Tekst alternatywny

Efekt Lucyfera

Czy rzeczywiście zwykli ludzie zdolni są bez groźby fizycznej krzywdzić a nawet mordować swoich bliźnich, czy robią to tylko jednostki nienormalne? Czy ma tu coś do powiedzenia społeczeństwo, wychowanie, obyczajowość, czy raczej genetyczne wyposażenie człowieka, lub jego tzw. istota gatunkowa?

Bardzo ciekawy tekst na ten temat znalazł się w ostatnim Plusie-Minusie (niedzielna „Rzeczpospolita”). Jest to wywiad ze sławnym prof. Philipem Zimbardo, psychologiem społecznym (ur. 1933), żonatym z Polką. Z wielu eksperymentów wynika niestety, że wyraźna większość normalnych ludzi, kiedy dostaje w ręce absolutną władzę, gotowa jest krzywdzić. Podobnie pod naciskiem stanowczego polecenia jakiegoś autorytetu, np. rozkazów dowódcy, ale także naukowca podczas eksperymentu – zwykły człowiek zdolny jest zadawać innemu ból, a nawet narażać go na śmierć. Sławny jest eksperyment Milgrama, w którym starszy nobliwy pan, utytułowany naukowiec w białym kitlu namawiał skutecznie różnych ludzi w USA do rażenia za karę prądem osób, które rzekomo źle wykonywały zadanie. Powtórzony w wielu krajach, zawsze dawał pesymistyczny wynik – większość badanych (zależnie od wariantu od 60 do 95 proc.) ulegała poleceniom autorytetu, rażąc prądem bliźnich aż do zagrożenia ich życia, śmiertelną dawką włącznie. Bez zagrożenia własnego życia, bez grożenia śmiercią najbliższych – tu dyskusja przeniosłaby się na inny grunt. Oczywiście, uderzenia prądem były pozorowane, ale naciski były prawdziwe. Wyciągano stąd smutny wniosek – ludzie są zdolni do wszystkiego, jeżeli coś im poleci autorytet (mechanizm przywództwa), choć pocieszające było, że jednak od 5 do 40 proc. badanych umiało mu odmówić dręczenia drugiego człowieka.

Dlaczego jednak rzeczywiście prawie każdy ulega takim namowom, i to dziś, po Holocauście, po niemieckich obozach zagłady i sowieckich łagrach, po Kambodży Pol-Pota i trudno już wymienić, ilu masowych zbrodniach? Czy to natura człowiecza? Zawsze wydawało mi się, że gdyby podobny eksperyment rozpocząć w Polsce przez 1939 rokiem, wśród ludzi wychowanych w wierze katolickiej i 10 przykazań, w szacunku dla innych, dla życia, dla siebie samych wreszcie, ludzi odwagi, honoru i miłości bliźniego – że wynik byłby inny. Że to niemożliwe, że kultura, wiara upadły po okropnościach II wojny światowej, ale przedtem wcale nie wszyscy ludzie reagowaliby tak samo. A i dziś widać jednak różnice.

Sławnego psychologa, Philipa Zimbardo, zapytał Jędrzej Bielecki: Czy gdyby w czasie wojny Żydzi byli strażnikami, a Niemcy w getcie, to Żydzi też znęcaliby się nad Niemcami? Straszne pytanie, straszne odwrócenie ról, a przecież jakże, wydawałoby się, oczywiste. Nie, odpowiada Zimbardo. Żydzie nie mordowaliby masowo więźniów, nie znęcaliby się nad nimi. Nie, bo w kulturze żydowskiej fundamentalną wartością jest od wieków życie. Nie ma też tam pruskiej tradycji dyscypliny i hierarchii. I nie było antygermańskości.

To bardzo ważne stwierdzenie. Pokazuje, jak doniosłe jest wychowanie i panująca w społeczeństwie kultura moralna. Szacunek dla życia oparty na wierze, umiłowanie wolności, wczuwanie się w innych ludzi – to wartości, które sprzyjają życiu i dobrostanowi społecznemu. Nie ma mowy o tolerancji dla amoralności, dla sikających na znicze, dla jakiejkolwiek krzywdy.

Niestety, stan moralny Europy, starej Europy, podobnie jak stan moralny Polski nie napawa optymizmem. Wystarcza jedno pokolenie niszczonego ładu moralnego, żeby zło podniosło gadzią głowę, i żeby dobro musiało się tłumaczyć, że w ogóle istnieje.

Stąd obawy na przyszłość nie muszą być przesadzone, jeżeli chodzi o nieodpowiednie, zbrodnicze tradycje.

A jak jest z bohaterami? To też zwykli ludzie – odpowiada Zimbardo – czynią dobro, poświęcając się dla innych. Bez wychowania moralnego, odróżniania dobra od zła, nie można by się tego po nich spodziewać.

Teresa Bochwic

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress