnikiem.
Kazimiera Głogowska-Gosz odczytała wiersz poświęcony poecie Zygmuntowi Rumlowi, który zginął w tragiczny sposób na Wołyniu. Jej głos drżał, a wiersz – niczym lament – wybrzmiał mocniej niż niejeden apel.
Rumel został wysłany z misją pokojową do przedstawicieli Ukraińskiej Powstańczej Armii. Miał ich przekonać do zaprzestania rzezi i szukać drogi porozumienia. Zamiast rozmowy spotkała go jednak śmierć – potworna, niewyobrażalna. Razem z towarzyszami został schwytany, torturowany, a następnie rozszarpany końmi przez banderowców w okolicach wsi Kustycze. Miał zaledwie 28 lat. Jego śmierć to symbol tragicznego rozdźwięku między próbą dialogu a fanatyzmem. To także jeden z najboleśniejszych obrazów tego, jak ideały giną w ogniu nienawiści.
Uroczystość zakończyła Teresa Małek, dzieląc się swoimi refleksjami z wizyty na Wołyniu. Mówiła nie tylko o bólu przeszłości, ale też o trudnym pojednaniu i historii, która nadal dzieli wielu Ukraińców. Jej słowa były wyważone, pełne troski i dojrzałości.
Zgromadzenie trwało około godziny. Nie była to manifestacja – raczej zaduma. Spotkanie tych, którzy rozumieją, że pamięć o Wołyniu to nie tylko wspomnienie ofiar, ale także moralny obowiązek wobec przyszłości.
Janusz Jabłoński













